WAŻNE

W Polsce był PR-owcem, dziś pokazuje turystom Lazurowe Wybrzeże [Tam mieszkam]

2015-11-06 06:01
publikacja
2015-11-06 06:01

Wyjechałem z Polski, kraju supernowoczesnego w porównaniu do Francji – mówi Tomasz Bobrowski, znany w branży finansowej były rzecznik prasowy jednej z firm IT, który dziś mieszka i próbuje swoich sił w turystyce na Lazurowym Wybrzeżu.

Był rzecznikiem prasowym w Blue Media - dużej i znanej polskiej firmie IT, rozwijającej innowacyjne usługi finansowe. Po ośmiu latach spędzonych w tej samej firmie w trzy tygodnie skorzystał z niespodziewanej okazji, podjął decyzję o przeprowadzce, spakował się i wyjechał do Nicei. – Miałem świadomość, że na emigracji, szczególnie bez znajomości języka kraju, trzeba zaczynać od nowa, ale taki reset bardzo mi się przydał po latach pracy w Polsce – mówi. – Bez znajomości francuskiego lub zapewnionej pracy po angielsku nie polecam nagłej przeprowadzki do Francji – dodaje. Najwyraźniej wie, co mówi – przeniósł się tu bez pracy i nie znając języka.

Bohaterem najnowszego odcinka #TamMieszkam jest Tomasz Bobrowski, turystom podróżującym do Francji znany jako Lazurowy Przewodnik.

/ fot. Tomasz Bobrowski /

Malwina Wrotniak-Chałada, Bankier.pl: Nie żal Ci? Przez prawie 10 lat wypracowałeś sobie w branży niezłą markę.

Tomasz Bobrowski: Nie, nie żal.  Faktycznie wypracowałem sobie zadowalającą mnie pozycję – miałem świetną pracę i ciekawe obowiązki. Ale w momencie przeprowadzki pracowałem w Polsce już dziesięć lat i od jakiegoś czasu - roku, może dłużej, myślałem o zmianie. Wtedy też minęło osiem lat pracy w jednej firmie, więc czułem, że potrzebuję zmiany.

O emigracji myślałem bardzo luźno ze dwa, trzy lata wcześniej, ale było to raczej myślenie życzeniowe, które mogło nigdy się nie spełnić. I właśnie wtedy nagle pojawiła się okazja do zmiany – niespodziewana oferta pracy. Dowiedzieliśmy się w lutym, że w marcu możemy być w Nicei, na podjęcie decyzji i przeprowadzkę były dwa-trzy tygodnie. Ponieważ ta propozycja pojawiła się w idealnym momencie, nie było nawet chwili wahania. Bo niby czemu – można się spakować, rzucić wszystko, wyjechać i spróbować od nowa. Bo miałem świadomość, że na emigracji, szczególnie bez znajomości języka kraju, trzeba zaczynać od nowa. Taki reset bardzo mi się jednak przydał po latach pracy w Polsce.

/ fot. Tomasz Bobrowski /

Więc nie, nie żałuję i nie czuję potrzeby rozpamiętywania tego. Ale też muszę dodać, że wiele się nauczyłem przez te osiem lat, odpowiadając za komunikację w dużej firmie IT, i dzisiaj wykorzystuję te doświadczenia.

Mówisz, że byłeś gotowy na zmiany, ale czy wtedy jeszcze sądziłeś, że będziesz mógł kontynuować obrany kierunek zawodowy?

Od początku miałem świadomość, że będzie to zmiana dużego kalibru. Z tego względu, że pracuję językiem – pisanym i mówionym – nie znając w ogóle języka francuskiego, wiedziałem, że nie ma żadnej szansy, żebym w ciągu najbliższych lat pracował tu w zawodzie. Ofert pracy w tej branży jest tutaj bardzo dużo, ale wymagana jest znajomość francuskiego – samo doświadczenie i umiejętności nie wystarczą.

Co wiedziałeś o Francji, zanim się tam wyprowadziłeś?

Ja tak naprawdę nawet nigdy wcześniej nie byłem we Francji, poza dwu-, trzydniowym epizodem dziennikarskim w Strasburgu. To co wiedziałem, to same stereotypy: że kochają papierosy, bagietki, że są bardzo nieprzystępni, niemili, że nie rozmawiają po angielsku. Wiele z tych stereotypów jak najbardziej się potwierdza, ale też nie wszystkie. Francuzów i ich kulturę poznaję więc od półtora roku właściwie od podstaw. I tak do końca jeszcze nie wiem, czy jest to moja kultura i miejsce, w którym chciałbym spędzić całe życie.

