REKLAMA

21 mld zł kosztów - zapłacą konsumenci

Łukasz Piechowiak2015-08-18 17:03główny ekonomista Bankier.pl
publikacja
2015-08-18 17:03

21 mld zł, to o 6 mld zł więcej niż wyniósł zysk sektora bankowego w 2014 roku. Kwota ta rozłożona na 5 lat obniżyłaby zysk sektora bankowego o ok. 4,5 mld zł rocznie. Oznacza to, że sektor bankowy utrzymałby poziom zysków na poziomie ok. 9-10 mld zł rocznie. Oczywiście nie każdy bank byłby obłożony kosztami proporcjonalnie. Instytucje z największym portfelem kredytów walutowych mogłyby odnotować straty.

21 mld zł kosztów - zapłacą konsumenci
21 mld zł kosztów - zapłacą konsumenci
fot. Lukasz Szelemej / / EastNews

Analiza NBP jest o tyle ważna, że rozwiązuje wątpliwości dotyczące wymogów w zakresie wypłacalności sektora bankowego, a to oznacza, że gdyby ustawa o przewalutowaniu kredytów walutowych przeszła proces legislacyjny bez dalszych poprawek, to prócz poważnej przeceny na giełdzie i wzrostu opłat, za niektóre produkty bankowe, raczej nie stanowiłaby ona zagrożenia dla stabilności polskiej gospodarki. Naturalnie rację ma ZBP, że sektor ograniczyłby akcję kredytową, a to obniżyłoby nasz potencjalny wzrost PKB.

Ustawę, która obecnie jest procedowana, należy ocenić negatywnie, bo jest przygotowywana na szybko tak, by zdążyć z jej uchwaleniem przed wyborami parlamentarnymi.

Reklama

Nie uwzględnia ona szeregu ryzyk, np., możliwości pozwania Polski przez inwestorów zagranicznych przed międzynarodowe sądy arbitrażowe. Ponadto nie ma możliwości wyceny ryzyka kursowego na 5 lat do przodu więc obecne wyliczenia analityków są bardzo statyczne - zwłaszcza, że ustawa jest na tyle korzystna, że części frankowiczów opłacałoby się wyczekać na moment faktycznie dużego wzrostu CHF ponad 4 zł lub zwiększenia LIBOR-u. Wtedy koszty wyniosłyby nie 21 mld, a np., 35 mld zł.

Innymi słowy, ustawa nie oduczy kredytobiorców spekulacji. Dlatego faktyczne koszty wobec wartości prognozy NBP mogą się ostatecznie bardzo różnić. Jeżeli okres, kiedy można decydować się na przewalutowanie nie zostanie skrócony, to za ewentualny kryzys w Szwajcarii zapłacimy nie tylko płacąc kilkanaście złotych miesięcznie za prowadzenie konta miesięcznie, ale także w postaci wyższych podatków, które zostaną przetransferowane do zagrożonego sektora bankowego. Ostatecznie zyska niewielka grupa frankowiczów, a stracą Ci, którzy na kredyt mieszkaniowy nie będą mogli sobie pozwolić do emerytury.

Frankowiczom można pomóc w inny sposób, np., wprowadzając specjalne ulgi podatkowe, które można by sfinansować ze stosunkowo prostego do wyceny podatku bankowego.

Powyższy artykuł jest komentarzem do "NBP: straty banków po umorzeniu kredytów walutowych wynosiłby ok. 21 mld zł".

Publikacja zawiera linki afiliacyjne.
Źródło:
Tematy
Weź udział w promocji i zgarnij premię
Weź udział w promocji i zgarnij premię

Komentarze (17)

dodaj komentarz
~glorian
jak zawsze!!!
niech rząd się ogarnia i naprawia co zepsuł... że też poruszenia obywateli było trzeba, żeby zrozumieli, że to głupota w czystej postaci...
~VeniVidiVici
Kłamstwo nr 1 – że są to „kredyty”.
To NIE SĄ kredyty. Obowiązująca w Rzeczpospolitej ustawa prawo bankowe (art. 69 pkt. 1) stanowi całkowicie jednoznacznie, że umowa kredytowa należy do kategorii umów nazwanych: „przez umowę kredytu bank zobowiązuje się oddać do dyspozycji kredytobiorcy na czas oznaczony w umowie kwotę środków
Kłamstwo nr 1 – że są to „kredyty”.
To NIE SĄ kredyty. Obowiązująca w Rzeczpospolitej ustawa prawo bankowe (art. 69 pkt. 1) stanowi całkowicie jednoznacznie, że umowa kredytowa należy do kategorii umów nazwanych: „przez umowę kredytu bank zobowiązuje się oddać do dyspozycji kredytobiorcy na czas oznaczony w umowie kwotę środków pieniężnych z przeznaczeniem na ustalony cel, a kredytobiorca zobowiązuje się do korzystania z niej na warunkach określonych w umowie, zwrotu kwoty wykorzystanego kredytu wraz z odsetkami w oznaczonych terminach spłaty oraz zapłaty prowizji od udzielonego kredytu”.
W świetle tego absolutnie podstawowego dla działalności kredytowej prawa, na kredytobiorcy ciąży obowiązek oddania bankowi wyłącznie kwoty odpowiadającej „wykorzystanemu kredytowi” wraz z odsetkami i prowizją. Sytuacja, w której kwota należna jest niemożliwa do określenia jest sprzeczna z istotą kredytu, a spłacany „kredyt” jest praktycznie niemożliwy do spłacenia, bo ciąglerośnie i dziś u wielu „kredytobiorców” naliczony dług stanowi dwukrotność, a czasem nawet trzykrotność pożyczonej kwoty znana jest z działalności przestępczej, a nie nadzorowanej przez państwo praktyki instytucji finansowych.

Kłamstwo nr 2 – że są to „kredyty walutowe”
Są to instrumenty finansowe, które nie mają nic wspólnego z kredytami walutowymi, bo banki przekazały klientom złote polskie. Dla celów tych „kredytów” nie kupowały, ani nie sprzedawały franków, pozorując te zakupy jedynie kilkugodzinnymi ruchami księgowymi, by sprostać formalnym wymogom. Naliczanie klientom marży od różnicy kursu kupna i kursu sprzedaży (tzw. spreadu) jest zatem wyłudzeniem. Gdyby banki rzeczywiście kupowały franki, przy tak ogromnej akcji kredytowej – popyt na nie, a więc także ich kurs – wzrósłby błyskawicznie, takie są mechanizmy rynku. Przez wiele miesięcy zmasowanej akcji kredytowej kurs franka jednak tkwił bardzo nisko, popytu na franki nie było, nikt ich nie kupował, ani klientom nie przekazywał.
Sporządzony z roku 2009 raport Narodowego Banku Szwajcarii stwierdza (m.in. na podstawie danych z Narodowego Banku Polskiego), że „w akcji kredytowej w Polsce franków nie było”.

Kłamstwo nr 3 – że można je „przewalutować”
Nie może być mowy o żadnym „przewalutowaniu” na złotówki, bo klienci otrzymali od banków polską walutę – mówią o tym zapisy w umowach wskazujące sposób uruchomienia kredytu w złotych większość umów jest także spisana w złotych polskich. Zamiast tego stosować więc należy pojęcie „odwalutowania”, czyli ustawowego przecięcia bezprawnego powiązania złotowych kredytów z kursami walut obcych.

Kłamstwo nr 4 – że to kredyty „waloryzowane”.
Zgodnie z polskim i europejskim prawem, waloryzacja to uzgodnione przez strony umowy odniesienie jej do czynnika pozaumownego po to, by zabezpieczyć istotę owej umowy, zabezpieczyć istotę świadczenia, na które się obie strony umówiły. Sytuacja, w której „waloryzacja” całkowicie zmienia sens umowy, dewastuje istotę świadczenia i jest źródłem bezpodstawnego wzbogacenia jednej ze stron kosztem strony drugiej – nie jest waloryzacją, ale dokładnym jejzaprzeczeniem.
Bankierzy użyli pojęcia waloryzacji, by potanić „kredyty walutowe” i radykalnie zwiększyć ich sprzedaż, nie bacząc na fakt, że w ofercie fałszują prawnie zdefiniowaną instytucję waloryzacji.

Kłamstwo nr 5 – że są to „kredyty hipoteczne”.
W kredycie hipotecznym – jak mówi jego nazwa – zabezpieczeniem przekazanej kredytobiorcy kwoty jest wpis na hipotekę finansowanej nieruchomości. Spekulacyjne instrumenty, które sprzedano Polakom jako „kredyty hipoteczne” nie ograniczają się do wartości nieruchomości – kredytobiorca ręczy całym swoim majątkiem obecnym i przyszłym, a także swej rodziny i spadkobierców. Nie jest to więc kredyt hipoteczny, ale niewolnictwo narastające, bardziej dotkliwe od pańszczyzny. Wpisy na hipotekę wynoszą 200% wartości kredytu (co dowodzi wiedzy bankierów, że nastąpi podwojenie zobowiązania klienta).
Krajowa Rada Sądownictwa: „niektóre z umów nie stanowiły umowy kredytu hipotecznego, a były umowami innego rodzaju np. umowami dotyczącymi instrumentów finansowych,”

Kłamstwo nr 6 – że nie ma wyroków kwestionujących legalność „kredytów walutowych”
Kłamstwo to z wielką dozą bezczelności powtarzane przez prezesów Związku Banków Polskich. Tymczasem wyroków sądowych stwierdzających sprzeczność z polskim prawem owych „kredytów” jest już wiele, m.in. przeciwko mBankowi, Getin-Noble, BPH i Millenium. W grudniu 2011 sąd II instancji „w imieniu Rzeczpospolitej” orzekł, że zapisy stosowane w umowach przez bank Millenium są „nielegalne” i „zakazuje bankowi Millenium stosowania ich w obrotach z klientami”. Wyrok jest prawomocny od kilku lat. Owe klauzule nie są dla klientów wiążące. Mimo to, bank Milllenium stosuje je nadal. Inne banki także.

Kłamstwo nr 7 – że kredyty zostały udzielone zgodnie z prawem.
Umowy te w okresie ich zawierania nie miały żadnego umocowania w przepisach prawa. Dopiero w roku 2011 dokonano kontrowersyjnej próby zalegalizowania owych finansowych produktów. Nie ulega natomiast żadnej wątpliwości ich bezprawność w latach 2005-2011.

Kłamstwo nr 8 – że klienci byli poinformowani o ryzyku, „widziały gały, co brały”.
Klienci sądzili, albo mieli pełne prawo sądzić, że prawo bankowe obowiązuje, a oni zawierają umowę kredytową według tego obowiązującego prawa, tzn. zobowiązani są do zwrotu pożyczonego kapitału, odsetek i uzgodnionej marży. Nie wiedzieli, że jednocześnie podejmują arcy-ryzykowną grę na wzrost kursu franka, ryzykując wielokrotność pożyczonej kwoty. Bo tzw. „kredyty waloryzowane do walut” są instrumentami finansowymi (opcjami spekulacyjnymi) wymagającymi stosowania procedur rygorystycznych MIFID ostrzegających klienta o bardzo wysokim stopniu ryzyka, jest ono wszak kilkukrotnie większe niż podczas zabezpieczonej ostrzegającymi procedurami gry na giełdzie.
Wmawia się ma, że wolny rynek to wolność dla oszustów i złodziei. Nie, warunkiem koniecznymprawdziwego wolnego rynku jest obowiązywanie prawa, a kapitalizm wykształcił mechanizmy regulujące finansowe relacje między podmiotami działającymi na rynku finansowym. Jednym z nich jest zasada rzetelnej informacji o oferowanym produkcie. Giełdowy inwestor ma prawo wiedzieć czy kupuje nisko oprocentowane, ale pewne obligacje państwowe, nisko oprocentowane, czy też chce zaryzykować bardzo wiele – wtedy kupuje „junk bonds”, akcje śmieciowe, na których można zarobić fortunę, albo też wszystko stracić. Ale musi być rzetelnie poinformowany, nie wolno sprzedać mu „junk bonds” w opakowaniu obligacji skarbu państwa.

