Wbrew początkowym obawom czwartkowa sesja na nowojorskich parkietach nie zakończyła się kolejnym tąpnięciem giełdowych indeksów. Te przez cały dzień odrabiały straty z otwarcia, a Nasdaq zdołał nawet wyjść ponad kreskę.


Jeszcze gdy kończono handel akcjami w Europie, sytuacja prezentowała się tragicznie dla posiadaczy długich pozycji. Niemal wszystkie najważniejsze indeksy Starego Kontynentu zakończyły sesję utratą ponad 3%. Sesja w Nowym Jorku rozpoczęła się od spadku S&P500 o 1,6%, a później skala przeceny została pogłębiona do -2,9%. Październikowe śródsesyjne minimum było poważnie zagrożone.
Źródłem obaw inwestorów były doniesienia z Kanady. W Vancouver na wniosek rządu USA aresztowano Men Wanzhou– wiceprezes zarządu Huawei i córkę założyciela firmy. Nieoficjalnie wiadomo, że zarzuty dotyczą omijania amerykańskich sankcji na Iran. Czyli czysta polityka. Zdecydowanie zaprotestowała ambasada Chin, co oznacza, że konflikt wszedł już na szczebel rządowy. A przypomnijmy, że jeszcze niedawno rynki wzrostami świętowały zakopanie topora wojny handlowej przez przywódców USA i Chin.
Inwestorzy na całym świecie przestraszyli się, że takie posunięcie Amerykanów rozwścieczy wrażliwych na punkcie honoru Chińczyków i o rozejmie albo nawet deeskalacji szkodliwej ekonomicznie wojny handlowej będzie można zapomnieć. Trudno się dziwić, że rynki reagowały tak gwałtownie.
Lecz Amerykanie niebezpodstawnie słyną z optymizmu. Tą cechą wykazali się także w czwartek, gdy przystępowali do handlu po środowej przerwie, widząc morze czerwieni na giełdach azjatyckich i europejskich. Gdy tylko Europejczycy skończyli handlować (i panikować), Wall Street zaczęło odrabiać straty.
Trudno określić, co skłoniło rynek akcji do tak "byczego" zachowania. Bo raczej nie był to rynek długu, gdzie wciąż drożały amerykańskie obligacje skarbowe, jasno sygnalizując przejście dużych inwestorów na bezpieczne pozycje. Raczej nie były to też dane makro. Negatywnie zaskoczył raport ADP (tylko 179 tys. nowych etatów zamiast oczekiwanych 195 tys.). W saldzie handlowym USA wciąż ziała potężna dziura (-55,5 mld USD w październiku), powiększona przez spadek eksportu. Mniej więcej zgodnie z oczekiwaniami zmalały zamówienia w przemyśle. I tylko "usługowy" indeks ISM przebił oczekiwania ekonomistów.
Jednak Wall Street raczej nie patrzyło dziś na raporty makroekonomiczne. Tym bardziej, że giełdowym indeksom ciążyła branża finansowa (ze względu na spadek długoterminowych stóp procentowych), a dalsza przecena ropy naftowej obniżała wyceny w sektorze energetycznym.
Niektórzy twierdzili, że do podniesienia indeksów wystarczyła kombinacja działań algorytmów automatycznego inwestowania połączona z publikacją artykułu w "The Wall Street Journal", według którego po grudniowej podwyżce Fed może ogłosić powstrzymanie się od dalszego podnoszenia ceny pieniądza. Jak było faktycznie, tego zapewne się nie dowiemy.
Mimo to końcowy rezultat czwartkowej sesji był lepszy niż ktokolwiek mógł przypuszczać w momencie jej rozpoczęcia. Dow Jones zakończył dzień utratą 0,32%. S&P500 obniżył się raptem o 0,15%. A Nasdaq zdołał nawet wyjść ponad kreskę, rosnąc o 0,42%, w czym wydatnie pomógł popyt na akcje technologicznych gigantów wywierających ogromny wpływ na ten indeks. Takie odwrócenie losów zdawałoby się beznadziejnej sesji musi robić wrażenie. Ale zdecydowanie zbyt wcześnie jest wyrokować, czy to już koniec jesiennej korekty. Korekty, która w mojej ocenie jest inna niż poprzednie.
Krzysztof Kolany


























































