Wielu klientów obawia się, że Biuro Informacji Kredytowej może spełniać zadanie „czarnej listy”, na której znajdą się ci z nieuregulowanymi finansami. Jak się okazuje nie taki BIK straszny, jak go malują, gdyż zdarza się, że dzięki informacjom przez niego posiadanym możemy uniknąć rozczarowań czy wpadek finansowych.
„Zawsze na czas spłacałam raty, regulowałam rachunki za czynsz i prąd. Kiedy więc zdecydowałam w jednym z banków zaciągnąć kredyt na mieszkanie, nie spodziewałam się żadnych trudności – opowiada Katarzyna z Rembertowa” – czytamy w artykule.
„Z danym Biura Informacji Kredytowej wynikało, że Katarzyna od trzech lat ma niespłacony kredyt w wysokości… 140 zł. (…) Wszystko skończyło się szczęśliwie. Uregulowałam należność, a bank, w którym starałam się o kredyt na mieszkanie, ostatecznie przyznał mi pieniądze. Jednak od czasu tej przygody dwa razy do roku sprawdzam w BIK swoją finansowa historię.” – czytamy dalej w materiale.
Zobacz także
„My jesteśmy właśnie miernikiem kondycji finansowej kredytobiorców. Dane gromadzone w naszym systemie po pierwsze służą uproszczeniu procedury przyznawania kredytów i pożyczek – cała historia kredytowa danego klienta jest dostępna w formie raportu.” – czytamy w artykule.
„Odpowiedzialny za dane o twojej historii kredytowej jest bank, w którym zaciągasz kredyt lub pożyczkę. To on co miesiąc przysyła dane do bazy Biura Informacji Kredytowej i tylko on może je skorygować. Jeśli więc w twoim finansowym życiorysie coś się nie zgadza, musisz udać się do banku, który pożyczył ci pieniądze.” – pisze autor artykułu.
Dzięki BIK wcześniej możemy sami upewnić się o tym, czy nadal posiadamy zdolność kredytową, czy nie ciążą na nas jakieś obowiązki finansowe, o których być może zapomnieliśmy. Z miesiąca na miesiąc coraz mniej klientów traktuje BIK jak dopust Boży i coraz chętniej postrzega jego działalność jako pożyteczną.
Źródło: „Super Express”, BIK Brother czuwa, 11. 08. 2006.


























































