Rosnące obawy o wypłacalność Stanów Zjednoczonych, kolejna obniżka ratingu Grecji, silna przecena akcji w Szanghaju oraz spadki na giełdach w Madrycie i Mediolanie nie nastrajają optymistycznie. W takich warunkach zagraniczni inwestorzy nie wchodzą w szczegóły i pozbywają się aktywów uważanych za ryzykowne.
W tym gronie znajdują się także waluty państw rozwijających się, do których zalicza się polski złoty znajdujący się w tym samym koszyku co na przykład węgierski forint czy brazylijski real. Dlatego też polska waluta traci więcej niż wynikałoby to z obniżki notowań pary euro-dolar czy też tylko kosmetycznych spadków na we Frankfurcie czy Londynie.
O godzinie 14:25 kurs euro rósł o 0,6%, osiągając poziom 3,9933 zł. To i tak mniej niż rano, gdy wspólnotowa waluta kosztowała ponad cztery złote. Drożeje także amerykański dolar, którego cena osiągnęła pułap 2,7787 zł i była o przeszło dwa grosze wyższa niż w piątek.
Ale i tak największą zmiennością cechuje się frank, który dziś kosztuje ponad 3,45 zł i jest o sześć groszy droższy niż przed weekendem. Szwajcarska waluta jest rekordowo mocna w stosunku do dolara, a słabość złotego dodatkowo zwiększa skalę wzrostu notowań CHF. W ten sposób kurs franka odrobił połowę z 20-groszowej przeceny, jakiej doznał po osiągnięciu tydzień temu rekordowych 3,54 zł.
K.K.


























































