Dane o chińskiej wymianie handlowej okazały się wyraźnie gorsze od oczekiwań ekonomistów. Na rynku oraz w mediach coraz częściej mówi się o możliwym stymulowaniu gospodarki przez Ludowy Bank Chin.



W kwietniu wartość eksportu Państwa Środka spadła o 6,4% po 15-procentowym spadku w marcu. Rynkowy konsensus zakładał powrót na ścieżkę wzrostu i wynik na poziomie +2,4%. W przypadku importu analitycy spodziewali się spadku o 12%, odczyt Głównego Urzędu Celnego Chin (GACC) pokazał tymczasem -12,7%. W efekcie nadwyżka handlowa drugiej największej gospodarki świata wyniosła 34,1 mld dolarów wobec oczekiwanego poziomu 39,4 mld dolarów.
Gwałtowny spadek dynamiki handlu zagranicznego, który wciąż jest jednym z głównych motorów napędowych chińskiej gospodarki, pod znakiem zapytania stawia kwestię realizacji celu postawionego przez władze. Według Pekinu w 2015 r. chińska gospodarka powinna urosnąć o 7%. W ubiegłym roku tempo wzrostu wyniosło 7,4% - najmniej od 24 lat – i po raz pierwszy od 1998 r. było niższe od rządowego celu (7,5%).
Słabe dane makroekonomiczne sprawiają, że coraz więcej inwestorów i analityków zerka w kierunku Ludowego Banku Chin. Instytucja ta w ostatnich miesiącach kilkukrotnie starała się wesprzeć gospodarkę, głównie poprzez obniżanie stopy rezerwy obowiązkowej.
Z narzędzia tego LBC korzystać może nadal, jako, że przy wartości 18,5% stopa ta nadal należy do najwyższych na świecie. W mediach coraz częściej jednak pojawiają się informacje dotyczące możliwości uruchomienia chińskiej wersji programu luzowania ilościowego (ang. quantitative easing, QE), który miałby polegać na skupie aktywów (głównie obligacji samorządów lokalnych) przez bank centralny.
Michał Żuławiński




























