Przed samą przeprowadzką byłeś we Francji, żeby sprawdzić miejsce, w którym będziesz mieszkał?

Nie, ponieważ na podjęcie decyzji, spakowanie się i przeprowadzkę były tylko trzy tygodnie. Jeszcze z Polski wynajęliśmy turystycznie mieszkanie na tydzień, jednocześnie szukając na odległość mieszkania na długoterminowy wynajem. Okazało się to jednak niemożliwe. Mimo że w Nicei jest mnóstwo agencji nieruchomości i są one dosłownie na każdym rogu, to nie dostaliśmy ani jednej odpowiedzi na e-maile wysłane z Polski. Mimo że zaznaczaliśmy, że sprawa jest pilna i że zależy nam na wynajmie na dłużej. Wiadomości wysyłaliśmy po angielsku i spotkały się zerową reakcją.

Co ciekawe, wiele z tutejszych agencji nieruchomości ma na drzwiach informację, że pracownicy rozmawiają po angielsku, po czym gdy wchodzisz i pytasz, czy mówią po angielsku, wszyscy robią duże oczy, odpowiadają, że nie i w swoim francuskim stylu wracają do wcześniejszych zajęć.

Ostatecznie jednak udało się – siedzisz na balkonie w prawdziwie uroczym miejscu.

Dosłownie - udało się. Mieliśmy dużo szczęścia, bo wcześniej odwiedziliśmy ze trzydzieści agencji i żadna z nich, poza jedną, nie pokazała nam żadnych ofert, ponieważ nie obsługiwano tam klientów po angielsku.

To było jedyne mieszkanie, które oglądaliśmy i od razu je wzięliśmy. Dwieście metrów dalej w tę stronę, za dwoma budynkami [Tomasz pokazuje okolicę za swoimi plecami – red.], mam Promenadę Anglików, Morze Śródziemne, wielką plażę, budynek z tyłu to Muzeum Sztuk Pięknych.

Czego wymagano od świeżo upieczonych emigrantów w kwestiach formalnych?

Kluczowy był kontrakt na pracę – bez tego nie udałoby się tu zresztą raczej wiele załatwić. Bez własnego adresu nie możesz założyć konta w banku, nie możesz mieć telefonu. To trochę błędne koło, bo każdy tu we Francji chce od ciebie adres, a żeby mieć adres - też czegoś chcą.

Trafiłeś do turystycznej mekki. To co prawda nie Paryż, ale jedna z topowych lokalizacji we Francji. Od początku było jasne, że będziesz próbował znaleźć dla siebie miejsce w tej branży?

Zupełnie nie. Co prawda prowadzę turystycznego bloga, który jest przewodnikiem po Lazurowym Wybrzeżu, ale jedynie dlatego, że zawsze chciałem mieć swojego bloga, tylko nigdy nie miałem swojej dziedziny. 

Tutaj temat znalazł się natychmiast. Ten region jest dla mnie zupełnie nowy, jest olbrzymi i piękny. Od półtora roku do teraz praktycznie w każdy weekend zwiedzamy jakieś nowe miejsca. Po kilku takich wycieczkach poczułem, że właśnie to jest mój temat i że muszę uruchomić bloga o Lazurowym. Piszę o lokalnych atrakcjach, wędrówkach po okolicy, o wszystkim, co może być przydatne dla turystów, ale też o życiu tutaj.

/ fot. Tomasz Bobrowski /

Tym sposobem wszedłem w branżę turystyczną. Z racji dość dobrze wypozycjonowanej w sieci strony, odzywają się do mnie z Polski biura turystyczne czy firmy, które szukają przewodnika. Oprowadzałem kilka większych wycieczek. Odzywają się też prywatne rodziny, które szukają przewodnika, ponieważ nie znają języka francuskiego. Tu na miejscu lokalnie współpracuję  z firmą z Polski, która realizuje wycieczki do Francji i na Lazurowe Wybrzeże. Tym samym blog otworzył przede mną zupełnie nowe możliwości zarabiania i patrzenia w przyszłość.

Zostałeś nawet zawodowcem.

Tak. Wczoraj wieczorem, ponieważ można to zrobić przez internet, założyłem działalność gospodarczą. Mnie zajęło to pół godziny, ponieważ cały proces przebiegał po francusku, ale dla kogoś kto płynnie zna ten język, jest to pewnie do zrobienia w piętnaście minut.

Przy okazji ciekawostka – miałem ksero dowodu, na którym napisałem odręcznie po francusku, że honorowo oświadczam zgodność kopii z moim prawdziwym dokumentem. Całość skanujesz i załączasz do wniosku online. Taki dokument w formie oświadczenia honorowego jest tu bardzo często stosowany w różnych sytuacjach. Kary za kłamstwo są bardzo surowe, dlatego ludzie wiedzą, że takie pismo ma dużą moc.

Czekam teraz na dokumenty, które w ciągu 2-3 dni przyjdą pocztą (tradycyjna poczta jest tu świętością!). Kiedy przyjdą, mogę wystawiać faktury i zarabiać na tym blogu mam nadzieję więcej niż dotychczas.

Jak jesteś zaewidencjonowany?

Oficjalnie jestem blogerem profesjonalnym. Podejrzewam, że ten rodzaj działalności potrzebny jest tylko w celach statystycznych. Ta jednoosobowa działalność gospodarcza, która nazywa się auto-entrepreneur, funkcjonuje tutaj inaczej niż w Polsce. Podatki płacisz dopiero od tego, co zarobisz, czyli od każdej wystawionej faktury. W tym podatku mam ubezpieczenie, można mieć też pewne przywileje emerytalne i rentowe, ale w to jeszcze nie wnikałem. Nie mogę natomiast odliczać sobie VAT-u, robić zakupów na firmę. To bardzo uproszczona forma działalności, przede wszystkim dla studentów albo dla osób, które poza podstawowym etatem chcą sobie dorobić.

Jako że pomysł na bloga wyszedł trochę przy okazji, poszedłeś na rynek pracy szukać etatu?

Szukałem i szukam do dzisiaj. Chyba przede wszystkim z polskiego przyzwyczajenia do pracy na etacie i dlatego, że zwyczajnie wypada poszukać stałej pracy, kiedy się siedzi w domu. Jednocześnie coraz bardziej przekonuję się, że mogę żyć z bloga i z różnych usług dodatkowych. To, że postawiłem bloga od A do Z samodzielnie spowodowało, że na przykład jestem w stanie tworzyć strony internetowe dla innych i na tym też udało mi się już zarabiać.

A pracy szukam i ciągle jej nie znajduję przez ten specyficzny francuski rynek i przez barierę językową. Przypuszczam, że mógłbym znaleźć pracę po angielsku, na przykład w Monako albo w branży IT w Sophia-Antipolis, czyli europejskiej Dolinie Krzemowej oddalonej o kilkanaście kilometrów od Nicei, ale ponieważ zawsze pracowałem po polsku, musiałbym poświęcić jeszcze około trzy miesiące na intensywne doszkolenie języka angielskiego. Mimo wszystko pomyślałem, że skoro mieszkam we Francji, to chcę uczyć się francuskiego i pracować po francusku, ale sądziłem, że nauka na miejscu wśród Francuzów pójdzie mi znacznie szybciej! Tymczasem mija półtora roku, a odzewu na wysyłane po francusku aplikacje do pracy nie ma. Udało mi się dostać na jedną rozmowę o pracę, ale nie zakwalifikowałem się dalej. Pracodawcy widzą słabą znajomość języka, a jeśli nie znasz francuskiego, nie masz co liczyć nawet na sprzątanie w hotelu. Bo do pracowników w lokalnym francuskim hotelu menedżer zwracał się po francusku, dlatego podstawy języka trzeba znać.

Dużą przeszkodą w znalezieniu jakiejkolwiek pracy wydaje się też wcześniejsza specjalizacja w konkretnej branży. Rekrutujący patrzą na CV, w którym widzą doświadczenie i osiągnięcia na przykład w branży Public Relations i słysząc o chęci tak dużej zmiany kierunku, pukają się w głowę. Pytają czego tu szukam i czy nie szkoda mi zdobytych doświadczeń, ale nawet kiedy tłumaczę, że bez języka nie mam tu szansy na pracę w swoim zawodzie i potrzebuję obniżyć swoje ambicje, oni tego nie akceptują. Widzą, że masz doświadczenie w komunikacji, więc powinieneś szukać pracy w komunikacji. Zauważyłem, że taka zmiana jest tutaj później bardzo trudna.

