Sejm nie zajmie się prezydenckim wetem do ustawy o uzgodnieniu płci. Połączone komisje: zdrowia i sprawiedliwości opowiedziały się wprawdzie za jego odrzuceniem, ale nie zdołano wybrać posła sprawozdawcy. Bez tego sprawa nie mogła trafić na salę plenarną.
W sprawie odbyły się dwa głosowania. Za pierwszym razem posłowie opowiedzieli się za podtrzymaniem weta. W tym głosowaniu nie wzięła udziału Platforma Obywatelska, która nie uznała jego wyniku, bo przewodniczący komisji zdrowia Tomasz Latos z PiS-u zarządził głosowanie, nie dopuszczając nikogo do głosu. Prowadzenie obrad przejęła szefowa komisji sprawiedliwości Stanisława Prządka z SLD. Przeszedł wniosek o reasumpcję, czyli powtórzenie głosowania. Większość posłów opowiedziała się wówczas za ponownym uchwaleniem ustawy. Komisje nie były jednak w stanie wybrać posła sprawozdawcy. W związku z tym zarządzono przerwę w obradach komisji.
Irytacji sytuacją nie kryła marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska. Zarzucała posłom niestosowanie regulaminu Izby. "Zrobiła się nerwowa atmosfera i trochę w tym ostatnim dniu się ośmieszyliśmy"- powiedziała.
Ustawa o uzgodnieniu płci burzy porządek prawny naszego kraju - mówił wcześniej w radiowej Jedynce szef zespołu doradców prezydenta Maciej Łopiński. Powiedział, że co do zasady ustawa o uzgodnieniu płci jest potrzebna, ale ten konkretny projekt ma zbyt wiele wad. "Ta ustawa burzy porządek prawny, sprowadza sąd do roli notariusza. Jej przepisy nie biorą pod uwagę dobra dzieci i dobra współmałżonka czy współmałżonki osoby, która zmienia płeć" - powiedział prezydencki minister.
Andrzej Duda odmówił podpisania ustawy o uzgodnieniu płci tydzień temu. Uzasadniał, że jest ona pełna luk i nieścisłości.
Ustawa zakładała stworzenie odrębnej procedury sądowej dla osób kwestionujących swoją płeć potwierdzoną metryką.
IAR wcześniejsze/ab


























