Kłamstwo nr 9 – że bankierzy nie wiedzieli jakie będą konsekwencje
Bankierzy doskonale wiedzieli, że wiąże się to z ogromnym ryzykiem dla klientów, do czego zresztą Związek Banków Polskich się przyznaje. Mimo tego, banki przeprowadziły zmasowaną akcję sprzedaży owych ukrytych pod nazwą „kredytów” opcji spekulacyjnych usilnie namawiając klientów. Sprzedawcy namawiali na nie klientów, którzy – jak im mówili – nie mają zdolności kredytowej w złotych. Zatem był to masowy proceder fałszowania zdolności kredytowej klientów przez banki, które udały, że nie widzą, iż zaledwie 20% zmiana kursu franka powoduje utratę owej zdolności kredytowej u klientów.
Banki zabezpieczyły siebie (m.in. instrumentami SWAP, CIRS), zaś klientów – nie zabezpieczyły wcale. W wyniku zawarcia umów zaistniała rażąca nierówność stron umowy. Bank zawsze zyskuje, klient zawsze traci, popadając w dług stale rosnący. W swym żargonie bankowcy sale sprzedaży tych produktów nazywali „ubojniami” . Zatem – wiedziały gały na co namawiały.

Kłamstwo nr 10 – że „frankowicze” są w lepszej sytuacji od „złotówkowiczów”.
Jedno tylko zestawienie. Prawdziwe. Kowalski i Nowak wzięli w roku 2008 w tym samym banku kredyty po 300 000 złotych na okres 30 lat. Kowalski wziął kredyt złotówkowy, a Nowak dowiedział się od sprzedawcy, że na taki kredyt nie ma zdolności kredytowej, ale może wziąć „kredyt indeksowany do franka”. Od 7 lat Kowalski i Nowak spłacają swoje kredyty regularnie. Dzisiaj Kowalski ma do spłacenia 225 000 złotych długu, który wciąż maleje, a Nowak ma do spłacenia500 000 złotych długu, który wciąż rośnie. Czy ktokolwiek przytomny może twierdzić, że Nowak jest w lepszej sytuacji?

Kłamstwo nr 11 – że frankowicze domagają się pomocy
Oszukani przez banki, niesłusznie zwani „frankowiczami” (wszak żadnych franków nie było i nie ma) kategorycznie nie zgadzają się na żadną finansową pomoc, żadną dopłatę ze strony państwa – innych podatników. Takiej dopłaty domagają się bankierzy proponując „fundusz”, w którym polscy podatnicy zrekompensują im część zagrabionych środków, które trzeba będzie oddać. Oszukani przez banki domagają się jedynie, by polskie państwo wreszcie wyegzekwowało od bankierów prawomocne wyroki polskich sądów, wreszcie zmusiło banki do przestrzegania prawa.To oszukani przez banki niosą pomoc polskiemu państwu, by rozwiązało gigantyczny problem afery toksycznych kredytów.

Kłamstwo nr 12 – że banki „stracą”
Banki już zarobiły i zarobią na tych 700 000 umów ponad sto miliardów. Gdy prawo wreszcie zacznie być w Polsce przestrzegane także przez bankierów, banki nie poniosą żadnych „strat”, a jedynie będą musiały oddać to, co nielegalnie Polakom zagrabiły i zrezygnować z tego co zagrabić planują przez kolejne lata. Bowiem ich rzekome „straty” znacznej części dotyczą przyszłych „zysków” z nielegalnych operacji.
To sytuacja podobna do zastawienia przez zbójców zasadzki na gościńcu pod miastem. Zbójcy codziennie rabują podróżnych i zaplanowali ile owa zasadzka przyniesie im „zysków” przez kolejne lata. Gdy władze miasta wysyłają straż, by zlikwidowała zasadzkę, do radnych miejskich biegną wysłannicy zbójców z krzykiem, że nie wolno, bo zbójcy „stracą”. Tak, stracą, ale Polacy nie stracą, bo bankowe bezprawie się w Polsce kończy.

