W Polsce był PR-owcem, dziś pokazuje turystom Lazurowe Wybrzeże [Tam mieszkam]

Wyjechałem z Polski, kraju supernowoczesnego w porównaniu do Francji – mówi Tomasz Bobrowski, znany w branży finansowej były rzecznik prasowy jednej z firm IT, który dziś mieszka i próbuje swoich sił w turystyce na Lazurowym Wybrzeżu.

Był rzecznikiem prasowym w Blue Media - dużej i znanej polskiej firmie IT, rozwijającej innowacyjne usługi finansowe. Po ośmiu latach spędzonych w tej samej firmie w trzy tygodnie skorzystał z niespodziewanej okazji, podjął decyzję o przeprowadzce, spakował się i wyjechał do Nicei. – Miałem świadomość, że na emigracji, szczególnie bez znajomości języka kraju, trzeba zaczynać od nowa, ale taki reset bardzo mi się przydał po latach pracy w Polsce – mówi. – Bez znajomości francuskiego lub zapewnionej pracy po angielsku nie polecam nagłej przeprowadzki do Francji – dodaje. Najwyraźniej wie, co mówi – przeniósł się tu bez pracy i nie znając języka.

Bohaterem najnowszego odcinka #TamMieszkam jest Tomasz Bobrowski, turystom podróżującym do Francji znany jako Lazurowy Przewodnik.

(fot. Tomasz Bobrowski / )

Malwina Wrotniak-Chałada, Bankier.pl: Nie żal Ci? Przez prawie 10 lat wypracowałeś sobie w branży niezłą markę.

Tomasz Bobrowski: Nie, nie żal.  Faktycznie wypracowałem sobie zadowalającą mnie pozycję – miałem świetną pracę i ciekawe obowiązki. Ale w momencie przeprowadzki pracowałem w Polsce już dziesięć lat i od jakiegoś czasu - roku, może dłużej, myślałem o zmianie. Wtedy też minęło osiem lat pracy w jednej firmie, więc czułem, że potrzebuję zmiany.

O emigracji myślałem bardzo luźno ze dwa, trzy lata wcześniej, ale było to raczej myślenie życzeniowe, które mogło nigdy się nie spełnić. I właśnie wtedy nagle pojawiła się okazja do zmiany – niespodziewana oferta pracy. Dowiedzieliśmy się w lutym, że w marcu możemy być w Nicei, na podjęcie decyzji i przeprowadzkę były dwa-trzy tygodnie. Ponieważ ta propozycja pojawiła się w idealnym momencie, nie było nawet chwili wahania. Bo niby czemu – można się spakować, rzucić wszystko, wyjechać i spróbować od nowa. Bo miałem świadomość, że na emigracji, szczególnie bez znajomości języka kraju, trzeba zaczynać od nowa. Taki reset bardzo mi się jednak przydał po latach pracy w Polsce.

(fot. Tomasz Bobrowski / )

Więc nie, nie żałuję i nie czuję potrzeby rozpamiętywania tego. Ale też muszę dodać, że wiele się nauczyłem przez te osiem lat, odpowiadając za komunikację w dużej firmie IT, i dzisiaj wykorzystuję te doświadczenia.

Mówisz, że byłeś gotowy na zmiany, ale czy wtedy jeszcze sądziłeś, że będziesz mógł kontynuować obrany kierunek zawodowy?

Od początku miałem świadomość, że będzie to zmiana dużego kalibru. Z tego względu, że pracuję językiem – pisanym i mówionym – nie znając w ogóle języka francuskiego, wiedziałem, że nie ma żadnej szansy, żebym w ciągu najbliższych lat pracował tu w zawodzie. Ofert pracy w tej branży jest tutaj bardzo dużo, ale wymagana jest znajomość francuskiego – samo doświadczenie i umiejętności nie wystarczą.

Co wiedziałeś o Francji, zanim się tam wyprowadziłeś?

Ja tak naprawdę nawet nigdy wcześniej nie byłem we Francji, poza dwu-, trzydniowym epizodem dziennikarskim w Strasburgu. To co wiedziałem, to same stereotypy: że kochają papierosy, bagietki, że są bardzo nieprzystępni, niemili, że nie rozmawiają po angielsku. Wiele z tych stereotypów jak najbardziej się potwierdza, ale też nie wszystkie. Francuzów i ich kulturę poznaję więc od półtora roku właściwie od podstaw. I tak do końca jeszcze nie wiem, czy jest to moja kultura i miejsce, w którym chciałbym spędzić całe życie.

Przed samą przeprowadzką byłeś we Francji, żeby sprawdzić miejsce, w którym będziesz mieszkał?

Nie, ponieważ na podjęcie decyzji, spakowanie się i przeprowadzkę były tylko trzy tygodnie. Jeszcze z Polski wynajęliśmy turystycznie mieszkanie na tydzień, jednocześnie szukając na odległość mieszkania na długoterminowy wynajem. Okazało się to jednak niemożliwe. Mimo że w Nicei jest mnóstwo agencji nieruchomości i są one dosłownie na każdym rogu, to nie dostaliśmy ani jednej odpowiedzi na e-maile wysłane z Polski. Mimo że zaznaczaliśmy, że sprawa jest pilna i że zależy nam na wynajmie na dłużej. Wiadomości wysyłaliśmy po angielsku i spotkały się zerową reakcją.

Co ciekawe, wiele z tutejszych agencji nieruchomości ma na drzwiach informację, że pracownicy rozmawiają po angielsku, po czym gdy wchodzisz i pytasz, czy mówią po angielsku, wszyscy robią duże oczy, odpowiadają, że nie i w swoim francuskim stylu wracają do wcześniejszych zajęć.

Ostatecznie jednak udało się – siedzisz na balkonie w prawdziwie uroczym miejscu.

Dosłownie - udało się. Mieliśmy dużo szczęścia, bo wcześniej odwiedziliśmy ze trzydzieści agencji i żadna z nich, poza jedną, nie pokazała nam żadnych ofert, ponieważ nie obsługiwano tam klientów po angielsku.

To było jedyne mieszkanie, które oglądaliśmy i od razu je wzięliśmy. Dwieście metrów dalej w tę stronę, za dwoma budynkami [Tomasz pokazuje okolicę za swoimi plecami – red.], mam Promenadę Anglików, Morze Śródziemne, wielką plażę, budynek z tyłu to Muzeum Sztuk Pięknych.

Czego wymagano od świeżo upieczonych emigrantów w kwestiach formalnych?

Kluczowy był kontrakt na pracę – bez tego nie udałoby się tu zresztą raczej wiele załatwić. Bez własnego adresu nie możesz założyć konta w banku, nie możesz mieć telefonu. To trochę błędne koło, bo każdy tu we Francji chce od ciebie adres, a żeby mieć adres - też czegoś chcą.

Trafiłeś do turystycznej mekki. To co prawda nie Paryż, ale jedna z topowych lokalizacji we Francji. Od początku było jasne, że będziesz próbował znaleźć dla siebie miejsce w tej branży?

Zupełnie nie. Co prawda prowadzę turystycznego bloga, który jest przewodnikiem po Lazurowym Wybrzeżu, ale jedynie dlatego, że zawsze chciałem mieć swojego bloga, tylko nigdy nie miałem swojej dziedziny. 

Tutaj temat znalazł się natychmiast. Ten region jest dla mnie zupełnie nowy, jest olbrzymi i piękny. Od półtora roku do teraz praktycznie w każdy weekend zwiedzamy jakieś nowe miejsca. Po kilku takich wycieczkach poczułem, że właśnie to jest mój temat i że muszę uruchomić bloga o Lazurowym. Piszę o lokalnych atrakcjach, wędrówkach po okolicy, o wszystkim, co może być przydatne dla turystów, ale też o życiu tutaj.

(fot. Tomasz Bobrowski / )

Tym sposobem wszedłem w branżę turystyczną. Z racji dość dobrze wypozycjonowanej w sieci strony, odzywają się do mnie z Polski biura turystyczne czy firmy, które szukają przewodnika. Oprowadzałem kilka większych wycieczek. Odzywają się też prywatne rodziny, które szukają przewodnika, ponieważ nie znają języka francuskiego. Tu na miejscu lokalnie współpracuję  z firmą z Polski, która realizuje wycieczki do Francji i na Lazurowe Wybrzeże. Tym samym blog otworzył przede mną zupełnie nowe możliwości zarabiania i patrzenia w przyszłość.

