W pakiecie podatkowym znajdującym się w Sejmie prezentujemy nowe podejście do zmian podatkowych. Nie ma już Świętego Mikołaja, który rozdaje prezenty; zmiany pozytywne dla jednej grupy finansujemy z innych źródeł – powiedział PAP wiceminister finansów Jarosław Neneman.


PAP: Ile projektów ustaw, które dotyczą zmian w daninach publicznych – a więc obejmujących nie tylko zmiany w podatkach, ale także w opłatach, daninach, jak również w zakresie procedur poboru – jest obecnie w Sejmie?
Wiceminister finansów Jarosław Neneman (J.N.): Jeśli mówimy o podatkach, to według stanu na 11 października w Sejmie jest 10 takich projektów ustaw plus jedna, która ma być omawiana w Senacie, ale to techniczna zmiana, więc może ją zostawmy. Na ostatnim posiedzeniu Sejmu przedstawiałem osiem projektów ustaw. Do tego jeszcze dochodzą zmiany, które nie są prowadzone przez nas, ale mają komponent podatkowy, takie jak wsparcie dla branży energochłonnej czy „Polska strefa inwestycji”.
ReklamaZobacz także
PAP: Jaka część tych projektów zawiera zmiany skutkujące zwiększeniem wpływów do sektora finansów publicznych? Nie chodzi mi tylko o wzrost dochodów do budżetu, ale o wzrost dochodów sektora, bo czasem – jak w projekcie, gdzie zmieniane są progi i stawki PIT - budżet traci, ale zyskuje cały sektor.
J.N.: W pakiecie stawkowym po raz pierwszy od bodajże kilkunastu lat prezentujemy nowe podejście do zmian podatkowych. Wcześniej albo wpisywało się do przepisów nowe ulgi, albo obniżało stawkę - choćby stawkę w PIT do 12 proc., kiedy okazało się, że Polski Ład się sypie. Od kilkunastu lat więc było podejście, że nas stać, że pieniądze się znajdą i że trzeba kolejną ulgę wprowadzić, bo wybory idą.

Tymczasem w pakiecie, który my prezentujemy, już nie ma Świętego Mikołaja, który rozdaje prezenty. Dokonujemy zmian pozytywnych dla jednej grupy, ale w trosce o finanse publiczne finansujemy to z innych źródeł. Czyli wprowadzenie nowej stawki, 24 proc., podniesienie progu podatkowego do 130 tys. zł oraz wprowadzenie nowego progu na poziomie 150 tys. zł ma zostać sfinansowane podniesieniem CIT dla dużych podatników do 22 proc. z 19 proc. oraz obniżeniem limitu dla rozliczających się ryczałtem z 2 mln euro do 250 tys. euro.
PAP: Jakie inne zmiany w podatkach uważa Pan za szczególnie pozytywne?
J.N.: Inna rzecz, z której jestem zadowolony czy wręcz dumny, to likwidacja dwóch ulg. Likwidujemy ulgę wprowadzoną w czasach pandemicznych, czyli ulgę na ekspansję. Można prowadzić dyskusję, czy ulga ta miała wtedy sens, czy nie, ale obecnie nie ma żadnego uzasadnienia. No i likwidujemy ulgę na internet. Swoją drogą, ciekawe jest, ile osób wie, że taka ulga istnieje, no i ile osób uważa, że państwo powinno wspierać rozwój internetu, skoro obecnie większość z nas po prostu ma dostęp do internetu w telefonie. W zamian za to zwiększamy ulgę na krwiodawstwo. Akurat w przypadku tej ulgi nie mam wątpliwości, że ma ona sens społeczny. Poza tym przedłużamy ulgę na robotyzację, która miała wygasnąć z końcem tego roku.
PAP: W Sejmie jest także ustawa zwiększającą skalę podwyżek akcyzy na alkohol. Czy nie wystarczyłyby podwyżki wynikające z mapy drogowej podwyżek akcyzy na alkohol, zwłaszcza że w ubiegłym roku prezydent zawetował podobną ustawę, która miała zwiększyć skalę podwyżkę akcyzy na alkohol?
J.N.: W obecnie procedowanej ustawie proponujemy te stawki, które byłyby w 2027 r., gdyby prezydent nie zawetował ustawy o podwyżkach akcyzy z ubiegłego roku. Podnoszenie stawek akcyzy na alkohol o 5 proc. procent rocznie przy wyższej inflacji i wzroście dochodów, jakie notowaliśmy ostatnio, spowodowało, że ekonomiczna dostępność alkoholu istotnie się zwiększyła. Bez względu na to, czy będziemy brać pod uwagę przeciętne wynagrodzenie, dochód rozporządzalny czy płacę minimalną – w każdym przypadku możemy sobie za nie kupić dużo, dużo więcej wódki czy piwa.
PAP: Jednak mimo wzrostu dostępności alkoholu jego konsumpcja spada. Chyba dodatkowe podwyżki akcyzy, mające na celu ograniczenie dostępności alkoholu, niewiele tutaj zmienią.
J.N.: Oczywiście, konsumpcja alkoholu spada, bo teraz jest taka moda. Jednak to nie zmienia faktu, że o poziomie konsumpcji decyduje także dostępność cenowa. Wzrost dostępności cenowej nie będzie miał znaczenia dla tych, którzy nie piją, jednak tych, którzy piją, może zachęcić do spożywania większych ilości alkoholu. Doświadczenia światowe, czy to w zakresie alkoholu, czy też papierosów są jednoznaczne - cena jest bardzo ważnym czynnikiem wpływającym na konsumpcję. Więc dzięki podwyżkom akcyzy chcemy sprawić, by spadek konsumpcji był większy. Z korzyścią głównie dla społeczeństwa, a nie dla wpływów podatkowych.
PAP: Wygląda na to, jakby podwyżka była robiona dla dobra społecznego, a przecież po prostu chodzi o to, żeby budżet na tym zarobił.
J.N.: Pieniądze, które chcemy zyskać, w całości pójdą na NFZ. Tyle że mechanizm przekazywania środków na NFZ jest trochę bardziej skomplikowany, bo według ustawy na fundusz ma trafić nadwyżka ponad kwotę, którą uzyskalibyśmy, gdyby podwyżki nie było. Ponieważ wysokość tej nadwyżki poznamy za dwa lata, to zapisaliśmy, że NFZ będzie dostawał dodatkowe 1,4 mld zł, a potem nastąpi rozliczenie.
Jak jesteśmy już przy NFZ, to chciałbym zwrócić uwagę, że mamy w Polsce problem z otyłością, zwłaszcza wśród dzieci. Teraz, kiedy się tym zajmuję, zwracam na to większą uwagę i muszę powiedzieć, że ten problem naprawdę widać na ulicy.
PAP: I podwyżka opłaty cukrowej o te kilkanaście czy kilkadziesiąt groszy na butelce napoju rozwiąże ten problem?
J.N.: Na pewno nie, ale to jest jakiś sygnał, jakaś zachęta dla konsumentów, aby poszukali czegoś innego, oraz dla producentów, aby pomyśleli nad taką zmianą formuły, aby tych kalorii było mniej. Dodatkowo – a propos opłaty cukrowej – proponujemy podwyżkę stawki od napojów zawierających kofeinę czy taurynę z 10 gr do 1 zł za litr napoju.
PAP: Czemu zmiany w opłacie cukrowej wprowadzane są w dwóch ustawach?
J.N.: To rozdzielenie jest efektem tego, że nasza pierwsza interwencja w tym zakresie z ubiegłego roku została zawetowana przez prezydenta. Już wtedy – znając nastawienie prezydenta do wetowania ustaw – zdecydowaliśmy się podzielić przepisy dotyczące opłaty cukrowej na dwie części - jedną dotyczącą stawek, i drugą – nazwijmy ją – techniczną. I nad tą częścią techniczną pracowaliśmy przez cały rok. Tak naprawdę porządkujemy w niej kwestię poboru opłaty cukrowej. Obecnie jest ona pobierana na etapie hurtownika, a my chcemy przenieść to na poziom producenta, co sprawi, że będzie płacić to mniej podmiotów i system będzie bardziej szczelny.
Poza tym ujednolicana jest kwestia, jak liczyć zawartość cukru. Sądy uważały, że należy liczyć wyłącznie zawartość cukru dodawanego; my wyjaśniamy, że należy liczyć każdy cukier, także ten zawarty w owocach, bo w laboratorium nie da się tego rozdzielić. Zgadzamy się, żeby sok – niezależnie od poziomu cukru w nim zwartego – nie był obciążany opłatą, nawet po dodaniu do niego wody. Poza tym umożliwiamy zwrot opłaty, jeśli napój jest sprzedawany za granicę.
PAP: A czy podwyżka stawki VAT na piwo bezalkoholowe z sokiem to jest działanie prozdrowotne, czy jednak czysto fiskalne?
J.N.: Obecnie sytuacja wygląda tak, że piwo jest objęte 23-proc. stawką VAT, no i jest objęte akcyzą. Piwo bezalkoholowe ma stawkę 23 proc., ale nie jest objęte akcyzą, bo nie ma alkoholu. Jednak piwo bezalkoholowe z sokiem ma stawkę 5 proc. w handlu i 8 proc. w restauracjach. Trudno chyba znaleźć uzasadnienie dla tej różnicy. Moim zdaniem stawki obniżone powinny być stosowane w wyjątkowych przypadkach, powinny dotyczyć tylko wyrobów czy usług, które z punktu widzenia społecznego są bardzo ważne i wymagają wsparcia. Piwo bezalkoholowe nie wymaga wsparcia, to taki sam napój jak inne, z zastrzeżeniem, że może prowadzić potem do przejścia na piwo zawierające alkohol.
Podobnie jest z energetykami – one także bez dodatku soku mają stawkę 23 proc., a kiedy zawierają sok – już 5 lub 8 proc. To nie ma uzasadnienia. Energetyk zawierający sok wcale nie jest zdrowszy niż ten, który soku nie zawiera. Proponujemy ujednolicenie stawek na poziomie 23 proc.
PAP: To może byłaby dobra okazja, by jednocześnie obniżyć stawkę dla wody do 5 proc., bo obecnie woda jest objęta stawką 23 proc., jak energetyki.
J.N.: Stawka 23 proc. dotyczy wody butelkowanej, bo woda w kranie ma stawkę 8 proc. Ale przede wszystkim trzeba by odpowiedzieć na pytanie, czy stawka 23 proc. to jest jakaś stawka karna, czy też jest to podstawowa, normalna stawka, natomiast stawka obniżona powinna być stosowana wyłącznie do wybranych towarów. W moim przekonaniu – to drugie. Jednak przyznaję, że są argumenty za tym, aby objąć wodę butelkowaną stawką obniżoną.
Pojawia się jednak pytanie, czy obniżka stawki VAT na wodę zwiększyłaby konsumpcję wody? Bo taka obniżka przełożyłaby się na spadek ceny o 30-50 gr. Prawda jest taka, że zmiana stawki VAT na wodę w butelce nie zmieni konsumpcji wody. Elastyczność popytu na wodę w butelce jest niska.
No i mówiąc wprost – obniżka stawki VAT na wodę oznaczałaby spory ubytek dochodów budżetu. W tej sytuacji fiskalnej musielibyśmy znaleźć źródło sfinansowania tej zmiany. Chętnie zobaczę tę dyskusję o tym, co podnosimy, aby sfinansować obniżkę VAT na wodę.
Marek Siudaj (PAP)
ms/ pad/





























