Kłamstwo nr 13 – że za „pomoc” zapłacimy wszyscy
Bankierzy i ich lobbyści straszą nas, że pozbawione swych nielegalnych zysków banki będą musiały podnieść opłaty za usługi wszystkim klientom. Opłaty za bankowe usługi w Polsce są najwyższe w Europie. Dlaczego? „Bo można!” – jak z satysfakcją powiedział jeden z bankowych prezesów. Bo Polacy się na to biernie zgadzają, bo państwo nie chroni w Polsce klientów banków. Należący w 80% do bankierów zagranicznych rynek bankowy w Polsce wymaga uzdrowienia i przywrócenia realnej konkurencji. Rodzący się ruch konsumencki wskaże klientom te banki, które cen nie podniosą. Polscy konsumenci wyleczą bankierów z ich buty i zmuszą do uczciwości. A upartych w złodziejstwie – z ulgą pożegnamy.

Kłamstwo nr 14 – że wyjdzie to na złe polskiej gospodarce
Absurd tego kłamstwa najlepiej ukazuje sytuacja Węgier, które po rozwiązaniu problemu toksycznych kredytów, notują silne przyspieszenie gospodarczego rozwoju, spadek bezrobocia, wzrost dochodów. W ostatnich 8 latach banki oficjalnie zarobiły na Polakach 100 miliardów, znaczną część tej sumy nielegalnie. Większość owych zysków została wytransferowana do zagranicznych central. Czy dla polskiej gospodarki lepsze jest wywiezienie przez bankierów z Polski kolejnych dziesiątek miliardów, czy też to, że pozostaną one w kieszeniach Polaków, co spowoduje wzrost konsumpcji i inwestycji?

Kłamstwo nr 15 – że zostaniemy potępieni przez społeczność międzynarodową
Oczywiście bankierzy i ich płatni lobbyści podnoszą rwetes, kilka szczególnie toksycznych banków, liderów społecznej, konsumenckiej, obywatelskiej Listy Banków Najgorszych (www.listabankownajgorszych.pl) posunęło swą bezczelność do straszenia Polski procesami, gdy polskie władze odważą się złagodzić bankowe bezprawie. Dziś nieopłacane przez bankierów, poważne ośrodki analiz ekonomicznych precyzyjnie dostrzegają ogromne zagrożenie dla finansów państwa, jakim jest „bomba frankowa”, docenią rozbrojenie jej przez odzyskujący podmiotowość polski parlament i wspierać będą ten ozdrowieńczy dla polskiej gospodarki proces.

Kłamstwo nr 16 – że rząd PO-PSL chce rozwiązać problem
Kilka miesięcy temu rząd PO-PSL wystosował do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu list domagający się, by pytania o kredyty waloryzowane skierowanego przez rząd Węgier, nie rozstrzygać na rzecz obywateli, ale koniecznie na rzecz bankierów. Ukazuje to obłudę ustawy w tej sprawie zaproponowanej przez PO, która próbuje podzielić kredytobiorców, ale także zalegalizować bezprawie i zagrabienie Polakom ich majątku.
Tymczasem opłacani z naszych pensji nasi pracownicy (posłowie, senatorzy, urzędnicy) byli i są zobowiązani, by ustrzec nas przed kłamstwem nieuczciwych sprzedawców. Kupując aspirynę w pozostającej pod nadzorem polskiego państwa aptece mamy pewność, że nie ma w niej arszeniku, przed połknięciem nie rozkrawamy jej, nie sprawdzamy. Bo ufamy naszemu państwu, że apteki nadzoruje. A ono kilka milionów z nas zawiodło, w nadzorowanych przez siebie bankach sprzedano nam w arszenik. I ten arszenik trzeba wyrzucić. W całości.

Kłamstwo nr 17 – że banki przestaną finansować polską gospodarkę
Bankierzy i ich lobbyści straszą polityków, że urażone odebraniem im zagrabionych funduszy banki przestaną finansować polską gospodarkę. Przede wszystkim banki nie finansują gospodarki, ale ją kredytują, zarabiając na tym krocie. Udzielanie kredytów nie jest aktem charytatywnym, ale działalnością nastawioną wyłącznie na zysk prywatnych firm. Po wtóre banki w Polsce już od wielu lat wygaszają kredytowanie polskich przedsiębiorstw. W 1996 kredyty dla przedsiębiorstw stanowiły 71% akcji kredytowej, w roku 2005 – 46%, a w roku 2011 już tylko 31%. W tym samym okresie kredyty „hipoteczne” wzrosły od 1.5% do 41%. W niektórych bankach stanowią wręcz 90% wartości portfela kredytowego.
W odróżnieniu od państw strefy Euro, w Polsce od lat udziela się zdecydowanie mniej kredytów przedsiębiorcom niż klientom indywidualnym, a „cechą szczególną bilansu polskiego sektora bankowego jest wyższa wartość papierów wartościowych będących w portfelach banków, niż wartość zadłużeni przedsiębiorstw”, czytaj: łatwiej zarabiać na zadłużającym się państwie niż współdzielić ryzyko z przedsiębiorcami.
Właśnie przywrócenie ochrony klientów i zatrzymanie bankowego bezprawia przywróci skalę kredytowania gospodarki, które od lat maleje, gdyż znacznie łatwiejsze są dla banków zyski z nielegalnych akcji kredytowych i ukrytego zwiększania opłat konsumenckich.

Kłamstwo nr 18 – że banki są naszymi dobrodziejami, którym winniśmy wdzięczność
Polski rynek jest dla zagranicznych korporacji bankowych najbardziej lukratywnym w Europie. Mimo, że zarobki Polaków są najniższe w Europie, to ochrona klientów jest najgorsza, praktycznie nie ma jej wcale i właśnie dlatego można wyciskać z polskiego rynku tak gigantyczne przychody. Zyski za ostatnie 8 lat wyniosły 100 miliardów, za rok 2014 rekordowe 16 miliardów. Zatem to nie my winniśmy bankierom wdzięczność, ale oni nam, że jesteśmy bezradni, bezwolni, bezsilni. Jak długo jeszcze?

Kłamstwo nr 19 – Że nie ma problemu społecznego, bo spłacalność jest wysoka
Informacje te podawane są na podstawie danych podanych przez banki. Tymczasem spłacalność toksycznych kredytów nie jest wysoka. Banki maskują tragiczną sytuację tysięcy klientów złapanych w tę pułapkę, bo po wypowiedzeniu umowy przez bank i przekazaniu komornikowi lub firmie windykacyjnej zadłużenie jest już wykazywane w złotych.
Wciąż działa Bankowy Tytuł Egzekucyjny, a więc siekiera zawieszona nad głową klienta banku, możliwość błyskawicznego odebrania mu przez komornika mieszkania czy domu. Kredytobiorcy rezygnują więc ze innych wydatków, by spłacać wciąż rosnący „kredyt”.
Niedawne samobójstwo kredytobiorcy było jednym z wielu, potrzebne są badania socjologiczne dlaczego w roku 2013 padł w Polsce rekord liczny samobójstw, było ich 8579, to rekord Europy. Głównie zabijają się mężczyźni, którzy nie mogą utrzymać swych rodzin.
Wiosną tego roku do Polski zjechały się na żer wielkie firmy windykacyjne z całego świata. Lawinowo rośnie liczba kredytów sprzedawanych przez banki firmom windykacyjnym.

Kłamstwo nr 20 – Że BTE obowiązuje od lat 20-tych
Bankowy tytuł egzekucyjny istotnie obowiązywał w II RP, ale dotyczył wyłącznie państwowego Narodowego Banku Polskiego, ułatwiona egzekucja pozostawała więc w rękach państwa. W PRL rozszerzono go na wszystkie banki, ale wszystkie banki należały do państwa. Oddanie tego państwowego przywileju i władzy nad obywatelami w roku 1989 komercyjnym bankom zagranicznym jest skrajnym przejawem patologii III RP zaplanowanej wprowadzonej w okresie transformacji ustrojowej.

Kłamstwo nr 21 – Że klienci byli i są właściwie chronieni, a kredyty ubezpieczone
Mimo zaskarżenia przez Urząd Ochrony Konsumentów i Konkurencji sprzecznych z prawem klauzul oraz prawomocnych wyroków – toksyczni bankierzy korzystają z ochrony i poparcia rządu, przez co klauzule bankom zakazane nadal stosowane są setkach tysięcy umów, Polakom mówi się: „wytoczcie 700 000 procesów, by sądy potwierdziły wyroki”. Rzecznik Praw Obywatelskich napisał do Komisji Nadzoru Finansowego: „prawa konsumentów nie były należycie chronione.” Ale Komisja Nadzoru Finansowego nie zmusza banków do przestrzegania prawomocnych wyroków.
Opłacane przez klientów ubezpieczenie owych „kredytów” ubezpiecza jedynie banki. Całenieograniczone ryzyko związane z kursem walut zostało – wbrew prawu – przerzucone przez banki na niechronionego niczym kredytobiorcę.

Kłamstwo nr 22 – że banki są polskie, a pieniądz nie ma narodowości
Nominalnie ponad 60%, w praktyce niemal 80% polskiego rynku bankowego należy do korporacji zagranicznych. Nie są one zainteresowane rozwojem Polski, ale jej drenażem. Gigantyczne zyski transferują za granicę, ale także, że w udzielaniu kredytów inwestycyjnych wspierają firmy ze swych rodzimych rynków, bardzo często dyskryminując firmy polskie.

Kłamstwo nr 23 – Że rozwiązaniem jest podzielenie ofiar na chronione i niechronione
Bankierzy chcą Polaków podzielić, zlecają swym lobbystom szczucie jednych na drugich. Ofiar toksycznych kredytów nie można dzielić na tych wartych ochrony i tych niewartych, bez względu na to jakie kryteria się przyjmuje. Gdy terroryści podpalą centrum handlowe, straż i policja nie może z niego wypuszczać tylko niektórych zagrożonych, np. sprawdzając jaki mają kolor oczu. Ochronie przed bezprawiem podlegają wszyscy obywatele Rzeczpospolitej, a nie tylko wybrani – w taki czy inny sposób.
Afera frankowa bezpośrednio dotyczy kilku milionów Polaków, ale pośrednio – nas wszystkich. Bankowe bezprawie niszczy polskie rodziny, hamuje gospodarkę i jest ogromnym zagrożeniem dla stabilności finansów państwa. Sprzyjanie przez państwo praktykom toksycznych banków prowadzi do gospodarczej i cywilizacyjnej katastrofy. Dlatego raka bankowego bezprawia nie należy pudrować, oswajać, legalizować. Tego raka należy usunąć dla zdrowia Polski i Polaków.


Kłamstwo nr 24 – że, tak już musi być, że musimy się podporządkować
To kłamstwo skłaniające Polaków do bierności i bezsilności. A przecież jesteśmy u siebie, mamy przywilej, ale i obowiązek stanowić i egzekwować polskie prawo. W USA i krajach Europy rządy kontrolują banki, wiele z nich ukarały za nielegalne operacje miliardowymi karami. Polski parlament i rząd muszą odzyskać podmiotowość i przypomnieć sobie, że ich Pracodawcą nie są bankowe korporacje, ale jest nim Naród.


STOP BANKOWEMU BEZPPRAWIU

www.bankowebezprawie.pl
~rozczarowany
Widać już nawet szczekające psy opłacają po forach. Propaganda pełną gębą. Tak mam kredyt we frankach i nie mam złudzeń ta ustawa nie przejdzie. Lobbing banków na to nie pozwoli, ale postaram się ze wszystkich sił, żeby na mojej osobie stracili jak najwięcej za to że zniszczyli mi życie!!
Ściany gównem wysmaruję jak będą się wyprowadzał
Widać już nawet szczekające psy opłacają po forach. Propaganda pełną gębą. Tak mam kredyt we frankach i nie mam złudzeń ta ustawa nie przejdzie. Lobbing banków na to nie pozwoli, ale postaram się ze wszystkich sił, żeby na mojej osobie stracili jak najwięcej za to że zniszczyli mi życie!!
Ściany gównem wysmaruję jak będą się wyprowadzał z tego ponurego kraju...
~papa
Po przeczytaniu twoich wypocin, potwierdzam, świat jest tobą "rozczarowany"...że takiego gamonia urodził.
~Adam222
Stek bzdur. Nikt nie raczy podważyć legalności obecnych umów. A dopóki są one zgodne z prawem nie ma sensu wydawać żadnych ustaw, banki i tak umów nie zmienią. Nie można w państwie prawa wydawać ustawy nakazującej zmianę legalnej i zgodnej z prawem umowy. To jest sprzeczne i nielogiczne. Umowy można zmienić dopiero gdy się udowodni,Stek bzdur. Nikt nie raczy podważyć legalności obecnych umów. A dopóki są one zgodne z prawem nie ma sensu wydawać żadnych ustaw, banki i tak umów nie zmienią. Nie można w państwie prawa wydawać ustawy nakazującej zmianę legalnej i zgodnej z prawem umowy. To jest sprzeczne i nielogiczne. Umowy można zmienić dopiero gdy się udowodni, że obecne są wadliwe. Po za tym prawo nie działa wstecz. Jak więc można liczyć, że ktoś wziął 8 lat temu kredyt w złotym, gdy w umowie ma franka? To oszustwo.
~Vector77
Typowy frankowicz to grubasek w średnim wieku utuczony na karkówce z grilla i piwie co weekend. Nosi różową koszulę lub różowe polo. Zimą czerwony sweter. Co drugie słowo mówi "wow" albo "cool". Popatrzcie w koło w galeriach handlowych. Zobaczycie takich dziesiątki. Wszyscy jednakowi, żyjący według tego samego Typowy frankowicz to grubasek w średnim wieku utuczony na karkówce z grilla i piwie co weekend. Nosi różową koszulę lub różowe polo. Zimą czerwony sweter. Co drugie słowo mówi "wow" albo "cool". Popatrzcie w koło w galeriach handlowych. Zobaczycie takich dziesiątki. Wszyscy jednakowi, żyjący według tego samego modelu. Teraz swoją głupotą chcą obciążyć resztę społeczeństwa.
~Mike
Nikt nie kazał frankowiczom zaciągać kredytów. Nie każdy musi mieszkać w dużym mieszkaniu lub domu. Czysta chciwość i pogoń za luksusem. Dlaczego teraz ci bardziej oszczędni obywatele mają się na to składać ?
~mateusz
Zamiast trzymać oszczędności w USD trzymałem w PLN. No i straciłem, bo USD poszedł w górę i teraz miałbym więcej. W związku z tym chcę, aby Państwo mi to zrekompensowało.

Skoro frankowicze mogą liczyć na taką pomoc, to ja zgodnie z konstytucją też chcę być równo traktowany.
~Adam222
No i jesteś. Frankowiczów okradły banki a ciebie forex.
~Polishtoshine
Kredyt mieszkaniowy na 30 lat to niewysychajace zrodlo dochodu dla bankowosci. Nawet po przewalutowaniu tez nie straca. Pod te 30-letnie hipoteki/pozyzcki banki wypuszcaja bony 10-letnie wiec zaraz maja gotowke pod te bony on inwestorow. I tak bez konca. Przewalutowanie nie rozlozy system bankowego w Polsce a jedynie zmniejszy skale Kredyt mieszkaniowy na 30 lat to niewysychajace zrodlo dochodu dla bankowosci. Nawet po przewalutowaniu tez nie straca. Pod te 30-letnie hipoteki/pozyzcki banki wypuszcaja bony 10-letnie wiec zaraz maja gotowke pod te bony on inwestorow. I tak bez konca. Przewalutowanie nie rozlozy system bankowego w Polsce a jedynie zmniejszy skale przelewow bankowych zagranice.

Powiązane: Życie z frankiem

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki