Blokada Cieśniny Ormuz – strategicznego wąskiego gardła, przez które przepływa ok. 25% światowego handlu ropą naftową i 20% globalnego transportu LNG – doprowadziła do drastycznego wzrostu cen gazu i ropy. W efekcie, węgiel, który jeszcze niedawno znajdował się pod silną presją agendy dekarbonizacyjnej, powrócił do łask jako kluczowy stabilizator bezpieczeństwa energetycznego. Ceny surowca rosną, a wraz nimi kursy spółek go wydobywające na GPW oraz światowych giełdach.


Ceny węgla na światowych rynkach wzrosły do w okolice 140 dolarów za tonę, utrzymując się w pobliżu najwyższych poziomów od listopada 2024 roku, ponieważ eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie i wynikające z niej zakłócenia znacznie zwiększyły globalne ryzyko związane z dostawami energii.
Cena ropy naftowej wzrosła powyżej 100 dolarów po raz pierwszy od 2022 roku, po tym jak główni producenci z Bliskiego Wschodu ograniczyli produkcję, a Cieśnina Ormuz pozostaje skutecznie zamknięta. Ponadto, wstrzymanie ogromnej produkcji skroplonego gazu ziemnego w Katarze zwiększyło zapotrzebowanie na zmianę paliwa w sektorze energetycznym.
Kryzys na Bliskim Wschodzie związany z konfliktem USA i Izraela z Iranem szczególnie mocno uderzył w Europę i Azję, gdzie gaz skroplony gaz stanowił ważny składnik mikstu energetycznego. Drastyczny wzrost kosztów błękitnego paliwa spowodował, że elektrownie węglowe stały się ponownie rentowne wyprzedzając gaz w hierarchii opłacalności produkcji energii.
Węglowy tercet z GPW
Efekt wzrosty cen na rynku węgla błyskawicznie przełożył się na notowania spółek wydobywczych na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Inwestorzy, dostrzegając szansę na poprawę marż i wzrost popytu na krajowy surowiec w obliczu ryzyk importowych, ruszyli do zakupów akcji polskich producentów.
Kurs LW Bogdanka staje się w poniedziałek liderem wzrostów w sektorze, notując imponujący skok kursu o ponad 9 proc. Spółka, będąca jednym z najefektywniejszych producentów węgla energetycznego w Polsce, od początku roku zdrożałą już o blisko 40 proc. bowiem wzrosty cen węgli trwają już od listopada ubiegłego roku, a teraz tylko przyspieszyły przez wojnę na Bliskim Wschodzie.
Wzrosty zalicza także Bumech, będący właścicielem spółki eksploatującej kopalnię Silesia. Co ciekawe Bumech obecnie jest stroną umowy dzierżawy kopalni i wystąpił o przeniesienie na spółkę koncesji na wydobycie ze złoży Silesia. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że dni kopalni wydają się być policzone, bowiem jak mówi główny akcjonariusz Bumechu Marcin Sutkowski kopalnia Silesia jest bankrutem, a wydobycie węgla tam może się zakończyć w ciągu 3 lat. Nie przeszkadza to jednak inwestorom podnosić kurs o blisko 3 proc. na poniedziałkowej sesji i już ponad 20 proc. od początku roku. Warto pamiętać, że kurs Bumechu korzysta także na informacjach o próbie dywersyfikacji działalności spółki o branżę zbrojeniową.
Węglowe trio na GPW uzupełnia kurs Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW). Mimo że koncentruje się ona na wydobyciu węgla koksującego wykorzystywanego w hutnictwie, również partycypuje w hossie. Kurs JSW zyskiwał ponad 4% w poniedziałek i 35 proc. od początku roku, co odzwierciedla także globalną tendencję wzrostową cen węgla metalurgicznego, które często podąża za ogólnym trendem na rynku energii oraz zwiększonym zapotrzebowaniem na stal w warunkach wzmożonych zbrojeń i odbudowy infrastruktury krytycznej.
Globalny lider węglowego rajdu cen?
Mimo że cała branża wydobywcza odczuwa pozytywne skutki wzrostu cen, Bloomberga wskazuje na jedną firmę z globalnych rynków, która jest unikalnie spozycjonowana, by zmonopolizować zyski z obecnego kryzysu. Tą firmą ma być Glencore. Według szacunków, spotowe ceny surowców implikują aż 21 proc. potencjału wzrostu EBITDA dla tej spółki w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Przewaga Glencore nad innymi gigantami górnictwa wynika z kilku kluczowych czynników.
Po pierwsze to specyficzny miks surowcowy, które wydobywa Glencore. Głównym motorem wzrostu EBITDA spółki jest właśnie węgiel energetyczny (odpowiadający za 9% potencjału wzrostowego) oraz miedź (5%). W dobie kryzysu energetycznego to właśnie ekspozycja na węgiel staje się „ukrytym skarbem”, który rynek wcześniej niedoszacowywał – pisze Bloomberg.
Co więcej, prawdziwą kurą znoszącą złote jaja ma być platforma handlowa firmy, która obejmuje szeroki zakres surowców fizycznych, które firma pozyskuje, przetwarza i sprzedaje globalnie. Glencore działa jako pośrednik w łańcuchu dostaw, dodając wartość poprzez mieszania różnych partii surowców (blending), logistykę i optymalizację (np. magazyny, statki, porty). Dzięki temu Glencore generuje zyski z arbitrażu i usług logistycznych, obok samego wydobycia surowców.
Dział handlowy firmy rozkwita w warunkach „premii wojennej”, wychwytując arbitraż wynikający z odrywania się cen węgla, ropy i gazu od fundamentów rynkowych. Wykorzystując rozległą sieć logistyczną do przekierowywania ładunków energetycznych i nawigowania po zmiennych stawkach frachtu, Glencore uzyskuje marże niedostępne dla konkurencji.
Rzeczywistość rynkowa wymusiła powrót do paliw kopalnych. Dla polskich spółek jak Bogdanka czy JSW, a w skali globalnej dla Glencore, może oznaczać to okres nadzwyczajnych zysków. Należy jednak zachować szczególną ostrożność w ocenie trwałości tych wzrostów. Obecna hossa jest ściśle skorelowana z wysoką dynamiką wydarzeń militarnych i politycznych, co determinuje dużą zmienność kursów.
Z drugiej strony, utrzymujące się napięcia na Bliskim Wschodzie i ewentualne trwałe zerwania łańcuchów dosataw gazu mogą utrzymać notowania wymienionych firm na podwyższonych poziomach przez dłuższy czas. Inwestorzy muszą brać pod uwagę, że sektor ten obecnie odzwierciedla rynkową sytuację pod kątem krótkoterminowych zysków, ale jest też niezwykle wrażliwy na wszelkie sygnały o przywróceniu stabilności w dostawach surowców.























































