REKLAMA

6 gier, które zrobią z ciebie rasowego inwestora

2018-10-15 06:00
publikacja
2018-10-15 06:00

Branża gier już na stałe zagościła w mediach biznesowych i na giełdzie. Ta relacja działa jednak w dwie strony, bo sama giełda pojawiała się również w grach - i bynajmniej nie tylko tych, po których można się tego spodziewać.

Odstawmy na chwilę inwestowanie w gry, żeby powiedzieć parę słów o inwestowaniu w grach - czyli jak deweloperzy przemycają wątki giełdowe w produkcjach elektronicznej rozrywki. W przygotowanej przez nas liście znajdą się propozycje dla fanów największych produkcji ostatnich lat, produkcji bardziej niszowych, ale i powrotu do czasów młodości. Celowo pominęliśmy gry, których mechaniki głównie opierają się na zarządzaniu pieniądzem – niech będzie trochę zaskoczeń.

/ fot. ALotOfPeople/Royalty-Free illustration / YAY Foto

Fantastyczna giełda towarowa („World of Warcraft” i inne gry MMORPG)

Wszelkiej maści gry MMO to idealne przykłady giełd towarowych. Grindowanie (zabijanie ciągle tych samych potworów w celu zdobywania doświadczenia lub określonych przedmiotów) to nieodłączny element praktycznie każdego z przedstawicieli gatunku – nawet jeśli nie w celu pozyskania przedmiotów niezbędnych do wykonania questa (zleconego zadania), to w celu późniejszej odsprzedaży pozostałym graczom. W końcu jeśli ktoś woli zapłacić, niż pozyskać dany towar „własnymi rękami”, to kto mu zabroni?

I tu zmierzamy do meritum, a właściwie lokalnej tablicy ogłoszeń, domu aukcyjnego lub innej instytucji stworzonej w grze do obrotu towarami. Nie ma tu żadnej czarnej magii – ot „mistyczne” działanie popytu i podaży. Szukamy odpowiedniego towaru – załóżmy, że sprzedajemy „kotwicze ziele” (w oryg. anchor weed), którego ceny przekraczają teraz 100 000 szt. złota.

Analizując dalej ten przypadek, zioło osiąga aktualną cenę dzięki „cyklowi koniunkturalnemu” nowego dodatku do „World of Warcraft” – „Battle for Azeroth”. Gracze już na dobre wzięli się za raidowanie (kilkunastoosobowe wyprawy w celu zabicia potężnego przeciwnika), a to znacznie podniosło popyt na mikstury poprawiające statystyki (wytwarzane właśnie z anchor weed). Zapotrzebowanie przewyższa podaż i jakie ceny są, każdy widzi. Teraz stawki i tak są niższe niż przed kilkoma tygodniami, kiedy największe gildie biły się o to, która pokona bossa na wyższym poziomie trudności jako pierwsza na świecie.

"World of Warcraft: Battle for Azeroth" / fot. MG / Bankier.pl

Teraz pytanie… zbierać czy sprzedawać od razu?

To jednak oczywiście nie jest wprost giełda towarowa (bo nie mamy do czynienia z instrumentami pochodnymi opartymi na cenach poszczególnych towarów), ale w popularnym "WoW-ie" można znaleźć bliższy definicji przykład. Kilka lat temu Blizzard wprowadził do obiegu tzw. tokeny (pisaliśmy o nich w artykule poświęconym hiperinflacji w Wenezueli) . Ich wartość była wyrażona w złocie ze świata gry i oczywiście wahała się od tego, ile złota było w obiegu w sakwach i na kontach bankowych graczy. Taki token można nabyć i trzymać w celach inwestycyjnych lub skonsumować - jego użycie wydłuża czas aktywności konta gracza o miesiąc.

Symulator zadłużenia („Animal Crossing”)

Specjalnym przedmiotem, którym obracać mogli burmistrzowie (lub mieszkańcy, w zależności od części), może też pochwalić się seria „Animal Crossing” od Nintendo. To chyba mój ulubiony przykład z tej listy, bo gra giełdowa jest tu ukryta pod naprawdę dużą przykrywką. Skrótowo przypomnę tylko, że gra polega na życiu w miasteczku pełnym człekokształtnych zwierzątek. Czas upływa (w dużym uproszczeniu) na łowieniu ryb, łapaniu robaków i hodowaniu drzewek owocowych. Wszystko po to, żeby spłacić kredyt hipoteczny u lokalnego agenta nieruchomości Toma Nooka - to pierwszy cel, jaki pojawia się w świadomości grającego. Czas gry jest zgodny z czasem rzeczywistym – jeśli za naszym oknem jest zima, to i na ekranie konsoli też. To oczywiście wpływa na całą florę i faunę oraz na dostępne aktywności w grze.