Czytaj dalej: "To największy ból, że wyjechałem z Polski, kraju supernowoczesnego w porównaniu do Francji" »

Jaka jeszcze okazała się mentalność Francuzów?

To naród raczej zamknięty w sobie. Nie mam tu prawie żadnych francuskich znajomych. Owszem, są bardzo mili na ulicy, mam wrażenie, że rodzą się z Pardon na ustach. Przeprosiny są nagminne i zdarza się je usłyszeć, mijając Francuza na chodniku mimo faktu, że szliście w pewnej odległości od siebie i nawet się nie musnęliście.

/ fot. Tomasz Bobrowski /

Ten dystans na pewno w dużej mierze wynika z bariery językowej. Wczoraj w urzędzie skarbowym byłem świadkiem jak starsza para Amerykanów nie znających francuskiego mówiła do urzędniczki po angielsku, ona wszystko rozumiała, ale cały czas odpowiadała im po francusku, po czym zdenerwowana powiedziała im, że to jest Francja, więc jeśli chcą tu płacić podatki, powinni choć trochę mówić po francusku. (śmiech) Na Lazurowym co prawda w wielu miejscach widać dwujęzyczność, ale – nie wiem, czy cię zaskoczę – oznaczenia są częściej po francusku i... rosyjsku niż na przykład angielsku. Gdybym więc znał rosyjski, pewnie bez problemu znalazłbym pracę jako bankier klienta zamożnego.

Frustruje Cię ten językowy mur?

Trochę tych Francuzów rozumiem. W Blue Media pracowałem w Sopocie na Monciaku. W drodze na autobus musiałem przejść całą ulicę, mijając mnóstwo turystów i też mnie to denerwowało. Teraz tę nieprzychylność mieszkańców Lazurowego wobec turystów i języków innych niż francuski tłumaczę sobie tym, że mają dość, są zdenerwowani i zmęczeni ich ciągłą obecnością i oczekiwaniami. Mimo że wszyscy z tych turystów żyją.

Przestało mnie to już denerwować, nie narzekam też już na brak tłumaczeń po angielsku. Wpadłem w to myślenie, że jestem we Francji, więc powinienem mówić po francusku.

Po niemal dwóch latach we Francji często nie rozumiesz, czego od ciebie chcą?

Często w różnych miejscach odbijam się od ściany, ale coraz rzadziej się tym przejmuję. Abstrakcją jest to, że ja nawet nie mam gdzie używać tu ich języka: w sklepie jest mi niepotrzebny, używam go w banku, czasami przez telefon, gdy muszę coś załatwić. Czasami powoduje to komiczne sytuacje. W banku odpowiadam Oui, oui, po czym okazuje się, że miałem odpowiedzieć coś konkretnego na zadane pytanie, a nie potwierdzać. Bankowość w ogóle jest tu męcząca, ale oto osobny temat.

Tu Bankier.pl. Nadstawiam ucha.

Żeby pójść tutaj do banku, musisz mieć umówione spotkanie. A na swój termin możesz czekać nawet dwa tygodnie. Jeśli więc chcesz otworzyć konto, idziesz do banku i informujesz o swoim zamiarze, a oni umawiają ci spotkanie na przykład na za tydzień. W Polsce nie do pomyślenia. Ja mam tu przydzielonego opiekuna, który zawsze mnie obsługuje. Stałem ostatnio w kolejce w banku, żeby zapytać o coś drobnego - ten opiekun przeprosił wszystkich stojących przede mną i wyciągnął mnie z tej kolejki na półgodzinne spotkanie. Te spotkania są z reguły bardzo męczące, bo na koniec, za każdym razem, wciska się klientowi sprzedażowe oferty – ubezpieczenie na życie, ubezpieczenie nieruchomości czy jakieś inwestycje. Co więcej, na kolejnym spotkaniu pyta o decyzje w sprawie tych ofert albo od razu próbuje umówić kolejne spotkanie w ich sprawie. Ta sprzedaż jest więc trochę agresywna, ale z drugiej strony wygląda też trochę komicznie. Na przykład pani z banku przesuwa w moją stronę ekran swojego komputera, wchodzi na stronę internetową banku i włącza mi jakiś obrzydliwy film instruktażowy, który przecież mogę sobie sam obejrzeć w domu, i oglądamy to razem w ciszy przez pięć minut, po czym ona pyta co o tym sądzę.

Współczesne usługi trochę w wersji unplugged. Francuzom przypięto zresztą łatkę narodu z awersją do digitalizacji różnych procesów.

Tak – to chyba największy ból, że wyjechałem z Polski, kraju supernowoczesnego w porównaniu do Francji. Pracowałem w firmie, która realizowała przelewy natychmiastowe, a tutaj na realizację przelewu czekam trzy dni. Rewelacyjnie działa tu polecenie zapłaty, które w Polsce się nie przyjęło.

Mamy tu czeki, które zostawia się u lekarza, którymi opłaca się podatek czy na przykład ubezpieczenie skutera. Po pomyłce bank, zamiast zrobić uznanie na koncie, przysłał nam z Paryża czek do zrealizowania. Z tej formy płatności korzysta się na tyle, że zamówiłem ostatnio już drugą książeczkę czekową, mimo że przypuszczałem, że długo nie zużyję nawet tej pierwszej.

I nawet kiedy coś działa tu online, to działa jak w Polsce za czasów początków internetu. Serwisy wyglądają brzydko, działają dość topornie.

/ fot. Tomasz Bobrowski /

To, że udało mi się bez problemu założyć firmę online jest wynikiem tego, że Francja to kraj pełen sprzeczności. Z bankowości elektronicznej korzystałem tak intensywnie, że zablokowali mi konto na miesiąc. Dlaczego? Żeby wykonać tutaj przelew bankowy, musisz najpierw dodać odbiorcę do książki adresowej. Każdy dodawany w ten sposób odbiorca jest później najwyraźniej weryfikowany – trwa to kilka dni, czasami nawet tydzień. Dopiero gdy przyjdzie potwierdzenie, można wykonać przelew. Wpadliśmy więc na pomysł, żeby jednorazowo dodać do książki adresowej wszystkich potencjalnych odbiorców przelewów od nas (na przykład rodzinę) i w przyszłości robić przelewy szybciej. Co ciekawe, te przelewy nie są już później w żaden sposób autoryzowane.

Dodaliśmy więc do książki adresowej mnóstwo kontaktów, po czym bank zablokował konto z podejrzeniem fraudu i zamiaru realizacji mnóstwa przelewów. Brak dostępu do środków przez miesiąc był oczywiście mocno stresujący, co też okazało się później bezsensowne. Nie wiedzieliśmy bowiem wtedy, że standardem tutaj są debety na koncie i że możemy płacić kartą na kwotę na przykład dodatkowych 400 euro.

Usług online pojawia się tu coraz więcej, ale nie mam wątpliwości, że Francuzi są w tym temacie za Polakami. Z jednej strony mogę kupić ubrania popularnych marek sieciowych online, a z drugiej mam problem z zamówieniem żywności z dostawą do domu. Nie mogę na przykład zamówić jedzenia z wielu lokalnych restauracji albo kiedy je zamówię, nie będę mógł zapłacić za nie kartą, wyłącznie gotówką.

Myślę, że Francuzi nawet płatności zbliżeniowe traktują jako szczyt niebezpieczeństwa, bo nie widzę, żeby ktokolwiek poza mną płacił tutaj w ten sposób.

Bardzo często zdarza się, że odwiedzam jakieś małe średniowieczne miasteczko, których w okolicy jest mnóstwo, ale nic tam nie zjem, bo nie mam przy sobie gotówki, od której noszenia w Polsce odwykłem, a nie ma tam bankomatu i nie wszędzie da się zapłacić kartą. Bilet na komunikację miejską można kupić w automacie, ale tych jest niewiele, albo u kierowcy, ale za gotówkę. Widzę plakaty, że można go kupić też przez telefon, ale system działa tylko na Androida, nie na iPhone’ach.

Robiłeś podejście do popularnych we Francji wypożyczalni samochodów elektrycznych?

