Jeśli wierzyć najnowszym sondażom, partia Jarosława Kaczyńskiego będzie mogła rządzić samodzielnie. Byłby to pierwszy taki przypadek w historii III Rzeczypospolitej. Czego się można spodziewać po rozstrzygnięciach wyborczych?


Według porannych szacunków Prawo i Sprawiedliwość uzyskało 232 miejsca w Sejmie, czyli tylko o jedno więcej niż potrzeba do samodzielnego rządzenia. Wynik PiS-u może się jeszcze zmienić, jeśli próg 5% uda się pokonać partii KORWiN lub w sejmowych ławach zabraknie PSL-u. Jednak wiele wskazuje na to, że „zielone ludziki” podtrzymają parlamentarną serię rozpoczętą w roku 1919. (aktualizacja: PKW podała, które ugrupowania przekroczyły próg wyborczy)
Po przeszło 25 latach skończył się w Polsce postkomunizm – wyborcy wymietli z parlamentu niedobitki komunistów z PRL-u, w czym pomogli marksiści z Partii Razem. Ciekawe, kto zasiądzie po lewej stronie, ponieważ w Sejmie nie znalazła się ani jedna partia określająca się jako „lewicowa”. Sporą niespodzianką jest tak wysoki wynik Platformy Obywatelskiej. Po 8 latach nieudolnych rządów, podwyżkach niemal wszystkich podatków, aferach korupcyjnych i nagraniach kelnerów poparcie powyżej 20% uważam za sukces PO.
Zobacz także
Co się zmieni?
Odpowiedź jest prosta: NIC. Przynajmniej z punktu widzenia 99% mieszkańców Polski. Pozostałe 1% podzieli się na dwa obozy. Pierwszy straci dobrze płatne posady w urzędach, agencjach i spółkach Skarbu Państwa. Drugi te stanowiska obejmie, podnosząc poziom życia swojej rodziny. Ze stanowiskami prawdopodobnie już pożegnali się prezesi „narodowych championów” notowanych na warszawskiej giełdzie.
Na rewolucję gospodarczą czy podatkową raczej nie ma co liczyć. Nadal będziemy oddawać państwu ponad 40% z każdej pensji i do tego przeciętnie 16% VAT-u, akcyzę i inne daniny. Urzędy skarbowe nadal będą mogły dowolnie gnębić przedsiębiorców, a czas rozstrzygnięcia sporu sądowego będzie liczony w latach. To się pod nową władzą zapewne nie zmieni.
Po niespełna 10-procentowym wyniku ugrupowania Pawła Kukiza umrze temat zmiany ordynacji wyborczej. Tzw. partie antysystemowe nie uzbierały nawet 15% poparcia, co znaczy, że przeważająca większość wyborców jest zadowolona z obecnego stanu państwa. A nawet jeśli nie jest, to nie życzy sobie jakichkolwiek zmian systemowych.
Czy OFE zapłacą za "socjal"?
Nie powinniśmy ignorować faktu, że siła ciężkości w polskiej polityce istotnie przesunęła się w LEWO. PiS doszedł do władzy z agendą stricte socjalistyczną: 500 zł/m-c na dziecko, obniżka wieku emerytalnego, podatek bankowy, podatek handlowy i większa rola państwa w gospodarce – tego zestawu nie powstydziłaby się żadna europejska partia z „socjaldemokracją” w nazwie.
Niemal 40-procentowe poparcie wśród głosujących i bezwzględna większość w Sejmie zobowiązuje PiS do szybkiej realizacji obietnic wyborczych. Jest samodzielna większość w obu izbach parlamentu, sprzyjający prezydent i jednoznaczny mandat społeczny. Nie ma już miejsca na wykręty. Albo PiS zrealizuje swoje szkodliwe obietnice, albo będzie musiał szybko oddać władzę. W dłuższej perspektywie będzie to oznaczać wyższe podatki, większy deficyt budżetowy i wyższy dług publiczny.
Ostatnim dostępnym dla władzy rezerwuarem pieniędzy na sfinansowanie wyborczych obietnic są Otwarte Fundusze Emerytalne. Na koniec września aktywa OFE były warte 145,4 mld złotych, co pozwoliłoby sfinansować obietnice PiS-u przez następne trzy lata. Dlatego byt OFE uważam za zagrożony.
Przeczytaj także
Nacjonalizacja OFE oznaczałaby perspektywę silnej podaży akcji na GPW (110,2 mld zł). Skutkowałoby to niższymi wycenami spółek o wysokim zaangażowaniu OFE w akcjonariacie. Dla posiadaczy gotówki będzie to okazja, aby w miarę tanio nabyć akcje dobrych spółek. Po ostatecznym rozwiązaniu kwestii OFE warszawska giełda definitywnie straci szanse na awans do europejskiej ekstraklasy. Pozostanie jej gra w drugiej lidze bez perspektyw na rozwój.
Inwestorzy zachowują spokój
Największą niewiadomą jest zachowanie złotego. Rynek dość spokojnie przyjął sondażowe wyniki wyborów. Scenariusz samodzielnych rządów PiS-u najprawdopodobniej zdążył zdyskontować w ostatnich tygodniach. W poniedziałek rano za euro płacono ok. 4,26 zł, czyli tylko o grosz więcej niż na zamknięciu piątkowych notowań, ale o prawie 4 grosze poniżej szczytu z ubiegłego tygodnia.
Przeczytaj także
Beznamiętnie wynik wyborów przyjęli inwestorzy z GPW, których po ostatnich akcjach MSP już chyba nic nie jest w stanie zaskoczyć. W południe WIG20 zyskiwał 0,5%. Spokojnie reagował rynek długu, gdzie rentowność obligacji 10-letnich wahała się o 2-3 punkty bazowe. Mimo oczekiwanego zwiększenia deficytu i zadłużenia rynek polskich papierów skarbowych zdaje się podlegać bardziej czynnikom globalnym niż lokalnym.
Dla handlujących obligacjami póki co ważniejsze są posunięcia Europejskiego Banku Centralnego i amerykańskiej Rezerwy Federalnej niż roszady na polskiej scenie politycznej. Sytuacja może się zmienić, gdy zacznie się proces obsadzania stanowisk w Narodowym Banku Polskim. Jarosław Kaczyński wybierze nie tylko nowego prezesa banku centralnego, ale też 8 z 9 członków Rady Polityki Pieniężnej (kadencja prof. Osiatyńskiego kończy się dopiero w 2019r.). Wiele będzie zależało od nominacji na najważniejsze stanowisko w rządzie: dla inwestorów to minister finansów jest ważniejszą osobą od premiera.



























