"Animal Crossing: New Leaf" / MG/Bankier.p/lanimalcrossingworld.com

Jedną z nich jest coniedzielna wizyta w miasteczku lochy Joan. Joan spaceruje sobie między drzewami z koszem pełnym białych rzep. Ale to nie są zwykłe rzepy spożywcze – to inwestycja, a zakupić ją można tylko podczas jednej sesji w niedzielne przedpołudnie. Jazda bez trzymanki zaczyna się od nowego tygodnia roboczego – od poniedziałku do soboty „kurs rzepy” wyliczany jest jak na GPW – mamy dwa fixingi, po jednym przed i po południu. Stawkę można sprawdzić u lokalnych sprzedawców i jak to na giełdzie, może być ona wyższa od ceny zakupu lub niższa. Gracz musi podjąć ryzyko – sprzedaje z niewielkim zyskiem (o ile mu się uda) lub czeka na gigantyczną stopę zwrotu, licząc się z równie wysokim ryzykiem straty. Trzeba też pamiętać, że nie jest to dobra inwestycja długoterminowa. Rzepy, jak to rzepy, mają określony termin przydatności – po tygodniu nam zgniją i wtedy już na pewno nic na nich nie zarobimy. Joan jest też monopolistką – tylko ona ma możliwość „emisji” rzep i zasadzenie ich we własnym ogródku nie sprawi, że uzyskamy plony, które potem wrzucimy na rynek (w dwóch grach serii pojawia się natomiast możliwość uprawy czerwonej rzepy i sprzedaży jej dla zysku).

Dla tych, którzy nie mają wystarczająco stalowych nerwów na spekulowanie na rynku białej rzepy ogrodowej, istnieje druga opcja. Mogą wieść sielskie i niezmącone nerwicą życie, sprzedając w sklepie rzadkie gatunki cykad i makreli z ostatniego polowania.

„Animal Crossing” to generalnie fantastyczny przypadek, w którym spora dawka (wydawałoby się) infantylności sugerującej, że to tytuł dla dzieci (nie odważyłbym się stwierdzić, że rzeczywiście tak jest – zapytajcie wszystkich fanów Nintendo po ostatnim Nintendo Direct), zderza się z poważnymi finansowymi dylematami. Już rozpoczynając grę, lądujemy w nowym mieście bez grosza przy duszy i na twarz dostajemy kredyt hipoteczny, bo przecież gdzieś musimy zamieszkać. I już pierwszy złapany robak wyceniany na kilkadziesiąt dzwonków (ang. bells, waluta w grze) w sklepie uświadomi nam, że jej spłata wcale nie będzie taka łatwa (potem nie jest już tak strasznie), jak sugeruje oprawa graficzna. Spotkałem się nawet z nazwaniem tytułu „symulatorem długu”. I to jest idealny przykład tego, że ekonomii i finansów da się uczyć na „kwiatkach i pszczółkach”.

Kacze papiery („DuckTales: The Quest for Gold”)

Skoro jesteśmy już przy uczłowieczonych zwierzątkach, zasięgnijmy dalej w historii gier wideo. „Kacze Opowieści” zna każdy (a przynajmniej o nich słyszał). Być może pamięta nawet wysoko ocenianą grę „DuckTales” na Nintendo Entertainment System (w Polsce ten system występował raczej jako klon – Pegasus), która nawet doczekała się ostatnio solidnego remastera na najnowszą generację sprzętu do grania.

"DuckTales: The Quest for Gold" / fot. OtakuChest / Youtube

Gra ze Sknerusem miała jednak jeszcze jedną odsłonę – na Amigę i system MS-DOS z podtytułem „The Quest for Gold”. Tam zadaniem największego kapitalisty ze świata kreskówek było podróżowanie po świecie wraz z bratankami i wykonywanie misji w celu zdobywania złota i udowodnienia, kto jest najbogatszą kaczką na świecie (poważnie). Na przebicie rywala gracz ma 30 dni.