Zostałeś nawet zawodowcem.

Tak. Wczoraj wieczorem, ponieważ można to zrobić przez internet, założyłem działalność gospodarczą. Mnie zajęło to pół godziny, ponieważ cały proces przebiegał po francusku, ale dla kogoś kto płynnie zna ten język, jest to pewnie do zrobienia w piętnaście minut.

Przy okazji ciekawostka – miałem ksero dowodu, na którym napisałem odręcznie po francusku, że honorowo oświadczam zgodność kopii z moim prawdziwym dokumentem. Całość skanujesz i załączasz do wniosku online. Taki dokument w formie oświadczenia honorowego jest tu bardzo często stosowany w różnych sytuacjach. Kary za kłamstwo są bardzo surowe, dlatego ludzie wiedzą, że takie pismo ma dużą moc.

Czekam teraz na dokumenty, które w ciągu 2-3 dni przyjdą pocztą (tradycyjna poczta jest tu świętością!). Kiedy przyjdą, mogę wystawiać faktury i zarabiać na tym blogu mam nadzieję więcej niż dotychczas.

Jak jesteś zaewidencjonowany?

Oficjalnie jestem blogerem profesjonalnym. Podejrzewam, że ten rodzaj działalności potrzebny jest tylko w celach statystycznych. Ta jednoosobowa działalność gospodarcza, która nazywa się auto-entrepreneur, funkcjonuje tutaj inaczej niż w Polsce. Podatki płacisz dopiero od tego, co zarobisz, czyli od każdej wystawionej faktury. W tym podatku mam ubezpieczenie, można mieć też pewne przywileje emerytalne i rentowe, ale w to jeszcze nie wnikałem. Nie mogę natomiast odliczać sobie VAT-u, robić zakupów na firmę. To bardzo uproszczona forma działalności, przede wszystkim dla studentów albo dla osób, które poza podstawowym etatem chcą sobie dorobić.

Jako że pomysł na bloga wyszedł trochę przy okazji, poszedłeś na rynek pracy szukać etatu?

Szukałem i szukam do dzisiaj. Chyba przede wszystkim z polskiego przyzwyczajenia do pracy na etacie i dlatego, że zwyczajnie wypada poszukać stałej pracy, kiedy się siedzi w domu. Jednocześnie coraz bardziej przekonuję się, że mogę żyć z bloga i z różnych usług dodatkowych. To, że postawiłem bloga od A do Z samodzielnie spowodowało, że na przykład jestem w stanie tworzyć strony internetowe dla innych i na tym też udało mi się już zarabiać.

A pracy szukam i ciągle jej nie znajduję przez ten specyficzny francuski rynek i przez barierę językową. Przypuszczam, że mógłbym znaleźć pracę po angielsku, na przykład w Monako albo w branży IT w Sophia-Antipolis, czyli europejskiej Dolinie Krzemowej oddalonej o kilkanaście kilometrów od Nicei, ale ponieważ zawsze pracowałem po polsku, musiałbym poświęcić jeszcze około trzy miesiące na intensywne doszkolenie języka angielskiego. Mimo wszystko pomyślałem, że skoro mieszkam we Francji, to chcę uczyć się francuskiego i pracować po francusku, ale sądziłem, że nauka na miejscu wśród Francuzów pójdzie mi znacznie szybciej! Tymczasem mija półtora roku, a odzewu na wysyłane po francusku aplikacje do pracy nie ma. Udało mi się dostać na jedną rozmowę o pracę, ale nie zakwalifikowałem się dalej. Pracodawcy widzą słabą znajomość języka, a jeśli nie znasz francuskiego, nie masz co liczyć nawet na sprzątanie w hotelu. Bo do pracowników w lokalnym francuskim hotelu menedżer zwracał się po francusku, dlatego podstawy języka trzeba znać.

Dużą przeszkodą w znalezieniu jakiejkolwiek pracy wydaje się też wcześniejsza specjalizacja w konkretnej branży. Rekrutujący patrzą na CV, w którym widzą doświadczenie i osiągnięcia na przykład w branży Public Relations i słysząc o chęci tak dużej zmiany kierunku, pukają się w głowę. Pytają czego tu szukam i czy nie szkoda mi zdobytych doświadczeń, ale nawet kiedy tłumaczę, że bez języka nie mam tu szansy na pracę w swoim zawodzie i potrzebuję obniżyć swoje ambicje, oni tego nie akceptują. Widzą, że masz doświadczenie w komunikacji, więc powinieneś szukać pracy w komunikacji. Zauważyłem, że taka zmiana jest tutaj później bardzo trudna.

Czytaj dalej: "To największy ból, że wyjechałem z Polski, kraju supernowoczesnego w porównaniu do Francji" »

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
2 14 ~Odin

Byłem 6 dni w Nice i w życiu nie nawdychałem się tylu spalin co tam...Plaża to kamienie a obok 6 pasów drogi (po trzy w każdym kierunku). W całym mieście nie ma gdzie uciec od hałasu i spalin. Jest tam smród kanalizacji, spalin i ogólny brud...W hotelach 4gwiazdkowych talerze są brudne, zwróciłem uwagę i kolejnego dnia były tylko trochę czystsze, wciąż był na nich śluz ...Francuskie jedzenie w Nicea ? zapomnij, tam tylko Kebabyi pizza bardzo byle jakie, stoły lepią się o brudu i znów brudne kubki. Dopiero jak wyleciałem do Europy na północ mogę znów oddychać czystym powietrzem i w kawiarniach oraz restauracjach jest czysto!
Nicea to jeden syf o Francja powinna wywalić to miasto z UE za brud. Oni mówią, że gotują francuską kuchnię? ..... proponuję zacząć od nauki mycia telerzy...

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
12 4 ~ma

Gruba przesada ... z ta supernowoczesna Polska... Ja tam wole ta staromodna i zypyziala Nice !

! Odpowiedz
3 11 ~Tomek

Nie zal wam mlodzi wyksztalceni Polacy zamienic dobra prace praktycznie na nic za granica.Tragedia!

! Odpowiedz
1 4 ~też_Tomek

nie żal!

! Odpowiedz
1 0 ~200m

No tak bo każdy ma forse żeby kupic 200 metrowe mieszkanie na lazurowym wybrzeżu

! Odpowiedz
0 5 ~Odin

Jest tam peno mieszkań na sprzedaż w cenie ok 100tyśEUR tylko po co siedzieć w hałasie i spalinach samochodowych...Temu koledze siędzącemu w Nicea radzę przenieść bardziej na zachód lub północ. No chyba, że załapie pracę u księcia Monaco ale tam 50m2 mieszkania to 1mlnEUR...nie opłaca się no i też duże zanieczyszczenie ale tam rozumiem bo malutki kraj między górami i morzem.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
26 6 ~Sara

Super motywujący artykuł ! Brawo! Marzę o takiej zmianie ;) Niestety języki oprócz angielskiego leżą u mnie :P Plan na najbliższe miesiące wziąć się za naukę, bo jak widać można. Na początek hiszpański idzie hiszpański, bo mam kurs metodą Emila Krebsa w domu :D A potem ...chyba się skuszę na Francuski...i pozostaje przeglądać oferty pracy.
Czuję się mega zainspirowana ;)

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
20 8 ~Luke

Świetny artykuł, zero cukrzenia, sama prawda. Brawo Tomek:)

! Odpowiedz
2 25 ~Jerzy

jak sie chce zyc i pracowac w jakims kraju to jezyk na pierwszym miejscu
a ogolnie to o co wtym chodzi ze....zle niedobrze zmienic kraj ..
jestem tu od 26 lat i nie placze integracja przedewszystkim i zrozumienie mentalnosci i tradycji

! Odpowiedz
2 11 ~Ona

Wszystko się zgadza, od A do Z. Też nie mogę przestawić się na tą ich bankowość, jak ze średniowiecza, która czasem mocno komplikuje życie.

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne