

Pomimo słabych danych z gospodarki (albo dzięki nim) amerykańskie giełdy zanotowały silne odbicie po zeszłotygodniowych spadkach. Na Wall Street wróciła znana, kryzysowa zasada: im gorsze dane makro, tym mocniej rosną giełdowe indeksy.
W poniedziałek Dow Jones zyskał 1,28%, S&P 1,34%, a Nasdaq 1,2%. We wszystkich trzech przypadkach była to kontynuacja zapoczątkowanego w czwartek odbicia korygującego spadki trwająca właściwie od początku marca.
Ten ruch sam w sobie nie stanowi większego zaskoczenia. To, co może dziwić, to okoliczności, w jakich się pojawił. Wszystkie publikowane w poniedziałek dane makroekocznomiczne z USA były gorsze od oczekiwań ekonomistów. Dotyczy to zarówno budownictwa, gdzie indeks NAHB spadł z 55 pkt. do 53 pkt. (oczekiwano wzrostu do 56 pkt.), jak i przemysłu, gdzie rozczarował regionalny indeks koniunktury w okręgu nowojorskim, jak i ogólnokrajowy odczyt produkcji przemysłowej.
Czeka nas korekta na Wall Street?
Na uwagę zasługuje zwłaszcza ta druga publikacja. Wartość produkcji w lutym wzrosła o zaledwie 0,1% mdm (i 3,5% rdr) wobec oczekiwanego wzrostu o 0,2% mdm. Wynik prezentuje się jeszcze słabiej, jeśli uwzględnić potężną (jak na USA) rewizję danych za styczeń: z +0,2% na -0,3% mdm.
Jeszcze słabiej zaprezentowała się statystyka dla przetwórstwa przemysłowego, gdzie wartość produkcji spadła trzeci miesiąc z rzędu: o 0,2% mdm po spadku o 0,3% w styczniu o 0,1% w grudniu. To najdłuższa spadkowa seria od recesji z 2009 roku.W ubiegłym tygodniu taka sama nieprzyjemna seria przydarzyła się danym o sprzedaży detalicznej, a wcześniej zamówieniom w przemyśle. Mamy więc dwa kluczowe składowe PKB, które wskazują w najlepszym razie na spowolnienie wzrostu w Stanach Zjednoczonych w pierwszym kwartale.
Dlaczego tak słabe dane wywołały eksplozję optymizmu na Wall Street? Moim zdaniem kluczowa była informacja o spadku wykorzystania mocy produkcyjnych w przemyśle. Wskaźnik ten obniżył się w lutym do 78,9% wobec 79,1% w styczniu, 79,4% w grudniu i 79,8% w listopadzie wobec historycznej średniej na poziomie 80,1%. Dla decydentów z Rezerwy Federalnej może to być decydujący czynnik przemawiający na rzecz odłożenia pierwszej podwyżki stóp procentowych. Podwyżki, której skutków rynek ta mocno obawiał się przez ostatnie dwa tygodnie.
Perspektywa przedłużenia okresu zerowych stóp procentowych w USA jest korzystna dla Wall Street, premiując inwestycje w akcje kosztem obligacji i funduszy rynku pieniężnego. Stąd też poniedziałkowa reakcja rynku, w myśl zasady: "im gorsze dane napływają z gospodarki, tym lepiej dla akcji, bo Fed utrzyma monetarne wsparcie dla wielkiego biznesu".























