"DuckTales: Quest for Gold" / fot. OtakuChest / Youtube

Podczas wykonywania kolejnych misji zebrane wcześniej pieniądze wcale nie muszą jednak leżeć odłogiem. Sknerus ma możliwość pomnażać dotychczasowy kapitał, grając na giełdzie papierów wartościowych. Na komputerze w jego biurze czeka długa lista spółek (zakładanych między innymi przez Hyzia, Dyzia i Zyzia - jak im nie zaufać?), których akcje można kupić. Nie da się jednak kupić więcej niż 99 akcji. Po każdej kolejnej misji możemy jednak wrócić do biura, sprawdzić kursy i wyprzedać wszystkie nabyte aktywa (o ile oczywiście się opłaca). Umiejętnie obracanie nimi zagwarantuje nam tytuł kaczora finansjery na koniec przygody.

Kupuj, strzelaj, sprzedawaj ("Grand Theft Auto V")

Z klonem systemu maklerskiego gracze mogli spotkać się też w znacznie nowszej produkcji. O serii „Grand Theft Auto” od Rockstar Games słyszał każdy, a jej ostatnia odsłona oznaczona na piątką bije do dziś rekordy sprzedażowe.

W tej części mamy do czynienia ze światem wzorowanym na współczesnych Stanach Zjednoczonych, a jeśli już o współczesności mowa, to dostajemy w ręce inwestycje giełdowe. Już jedna z misji fabularnie związana jest z oszustwem na parkiecie, ale tu akurat gracz jest raczej wiedziony przez grę za rękę. Po tym zadaniu dostaje jednak możliwość samodzielnego inwestowania w różne spółki funkcjonujące w grze.

"GTA V" / grandtheftauto.net

Tutejszy system komputerowy jest już bardziej szczegółowy - nie mamy tylko listy spółek i dwóch przycisków do kupowania i sprzedawania jak w "DuckTales". Są wykresy, obrazki, wyniki całego indeksu. Generalnie kupujemy tanio, sprzedajemy drogo – ot, cała filozofia. Standardowo dla serii nie mogło się obyć bez nazw lub elementów nawiązujących do marek z realnego świata – dlatego też inwestujemy np. na parkiecie BAWSAQ (podatniejszy na działania gracza, drugi – LCN – jest „sprawiedliwszy”). Ale jak mieć pewność, że zainwestujemy dobrze?

"GTA V" / grandtheftauto.net

Załóżmy hipotetyczną sytuację. Na mieście działają dwie sieci fastfoodów – obie na giełdzie. Kupujemy akcje tańszej, a potem nagle „jakiś” szaleniec jeździ po mieście i wysadza ciężarówki z dostawami i ostrzeliwuje restauracje tej drugiej. Wartość naszych aktywów wzrośnie czy spadnie? Pewna i wysoka stopa zwrotu – aż nie do pomyślenia.

Inwestycje pośrednie w nieruchomości („Fortune Street”)

Jeśli ktoś nie ma zapędów na inwestora indywidualnego, może spróbować inwestycji pośrednich w rynek nieruchomości. Z taką operacją można mieć do czynienia w grze wideo „Fortune Street” będącej koprodukcją japońskiego Nintendo i Square-Enix.

Rozgrywka na pierwszy rzut oka nie wydaje się niczym, z czym gracze już się nie spotkali. Jak w „Monopoly” mamy planszę, na której zamiast pionków umieszczone są wybrane przez nas postacie z Muchomorowego Królestwa (Mario) i świata wykreowanego w serii „Dragon Quest”. Poruszając się po polach, możemy kupować znajdujące się na nich budynki handlowe, które później będą przynosiły zyski.

W odróżnieniu od „Monopoly” bank nie jest tylko „w powietrzu” – ma swoje miejsce na planszy. Wchodząc na nie, możemy dokonać inwestycji w dystryktry, czyli wydzielone części planszy. Załóżmy na potrzeby tego tekstu, że są to indeksy oparte na notowaniach wszystkich inwestycji, które można na danym obszarze kupić i otworzyć, tak jak w tradycyjnym „Monopoly”. Gra toczy się dalej, rywale kupują kolejne budynki i punkty usługowe, a my zyskujemy wraz z rozwojem całej dzielnicy. Wtedy możemy sprzedać już posiadane akcje, jeśli dystrykt przez ten czas się rozwinął – będą droższe. Rynek jest tu bardzo przejrzysty. Na liście widać jak na dłoni, który gracz posiada ile udziałów w poszczególnych dzielnicach mapy.

"Fortune Street" / fot. PBGGameplay / Youtube

Rozgrywka jest bardziej emocjonująca niż w protoplaście. Chociażby z tego powodu, że ceny konkretnych pól rosną wraz z postępem gry. Jeśli wartość jakiegoś dystryktu rośnie, bo gracze dokonują w nim inwestycji, to analogicznie drożeją także jeszcze niezagospodarowane pola – to zdecydowanie ciekawsze, niż z góry przypisywanie najwyższej ceny jednemu z pól.

Rzymskie inwestycje („Assassin’s Creed: Brotherhood”)

Głębszy wątek inwestycyjny jest natomiast w grze „Assassin’s Creed: Brotherhood”, którego akcja dzieje się w Rzymie za życia Leonarda Da Vinci czy Niccolo Machiavellego. Jeden z elementów rozgrywki związany jest ściśle z instytucją banku w Wiecznym Mieście. Tutaj zamiast indeksu inwestujemy w konkretne sklepy zlokalizowane na mapie.

Wbrew temu, że to epoka renesansu, nie możemy jednak interesować się wszystkim i inwestować w każdą możliwą działalność gospodarczą prowadzoną w mieście. Do wyboru mamy kilka branż i specjalizacji – bank, medyka, kowala, marszanda czy krawca.

"Assassin's Creed: Brotherhood" / fot. Korlaeda / Youtube

Ten element rozgrywki dostępny jest wyłącznie w wersji gry na PC i przy połączeniu z serwerami Ubisoftu – aktywność innych graczy ma bowiem wpływ na dwa czynniki decydujące o tym, czy „spółka”, w którą zainwestowaliśmy floreny będzie miała czym się z nami podzielić. Ważny jest poziom czynnika ryzyka i popularności dzielnicy, w którym znajduje się sklep. Jeśli zainwestowaliśmy dobrze, a ogólna koniunktura w „Ekonomii Wiecznego Miasta” była pomyślna, nasz sklep przekaże na nasze konto „dywidendę”. W przeciwnym wypadku będziemy musieli jednak podratować biznes i do niego dołożyć w przypadku poniesienia straty.

Na tę chwilę tytuł jest już jednak dość leciwy – miał premierę w 2011 roku (wersja PC) i dziś już jest za mało graczy, żeby wspomniane czynniki nadal się zmieniały. Stąd w każdej dzielnicy czynnik ryzyka jest taki sam: niski.

To oczywiście z pewnością nie wszystkie gry, w których można znaleźć podobne motywy w ramach dodatkowych mechanik urozmaicających rozgrywkę. Pominęliśmy między innymi raczej niszowy w Polsce tytuł mobilnego MMORPG "Final Fantasy Awekening", w którym funkcjonuje giełda akcji, na której można inwestować. Ja tym czasem wracam sprawdzić, jak ma się kurs rzepy, żeby nie przespać okazji na wysoką stopę zwrotu.

/ fot. MG / Bankier.pl
Źródło:
Tematy
Wybierz konto firmowe, które zarabia na Ciebie i zyskaj premię do 1250 zł.

Wybierz konto firmowe, które zarabia na Ciebie i zyskaj premię do 1250 zł.

Komentarze (3)

dodaj komentarz
whitedevil
Proponuje o artykuł o statystykach i badaniach naukowych na temat grania w gry i przełożenie ich na biznes. Chętnie bym o tym poczytał kto kiedy i na jakiej podstawie dokonał obliczeń , wyników badań. Wiem że to działa i są ludzie w biznesie którzy właśnie tak się wybili :) Dobry artykuł :) choć o Eve Online brak Proponuje o artykuł o statystykach i badaniach naukowych na temat grania w gry i przełożenie ich na biznes. Chętnie bym o tym poczytał kto kiedy i na jakiej podstawie dokonał obliczeń , wyników badań. Wiem że to działa i są ludzie w biznesie którzy właśnie tak się wybili :) Dobry artykuł :) choć o Eve Online brak wmianki :) ehh widać kto grywa w wow-a ;p pozdrawiam Artur
januszbizensu
Redakcja o Eve Online nie słyszała zbyt skomplikowana gra dla was ?
brokenh
Ciekawy artykuł. Proponuję kontynuację, która powie coś o grach przeglądarkowych albo mobilnych.

Powiązane: Gry komputerowe

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki