REKLAMA
PROMOCJA

Biopaliwa: Sabotaż gospodarczy?

2006-08-24 06:23
publikacja
2006-08-24 06:23
- Państwo nadal nie zajmuje się kontrolą jakości paliw i tą drogą nie nakłania producentów do stosowania biododatków - rozmowa z Markiem Sawickim, posłem PSL i członkiem sejmowej podkomisji ds. ustawy o biopaliwach.

Panie pośle, uważa Pan, że aktualni i w szczególności potencjalni producenci biododatków do paliw i biopaliw blokują własną działalność. O co w takim razie chodzi Pana zdaniem? O wymuszenie jeszcze większego regulacyjnego wsparcia dla sztucznego, bo opartego na ulgach podatkowych, rynku biokomponentów i biopaliw?

– Tu mamy przede wszystkim do czynienia z Himalajami hipokryzji. Nie jest prawdą to, że kandydaci na producentów biopaliw czekają na szczególne rozwiązania prawne albo wsparcie ze strony państwa. Trzy, cztery lata temu, kiedy benzyna surowa (bez podatków) kosztowała 1,5 zł i mniej, produkcja spirytusu i oleju rzepakowego przeznaczonego na biopaliwo bez wsparcia państwa byłaby nieopłacalna – wtedy też powstała ustawa o obowiązku dolewania biokomponentów do paliw silnikowych (regulację tę następnie uchylił Trybunał Konstytucyjny – red.) i zerowej stawce akcyzy. Dzisiaj – kiedy baryłka ropy kosztuje 68-72 dol., a benzyna z Płocka ponad dwa złote – nie potrzeba zachęt finansowych.

Będąc członkiem sejmowej podkomisji mającej zająć się nową ustawą o biopaliwach uważa Pan, że ta ustawa jest niepotrzebna? Ponownie wpisany do nowej ustawy obowiązek dodawania do paliw biokomponentów jest przecież kluczowy dla rynku.

– W podkomisji jestem po to, żeby wiedzieć, co się dzieje w sprawie. Co do obowiązku dodawania biokomponentów, to konstytucja od 1997 roku się nie zmieniła – trzy lata temu Trybunał Konstytucyjny ten obowiązek uchylił. Państwo natomiast nadal nie zajmuje się kontrolą jakości paliw i tą drogą nie nakłania producentów do stosowania biododatków. Pozoruje za to działania z wykorzystaniem trzech klubów parlamentarnych: PiS, SLD i Samoobrony, które przedstawiły własne (w istocie tożsame) projekty nowej ustawy.

90 proc. „nowej” ustawy napisano już cztery lata temu. Na podkomisji jasno wyraziłem opinię, że nie ma żadnych przeszkód prawnych dla produkowania biopaliw. Są wszystkie regulacje poza jednym małym rozporządzeniem ministra gospodarki (chodzi o rozporządzenie jakościowe, analizowane w pierwszych miesiącach tego roku przez Komisję Europejską i ponownie przekazane przez KE do Ministerstwa Gospodarki w celu wniesienia poprawek – red.). Zresztą także to rozporządzenie stało się dobrym powodem do zwłoki: nie ma rozporządzenia, nie produkujemy. Co stoi na przeszkodzie, żeby wydać to rozporządzenie? Tą sprawą powinien się zająć prokurator generalny, a nie minister gospodarki.

Jaka jest w takim razie prawdziwa przyczyna tego, że masowa produkcja biopaliw ciągle pozostaje na etapie planów?

– Główną przeszkodą w produkcji biokomponentów i paliw z ich dodatkiem są producenci paliw silnikowych. PKN Orlen ma możliwość dodawania do benzyn eteru, wytwarzanego ze spirytusu na bazie produktów destylacji ropy. Eter jest jednak trzykrotnie tańszy niż spirytus. Ponadto nie eter, a biokomponenty są najlepszym „kontrolerem” jakości paliw. Obawiam się, że również ta kwestia ma znaczenie. Ten sam Orlen na niemieckim rynku rozwija bardzo mocno ekspansję bioetanolu i biodiesla. Orlenowska Trzebinia eksportuje do Niemiec tylko dlatego, że tam – w kraju o ugruntowanym ładzie prawnym – nie można sprzedawać paliw złej jakości. W Polsce nie bada się jakości paliwa i w dodatku, jak się okazuje, nie trzeba wypełniać unijnej biopaliwowej dyrektywy.

Od 1 stycznia 2004 r. mamy ustawę, w której zapisano, iż biokomponenty do paliw płynnych są obłożone zerową stawką podatku akcyzowego. Koszt produkcji bioetanolu przy obecnej cenie zboża to około 1,5 złotego – o 50 groszy mniej niż cena benzyny surowej, a koszt produkcji biodiesla z rzepaku wynosi 2,20-2,40 zł. W 1996 roku do całości benzyn dodawano jednak 2,4 proc. spirytusu. Teraz projekty nowej ustawy poprawiają dyrektywę i na 2007 rok zakładają 1,5 proc. biododatku do całego wolumenu paliw.

Podobno brakuje surowca do produkcji biokomponentów, a szczególnie problematyczna jest kwestia surowcowego zaplecza do wytwarzania estrów. A to właśnie zapotrzebowanie na olej napędowy, gdzie dodatkiem są estry, rośnie. Popyt na benzynę spada.

– Zapominamy, że do oleju napędowego można dodawać także spirytus i wiele firm transportowych takie mieszanki stosuje. Wszystko zależy od zainteresowania producentów Pszenica kosztuje już tylko 400 zł za tonę i nie ma na nią zbytu.

W ubiegłym roku w Polsce nadwyżka zboża wynosiła 4,5 mln ton. Przy europejskiej cenie zboża w granicach 100 euro za tonę można u nas produkować spirytus poniżej 1,60 zł bez VAT. Produkcja biodiesla zaś w całej Europie będzie ograniczona do 10-15 proc. rynku biokomponentów z powodu ograniczonej podaży rzepaku. W Polsce możemy co najwyżej podwoić powierzchnię produkcji rzepaku, o ile jego cena sięgnie tysiąca złotych za tonę – w ubiegłym roku było to około 700 złotych. Produkcja w 2005 roku wyniosła ok. 700 tys. ton.

Zawiniły więc paliwowe koncerny?

– Cztery lata temu Orlen zarzucał mi, iż ustawę biopaliwową forsuję dlatego, że plany wejścia w biopaliwa mają Gudzowaty czy Komorowski. Jednak Gudzowaty i Komorowski pozostali z planami, a Orlen zniechęcił konkurentów i wyszedł na prowadzenie.

To akurat jest rynek.

– Rynek jest wtedy, kiedy wszyscy mają równe szanse. W produkcji biopaliw od 1998 roku uwsteczniamy się, zamiast iść do przodu. Robimy konferencje, na których pojawiają się ważni ludzie, patrzą sobie z uśmiechem w oczy i mówią, że chcą dobrze. Tymczasem obecna ekipa zmniejszyła budżet Inspekcji Handlowej z 10 do 8 mln zł – jakby celowo, żeby nie badać jakości paliw. Tymczasem szara strefa paliwowa osiągnęła rozmiar 10 mld zł. Jest się o co bić. I jest za co robić wodę z mózgu. To, co działo się i dzieje wokół biopaliw, jest sabotażem gospodarczym, który z mocy prawa powinien być ścigany.

Wróćmy do nowej ustawy. Są tam co najmniej dwa kontrowersyjne zapisy – o obowiązku kontraktacji i możliwości wytwarzania biopaliw na własne potrzeby. Czy kontraktacja jest zła czy dobra? I czy rolnicy rzeczywiście będą sami robić biopaliwa?

– Kontraktacja to kolejny sztuczny problem i wyprowadzanie w pole dyskusji oraz odwlekanie stosowania biokomponentów. Nie jestem przeciwnikiem kontraktacji, bo sam jako rolnik chciałbym wiedzieć, kto i za ile ode mnie kupi. Jednak kupiec będzie wtedy, kiedy będzie odbiorcą biokomponentów. Nowa ekipa obiecała, że zajmie się problemem. O ile, jak powiedziałem, nowa ustawa w ogóle jest potrzebna. Moim zdaniem dyrektywa UE i obecna ustawa wystarcza. Wystarczy, żeby były przestrzegane. Kiedy zaczynaliśmy zajmować się biopaliwami, światowa karta paliw dopuszczała 5 proc. dodatku biokomponentów, ale już w latach 2000-2001 udział ten zwiększono do 10 proc. U nas w tym czasie eksperci nadal wypowiadali się, że biokomponent może szkodzić silnikowi. Co do produkcji na własne potrzeby, to o ile nie ma masowego dodawania biokomponentów – jestem za. Produkcja na własne potrzeby uszczupli rynek paliw najwyżej o 1,5 do 2 proc.

Produkcja własna może jednak doskonale powiększyć szarą strefę.

– Dlatego to wszystko musi być pod szczególnym nadzorem podatkowym. Skoro można tak produkować spirytus, to dlaczego nie można wytwarzać w takim rygorze paliw?

Marcelina Gołębiewska
Źródło:
Tematy
Wybierz nielimitowany internet z dodatkowymi  kartami SIM za 0 zł w Orange Flex dla firm!
Wybierz nielimitowany internet z dodatkowymi kartami SIM za 0 zł w Orange Flex dla firm!
Advertisement

Komentarze (1)

dodaj komentarz
~eldorado
ciekawy to kraj, mozna pisac jak w tytule artykulu ,Biopaliwa: Sabotaż gospodarczy? a kazdy swoje wie, pogadaja bo to wskazane, ktos cos tam mowi, jest demokracja, a biznesy maja sie w najlepsze

Powiązane: pknorlen

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki