„Statystyka jest jak kostium bikini: pokazuje wiele, ale nie pokazuje najważniejszego” – twierdził Aaron Levenstein. I miał rację. Na pierwszy rzut oka statystyki z Ministerstwa Pracy są rewelacyjne: pierwszy od 7 lat wrześniowy spadek bezrobocia oraz największa od 13 lat (!) liczba ofert pracy i aktywizacji zawodowej.


Dwa ostatnie słowa budzą jednak wątpliwości. Bo zupełnie czym innym jest tworzenie miejsc pracy przez sektor prywatny, a czym innym są dotowane przez państwo staże, szkolenia lub okresowe etaty. Ta druga kategoria to maskowanie bezrobocia poprzez marnowanie publicznych pieniędzy zabranych uprzednio pracodawcom.
Trudno uwierzyć, aby bieżąca koniunktura na rynku pracy była lepsza niż w roku 2007 czy 2008, gdy gospodarka rozwijała się w tempie 5-7%, pensje rosły w tempie dwucyfrowym, a przedsiębiorcy nie mogli znaleźć pracowników. Dlatego do danych na temat bezrobocia rejestrowego lepiej podchodzić ostrożnie. Tym bardziej, że zarówno dane o zatrudnieniu w dużych firmach (+0,7% rdr) jak i raporty BAEL (+1,4%) wskazują na stosunkowo niski wzrost liczby pracujących.
Stopa bezrobocia w Polsce (BAEL)

Z drugiej strony pewna poprawa sytuacji na rynku pracy jest faktem. Stopa bezrobocia liczona metodą BAEL spadła w sierpniu do 8,8% z 10,3% rok wcześniej. To najniższy odczyt od listopada 2009 roku i już tylko o dwa punkty procentowe wyższy od rekordu z września 2008 roku.






























