Tak i jest to rewelacyjne rozwiązanie. Po pierwsze wypożyczony samochód musisz odstawić w to samo miejsce, dzięki czemu masz pewne miejsce parkingowe, a o te w Nicei bardzo trudno. Minimum 20 minut przed wypożyczeniem robisz rezerwację online, wybierając konkretny samochód z konkretnej stacji. Do dyspozycji są nawet niewielkie samochody dostawcze, dzięki czemu możesz zorganizować sobie większe zakupy czy nawet przeprowadzkę. Najpopularniejsze są jednak małe, nowoczesne samochody turystyczne. Jest ich naprawdę dużo i spotkasz je właściwie na każdym kroku.

Oprócz 26 euro wpisowego, płacisz za każdą godzinę jazdy. Ja jeżdżę rzadko, więc płacę dużo – mam najwyższą stawkę 8 euro, ale jeśli jeździsz często, możesz płacić nawet 3-4 euro. Takim elektrykiem dojedziesz nim do każdej atrakcji turystycznej, których tu w promieniu 50 km jest mnóstwo, bo Nicea to przecież stolica Lazurowego Wybrzeża.

Koleją mogłoby być trudniej.

To fakt. Pociągi są tutaj regularnie znacznie opóźnione, na tej trasie również bardzo często odwoływane. Dojazd koleją do pracy to prawdziwa mordęga. Co ciekawe, strajkują nie tylko przewoźnicy, ale i pasażerowie. W Monako, dlatego, że pociągi są opóźnione, zablokowali tory.

Osobiście mam wrażenie, że te strajki bardzo przeszkadzają samym Francuzom, ale nie przeszkadza im to, by potem strajkować we własnej sprawie. Widziałem już wiele różnych grup strajkujących.

Nie pomaga to na pewno turystom, którzy chyba łakną tu tego, co we Francji najlepsze. Gdzie jak gdzie, ale na Lazurowym branża turystyczna spełnia pewnie wszystkie zachcianki.

Francuzi nastawiają się tu na obsługę turystów bogatych. Wszędzie słychać hasło „luksus” – wycieczki są luksusowe, ekskluzywne. Faktycznie widać tu to bogactwo, poza tym jest tu drogo, więc żeby spędzać tu wolny czas, trzeba mieć pieniądze.

I tak – nie ma chyba turystycznych życzeń, których nie można tu spełnić. Mam też wrażenie, że rynek jest wypełniony najróżniejszymi usługami. Możesz przepłynąć się promem po okolicy, możesz wynająć motorówkę i popłynąć do Monako, możesz wynająć taksówkę lotniczą udać się do innego miejsca na Lazurowym, możesz po prostu polatać helikopterem i podziwiać okoliczne widoki.

Będziesz próbował czerpać z tego w przyszłości?

Założyłem działalność, więc pewnie będę szukał sposobów monetyzacji turystycznego bloga. Lazurowe Wybrzeże to region coraz bardziej popularny wśród Polaków. Jest tutaj dość drogo, ale naród się bogaci.

Na pewno chcę też douczyć się francuskiego na poziomie średniozaawansowanym. Mam plany związane z rynkiem finansowym we Francji, który jest mocno opóźniony w stosunku do Polskiego, ale tych tematów jeszcze nie ruszyłem. Myślę też nad napisaniem opartego na faktach kryminału związanego z Polakami na Lazurowym Wybrzeżu… ale wciąż brakuje mi trochę wiary, że podołam.

Rozmawiała Malwina Wrotniak-Chałada

Materiał jest częścią serii "Tam mieszkam"

/ Bankier.pl

Źródło:
Tematy
Używane w niskich ratach? Bezpieczne na wakacje. Znajdź swoje wymarzone auto>>

Używane w niskich ratach? Bezpieczne na wakacje. Znajdź swoje wymarzone auto>>

Advertisement

Komentarze (40)

dodaj komentarz
interameryka
Zupełnie historia podobna do mojej. Pracowałem w Polsce jako informatyk...dobrze prosperująca firma w Krakowie. Los chcicał że wylosowałem zieloną kartę do USA i ...zostawiłem wszystko aby spróbować.
Teraz moją pasją są podróże i planowanie podróży dla osób z Polski przyjeżdżających do USA.

Tutaj jestem
Zupełnie historia podobna do mojej. Pracowałem w Polsce jako informatyk...dobrze prosperująca firma w Krakowie. Los chcicał że wylosowałem zieloną kartę do USA i ...zostawiłem wszystko aby spróbować.
Teraz moją pasją są podróże i planowanie podróży dla osób z Polski przyjeżdżających do USA.

Tutaj jestem w sieci ....

https://www.interameryka.com/
~Odin
Byłem 6 dni w Nice i w życiu nie nawdychałem się tylu spalin co tam...Plaża to kamienie a obok 6 pasów drogi (po trzy w każdym kierunku). W całym mieście nie ma gdzie uciec od hałasu i spalin. Jest tam smród kanalizacji, spalin i ogólny brud...W hotelach 4gwiazdkowych talerze są brudne, zwróciłem uwagę i kolejnego Byłem 6 dni w Nice i w życiu nie nawdychałem się tylu spalin co tam...Plaża to kamienie a obok 6 pasów drogi (po trzy w każdym kierunku). W całym mieście nie ma gdzie uciec od hałasu i spalin. Jest tam smród kanalizacji, spalin i ogólny brud...W hotelach 4gwiazdkowych talerze są brudne, zwróciłem uwagę i kolejnego dnia były tylko trochę czystsze, wciąż był na nich śluz ...Francuskie jedzenie w Nicea ? zapomnij, tam tylko Kebabyi pizza bardzo byle jakie, stoły lepią się o brudu i znów brudne kubki. Dopiero jak wyleciałem do Europy na północ mogę znów oddychać czystym powietrzem i w kawiarniach oraz restauracjach jest czysto!
Nicea to jeden syf o Francja powinna wywalić to miasto z UE za brud. Oni mówią, że gotują francuską kuchnię? ..... proponuję zacząć od nauki mycia telerzy...
~ma
Gruba przesada ... z ta supernowoczesna Polska... Ja tam wole ta staromodna i zypyziala Nice !
~Tomek
Nie zal wam mlodzi wyksztalceni Polacy zamienic dobra prace praktycznie na nic za granica.Tragedia!
~200m
No tak bo każdy ma forse żeby kupic 200 metrowe mieszkanie na lazurowym wybrzeżu
~Odin
Jest tam peno mieszkań na sprzedaż w cenie ok 100tyśEUR tylko po co siedzieć w hałasie i spalinach samochodowych...Temu koledze siędzącemu w Nicea radzę przenieść bardziej na zachód lub północ. No chyba, że załapie pracę u księcia Monaco ale tam 50m2 mieszkania to 1mlnEUR...nie opłaca się no i też duże zanieczyszczenie Jest tam peno mieszkań na sprzedaż w cenie ok 100tyśEUR tylko po co siedzieć w hałasie i spalinach samochodowych...Temu koledze siędzącemu w Nicea radzę przenieść bardziej na zachód lub północ. No chyba, że załapie pracę u księcia Monaco ale tam 50m2 mieszkania to 1mlnEUR...nie opłaca się no i też duże zanieczyszczenie ale tam rozumiem bo malutki kraj między górami i morzem.
~Sara
Super motywujący artykuł ! Brawo! Marzę o takiej zmianie ;) Niestety języki oprócz angielskiego leżą u mnie :P Plan na najbliższe miesiące wziąć się za naukę, bo jak widać można. Na początek hiszpański idzie hiszpański, bo mam kurs metodą Emila Krebsa w domu :D A potem ...chyba się skuszę na Francuski...i pozostaje Super motywujący artykuł ! Brawo! Marzę o takiej zmianie ;) Niestety języki oprócz angielskiego leżą u mnie :P Plan na najbliższe miesiące wziąć się za naukę, bo jak widać można. Na początek hiszpański idzie hiszpański, bo mam kurs metodą Emila Krebsa w domu :D A potem ...chyba się skuszę na Francuski...i pozostaje przeglądać oferty pracy.
Czuję się mega zainspirowana ;)
~Luke
Świetny artykuł, zero cukrzenia, sama prawda. Brawo Tomek:)
~Jerzy
jak sie chce zyc i pracowac w jakims kraju to jezyk na pierwszym miejscu
a ogolnie to o co wtym chodzi ze....zle niedobrze zmienic kraj ..
jestem tu od 26 lat i nie placze integracja przedewszystkim i zrozumienie mentalnosci i tradycji

Powiązane: Tam mieszkam

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki