Surowce, które w ostatnich dniach znalazły się na wielomiesiecznych minimach, dziś mocno odbijają. Szczególnie szybko w górę pnie się ropa naftowa.


Tuż przed 18 za baryłkę ropy Brent należało zapłacić niemal 46 dolarów, a więc o 5% więcej niż wczoraj. Jeszcze lepiej wypadała ropa amerykańska, której baryłka drożała o 8% i wróciła powyżej bariery 42 dolarów.
Odreagowanie obserwowano jednak również na innych surowcach. O 3% w górę pięło się srebro, podobny wynik notowała miedź, a o 2,5% rosła cena platyny. Wzrosty ominęły złoto, które utrzymywało się na poziomie z wczorajszego zamknięcia.
ReklamaZobacz także
To tylko chwila wytchnienia?
Ciężko wskazać jednoznaczną przyczynę wzrostu cen surowców. Rano czynnikiem napędzającym popyt mogła być poprawa nastrojów w Chinach, jednak największe wzrosty, szczególnie na ropie, obserwowano po godzinie 15, a więc w momencie kiedy do gry włączają się inwestorzy zza oceanu. W szerszym horyzoncie surowce pozostają jednak nadal niemal najtańsze od sześciu lat.
"Panujący trend jest wyraźny i prowadzi on w dół. Nie dajcie się nabrać na korektę" - ostrzega Robin Bieber, analityk z PMV Oil. "Rynek prący na przód bez wytchnienia to rzadkość" - dodał.
Również jako chwilowe wytchnienie w trendzie spadkowym dzisiejsze wzrosty postrzega Daniel Ang, analityk z Phillip Futures.
"Nie lekceważymy udowodnionej już nie raz siły niedźwiedzi i podtrzymujemy naszą opinię, że prawdopodobnie ropa przetestuje wsparcia na poziomie 38 dolarów dla WTI i 45 dla Brent" - stwierdził Ang.
Adam Torchała


























































