REKLAMA

Będzie praca dla humanistów, jeśli...

Katarzyna Jeznach2013-05-09 06:00
publikacja
2013-05-09 06:00

Absolwenci uczelni wyższych nie mogą znaleźć pracy, z kolei pracodawcy narzekają na brak kompetencji wśród młodych ludzi. Gdzie szukać przyczyn takiej sytuacji?

foto: Hemera/Thinkstock

Na pytania redaktorów Bankier.pl odpowiada prof. nadzw. dr hab. Grzegorz Mazurek, Prorektor ds. Współpracy z Zagranicą Akademii Leona Koźmińskiego, profesor marketingu.

Katarzyna Jeznach: Absolwenci bez pracy, firmy bez pracowników - dlaczego tak jest?

Grzegorz Mazurek: Przede wszystkim paradoksem jest sytuacja, w której myśląc o zakupie roweru poświęcamy na ten zakup kilkanaście dni, dokładnie analizując informacje o przerzutkach, ramie, łańcuchu, a wybierając studia posiłkujemy się często stereotypami, np.: uczelnie publiczne - lepsze, uczelnie prywatne - gorsze.

Kluczem do sukcesu jest zwrócenie uwagi na merytorykę, program studiów, kadrę oraz poziom danej jednostki naukowej, wyznaczany przez niezależne instytucje na rynku. Mowa tu na przykład o rankingach, akredytacjach. Przy wyborze właściwego kierunku to jest najważniejsze. Dobrze posłuchać rekomendacji osób, które dane studia już ukończyły. Warto sprawdzić, które uczelnie doceniają pracodawcy.

Krótko mówiąc, studia to kilka lat ciężkiej pracy i chodzi o to, by tego czasu nie zmarnować.

Prof. nadzw. dr hab. Grzegorz Mazurek,
foto: grzegorzmazurek.pl

KJ: Co sądzi Pan o humanistach? Znajdą pracę?

GM: Nie wolno nam myśleć schematycznie: przyszłość przed inżynierami, brak przyszłości przed filozofami. W każdej dziedzinie można osiągnąć sukces, pod warunkiem, że jest się w stanie wypracować coś, co w biznesie nazywa się unikatową przewagą konkurencyjną. Jeżeli jestem programistą, który programuje tak samo, jak tysiąc pięćset innych programistów, i mam te same kompetencje, co każdy z nich - nie osiągnę sukcesu albo będzie on połowiczny. Jeżeli za to zdobędę umiejętności, których nie ma na rynku pracy, wtedy mi się uda.

Dobrym przykładem jest język angielski. Kiedyś jego znajomość dawała przepustkę do kariery, teraz już nie daje. Jeśli jednak posługiwałbym się świetnie angielskim, ze szczególnym uwzględnieniem języka prawniczego, to pewnie znalazłbym sobie miejsce na rynku pracy. Można mieć dyplom humanisty, a jednocześnie doskonale zarządzać zespołem, dzięki umiejętnościom interpersonalnym.

Odradzam fatalistyczne myślenie - jeśli jestem na danych studiach, to nie mam przed sobą przyszłości - absolutnie nie. Trzeba o sobie myśleć jak o kimś, kto musi posiadać pewne atuty na rynku pracy. Te mogą wynikać z naszych cech charakterologicznych czy osobowych, albo można je wypracować. Bardzo ważne jest też oczywiście to, czy w ramach danego wykształcenia istnieje rynek pracy, czy ten rynek się rozwija, kurczy, zmienia, czy jest regulowany przez państwo etc. - trzeba obserwować sytuację i przygotować się na przykład na większe ryzyko.

KJ: To znaczy że humanista nie musi myśleć o tym, że zaraz po studiach będzie musiał zmienić profesję, tyko raczej o tym, co będzie go odróżniało od innych kandydatów do pracy?

GM: Posłużę się tu takim dość znanym stwierdzeniem: ludzie, którzy osiągnęli sukces, często wcale o to nie zabiegali. Ich powodzenie jest pochodną tego, co robią, czym się zajmują. Mają swoje pasje, zainteresowania, są w tym świetni i potrafią to sprzedać. Wtedy zaczynają zarabiać, ale to zasługa ich zaangażowania i wysiłków w zdobywaniu unikatowych umiejętności, które potem zostały docenione przez pracodawców, albo wykorzystane we własnym biznesie.

foto: Ingram Image

KJ: Niż demograficzny dał się we znaki, 19 uczelni niepublicznych zakończyło działalność, pozostałe planują zmiany, konsolidacje. Szkoły wyższe to jednak nie tylko studia dzienne, ale też podyplomowe, doktoranckie. Dodatkowo dziś mamy więcej magistrów niż kiedykolwiek. Jak to się przełoży na sytuację uczelni?

GM: Etap zabiegania o papier dający tytuł magistra mamy już ewidentnie za sobą. I bardzo dobrze. Poza tym samo posiadanie dyplomu wcale nie predestynuje jego posiadacza do nadzwyczajnych sukcesów życiowych. Najważniejsze jest postrzeganie studenta jako klienta, któremu trzeba dostarczyć produkt najwyższej jakości. Taki, dzięki któremu odnajdzie się na rynku pracy, który wyposaży go w umiejętności, kompetencje i wiedzę która jest przydatna w życiu zawodowym. Nie zapominajmy, że np. na zachodnich uniwersytetach kwestia tzw. networkingu, a więc możliwości poznawania podobnych sobie ludzi, znakomitych profesorów, wykładowców, jest niezwykle ważna i wpływa na prestiż uczelni.

Uczelnie wyższe powinny orientować się w potrzebach rynku, czyli tworzyć takie kierunki studiów, które rzeczywiście są potrzebne. Muszą analizować: czy klient, czyli student, jest zadowolony, a jeśli nie - zmieniać program i działać. Jeżeli mogę pokazać to na przykładzie Akademii Leona Koźmińskiego: wiemy, że internet jest medium o ogromnym znaczeniu. Dlatego oferujemy kilka kierunków studiów, na poziomie magisterskim i podyplomowym, we współpracy ze znanymi instytucjami i firmami działającymi w branży internetowej.

KJ: Czy tytuł magistra się zdewaluował?

GM: Jesteśmy już ponad 20 lat po transformacji systemowej. W marketingu mamy coś takiego jak cykl życia produktu. Uznaję, że pierwsze 10-15 lat transformacji, przy produkcie, jakim jest edukacja, przypadło na pierwszą i drugą fazę - gwałtowny wzrost, ogromne zainteresowanie ofertą, ale też relatywnie niewielka świadomość samego produktu. Stąd zarówno po stronie studentów, jak i pracodawców, istniał stereotyp: jesteś magistrem - dostaniesz lepszą pracę, będziesz miał wyższe zarobki, etc.

Teraz rynek zaczyna się racjonalizować, a demografia paradoksalnie w tym pomaga. To znaczy: w ofercie zostają produkty, które dla klienta są interesujące. Studenci są bardziej świadomi, coraz poważniej zastanawiają się nad swoimi wyborami, sprawdzają rankingi i akredytacje uczelni i czy te faktycznie oferują coś cennego i wartościowego. Uważam, że współczesne zmiany na rynku edukacji paradoksalnie są pozytywne dla wszystkich.

foto: iStockphoto/Thinkstock

KJ: Jak wypadają polskie uczelnie w porównaniu do zagranicznych?

GM: Unikajmy stereotypów. Przykład: gdy mówimy o polskim szkolnictwie wyższym, najczęstszym leitmotivem jest ranking szanghajski, w którym jesteśmy na szarym końcu. Może warto byłoby zwrócić uwagę, jakie są kryteria przyznawania uczelniom miejsca w tym rankingu? Wśród nich znajdą się takie, których Polska, będąca dwadzieścia parę lat po transformacji, nie jest w stanie w tak krótkim czasie spełnić. Ten ranking był tworzony na potrzeby dużych, wielowydziałowych uniwersytetów chińskich, aby porównać się z Zachodem - posługujemy się nim zbyt często i zbyt pobieżnie.

Być może warto spojrzeć na inne rankingi, na przykład Financial Times - wtedy nagle okazuje się, że wśród stu najlepszych uczelni biznesowych na świecie są dwie polskie. Przyjrzyjmy się akredytacjom międzynarodowym, kadrze, umiędzynarodowieniu - czyli zdolności uczelni do przyciągania studentów zagranicznych - przecież ci studenci nie są zmuszani do przyjazdu do polskich uczelni - coś ich do tego skłania. Mówienie o tym, że polskie uczelnie są słabe, bez sprawdzania tych wskaźników, faktów, danych to taka sama zabawa w stereotypy, jak mówienie, że na warszawskiej Pradze biją każdego wieczora i strach się tam pokazywać.

KJ: W niektórych krajach zachodnich powszechnym zjawiskiem jest odkładanie decyzji o studiach o rok, dwa, w trakcie których absolwenci szkół średnich pracują, podróżują. Potrzebują więcej czasu na podjęcie decyzji o dalszej nauce. Czy w Polsce też ma to miejsce?

GM: Ten trend już u nas widać. Młodzi ludzie bardzo często już po studiach licencjackich, albo jeszcze w ich trakcie, dojrzewają do decyzji, że jednak w życiu chcieliby zajmować się czymś innym. Wtedy wybierają studia magisterskie w ramach zupełnie innej dziedziny. To oczywiście rodzi dla nich konsekwencje, bo muszą nadrobić pewne rzeczy. Bywa też, że po licencjacie idą do pracy, a potem dopiero po jakimś czasie kontynuują naukę. Ten trend oceniam pozytywnie, student jest bardziej świadomy swoich wyborów i tego, czego oczekuje od uczelni. Podobnie jeśli chodzi o decyzję aby spróbować życia w zupełnie innych rejonach świata, zajmując się zupełnie innymi niż dotychczas działaniami. Wszystko, co pozwala nam być bardziej świadomym naszych decyzji i ich konsekwencji, jest pozytywne.

Rozmawiała Katarzyna Jeznach,
redaktor Bankier.pl

Strefa Stażysty
Staż w redakcji Bankier.pl - dział Gospodarka i Inwestowanie
Staż w redakcji Bankier.pl, dział Newsroom
Staż w Serwisie Bankier.pl - zespół e-commerce
Źródło:
Tematy
Wyprzedaż Rocznika 2025. Hybrydowe SUV-y Forda
Wyprzedaż Rocznika 2025. Hybrydowe SUV-y Forda

Komentarze (7)

dodaj komentarz
~luj
Jest praca dla humanistek - przy obciaganiu druta, sa w tym swietne, lepsze od tych technicznych, a jak polykaja - najlepiej te z pedagogiki
~Mr.X.
za moich czasów tzw. przerwa w nauce po liceum co najwyżej oznaczała "poszerzanie" horyzontów w jednostce wojskowej. znałem takich co studiowali tylko po to by wojsko się o nich nie upomniało...
mamamarian
Nie od dziś wiadomo, że wszelkie odcieie zieleni działają kojąco na umysł ;)

A tak na serio "facet po wojsku" (gdy była jeszcze 2-letnia służba, bez miliona powodów do odraczania się) - to była gwarancja jakości pracownika, kandydata na zięcia, etc. Człowiek wychodził bowiem z armii uodporniony na stres, absurdy,
Nie od dziś wiadomo, że wszelkie odcieie zieleni działają kojąco na umysł ;)

A tak na serio "facet po wojsku" (gdy była jeszcze 2-letnia służba, bez miliona powodów do odraczania się) - to była gwarancja jakości pracownika, kandydata na zięcia, etc. Człowiek wychodził bowiem z armii uodporniony na stres, absurdy, czy ekstremalne zachowania bliźnich. A jeśli wojsko kończył wcześniej - był czytelny sygnał dla otoczenia, że coś z delikwentem nie tak. I nie mógł się z tego tłumaczyć, że on to wielki "humanista" jest.
~Zielony oddział odpowiada mamamarian
marian nie wierze...co ty zażywasz? czyżby coś w ulubionym kolorze zielonym? :)
naprawdę przypalasz?
wojsko kiedyś i przypuszczam że i dziś uczyło tylko chl...ania wódki.
tej umiejętności można było nauczyć się w wielu miejscach ( również w akademikach), tak wiec zmień wspomagacze bo ewidentnie wplywają negatywnie na twe
marian nie wierze...co ty zażywasz? czyżby coś w ulubionym kolorze zielonym? :)
naprawdę przypalasz?
wojsko kiedyś i przypuszczam że i dziś uczyło tylko chl...ania wódki.
tej umiejętności można było nauczyć się w wielu miejscach ( również w akademikach), tak wiec zmień wspomagacze bo ewidentnie wplywają negatywnie na twe wywody...

mamamarian
... że w polskim języku funkcjonuje słowo "merytoryka". Taki prztyczek magistra do profesorskiego tytułu.

"Meritum", "poziom merytoryczny" - to istnieje.

Jaky nie patrzeć - pozdrówka dla wszechnicy z żaglowcem w logo - niezawodnej przystani dla wszelkiej maści
... że w polskim języku funkcjonuje słowo "merytoryka". Taki prztyczek magistra do profesorskiego tytułu.

"Meritum", "poziom merytoryczny" - to istnieje.

Jaky nie patrzeć - pozdrówka dla wszechnicy z żaglowcem w logo - niezawodnej przystani dla wszelkiej maści postkomuchów.
~olo
Rozmowa z pracodawcą: Co Pan umie? Jestem mgr po uniwersytecie. Nie obchodzi mnie Pana wykształcenie tylko co Pan umie. Brak odpowiedzi.

Powiązane: Budżet rodziny

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki