Obraz, zegar, stare wino
Domy aukcyjne otwarte są na propozycję współpracy z osobami prywatnymi. W kręgu zainteresowań marszandów znajdują się przede wszystkim obrazy, grafiki, rysunki, rzeźby, szkło, porcelana, srebra, platery czy meble. Równie interesujące z punktu widzenia domu aukcyjnego mogą okazać się inne rzeczy, które mogą być przedmiotem kolekcji, jak zegary, broń, tkaniny, a nawet stare wina.
W zależności od gabarytów przedmiotu, jaki chce się przedstawić do oceny ekspertów, przynosi się go do biura przyjęć domu aukcyjnego samemu, lub zaprasza się przedstawicieli biura do siebie. Zadaniem pracowników biura przyjęć jest wstępna ocena zgłoszonego przedmiotu. Jeżeli ta wypadnie pomyślnie, obiekt zostanie poddany wszechstronnemu badaniu pod kątem jego wartości artystycznej, wartości materialnej, stanu technicznego i autentyczności. Czynności te, wykonywane przez naukowców, rzeczoznawców i doświadczonych kolekcjonerów, mogą potrwać nierzadko kilka tygodni, dlatego często zdarza się, że na czas ekspertyzy podpisuje się z właścicielem umowę depozytu. Trzeba pamiętać, że żaden dom aukcyjny nie zaryzykuje utraty dobrego wizerunku, dopuszczając do licytacji falsyfikat, dlatego też, jeżeli tylko pojawią się wątpliwości dotyczące autentyczności przedmiotu, rozmowy z właścicielem nie będą kontynuowane.
Komis
Zakładając jednak, że nic takiego się nie wydarzy, po pomyślnym wyniku ekspertyzy przychodzi czas na rozmowy o cenie przedmiotu, za jaką miałby zostać wystawiony pod młotek. Najistotniejszą informacją dla właściciela przedmiotu jest fakt, że domy aukcyjne nigdy same nie kupują obiektów od ich właścicieli, cała współpraca opiera się na umowie komisu. Zastosowanie znajdują tu więc przepisy kodeksu cywilnego, z uwzględnieniem specyficznego przedmiotu komisu, jakim jest dzieło sztuki. Właściciel przedmiotu, zwany teraz komitentem, proponuje cenę wywoławczą obiektu, a dom aukcyjny, w umowie występujący jako komisant, akceptuje ją lub nie. W przypadku rozbieżności oceny wartości przedmiotu pomiędzy niedoszłym komitentem a potencjalnym komisantem (komitent uważa zazwyczaj, że jego własność przedstawia większą wartość aniżeli wskazuje na to ocena rzeczoznawców), do podpisania umowy komisu nie dochodzi. W takiej sytuacji istnieje jednak rozwiązanie kompromisowe: właściciel przedmiotu bierze na siebie ryzyko niesprzedania przedmiotu za proponowaną przez niego cenę, co wiąże się z pokryciem kosztów organizacyjnych licytacji przedmiotu w wypadku rzeczywistego niepowodzenia operacji. Eksperci ostrzegają jednak, że nie warto przesadzać z wygórowaną ceną wywoławczą. Dobry obiekt obroni się sam, mniej wartościowy z kolei lepiej sprzedać taniej niż wcale.
Jak w każdej umowie komisu, tak i tu, komisant za pośrednictwo sprzedaży, pobiera odpowiednią prowizję. W przypadku domów aukcyjnych, zwyczajowo jest to 20% ceny sprzedaży. Tak więc w przypadku, gdy przedmiot zostanie sprzedany za kwotę 100 tysięcy, właściciel otrzyma 80 tysięcy, a w domu aukcyjnym pozostanie 20 tysięcy.
Płacisz - wymagasz
Czy warto płacić tyle za pośrednictwo sprzedaży przez domu aukcyjny? Właściciel przedmiotu powinien to skalkulować samemu, dokonując jednak obliczeń nie powinien zapominać o korzyściach, jakie wynikają za sprzedaży przedmiotu w trybie licytacji.
Przede wszystkim nie ma górnego limitu ceny, może się więc zdarzyć, że właściciel otrzyma znacznie więcej, aniżeli się spodziewał. Każdy obiekt, zanim zostanie wystawiony pod młotek, przechodzi dokładną ekspertyzę, zostaje zbadany, oceniony i opisany, co przyda się nawet, jeżeli tym razem nie będzie chętnych do jego zakupu. Gwarancją bezpieczeństwa dla obiektów przyjętych do sprzedaży aukcyjnej jest ubezpieczenie ich w ramach działalności gospodarczej prowadzonej przez dom aukcyjny. Dzięki współpracy z domem aukcyjnym możliwe stają się dalsze zlecenia dotyczące przedmiotu - poddania obiektu przed wystawieniem na aukcji konserwacji czy oprawieniu go po preferencyjnych cenach. Należność za powyższe usługi rozliczana jest po sprzedaży obiektu, a w razie jej niepowodzenia, w momencie jego odbioru. Podpisanie umowy komisu zwiększa prawdopodobieństwo jego sprzedania także pod kątem marketingowym – propozycja sprzedaży dociera do wszystkich potencjalnych zainteresowanych, którzy mogą obejrzeć go, bądź na żywo podczas wystawy przedaukcyjnej, bądź dzięki wydawanym przez dom aukcyjny katalogom w wersji elektronicznej i papierowej. Współpraca z domem aukcyjnym stwarza także możliwość sprzedaży przedmiotu poza licytacją. Jeżeli w dniach poprzedzających aukcję pojawi się oferta kupna w cenie satysfakcjonującej komitenta i komisanta, przedmiot zmieni właściciela bez poddawania go licytacji.

Asekuracja
Pewien luz psychiczny zapewnia właścicielowi przedmiotu możliwość elastyczności decyzyjnej, w przypadku, gdy nikt nie będzie zainteresowany zakupem przedmiotu za jego cenę wywoławczą. W takim przypadku deską ratunkową dla niego jest wprowadzony na polski rynek przez Dom Aukcyjny Rempex system licytacji warunkowej (tzw. licytacja holenderska). Prowadzący aukcję decyduje o postąpieniu w dół, czyli stopniowym obniżeniu jego ceny. Złożenie oferty kupna poniżej ceny wywoławczej jest wiążące dla tego, kto to zrobił, podczas gdy komisant może transakcje potwierdzić bądź nie. Ostatnią zaś możliwością sprzedaży, mimo niepowodzenia na aukcji, jest sprzedaż poaukcyjna, podczas której przedmiot może zostać nabyty po cenie wywoławczej, o ile właściciel nie skorzysta z przysługującego mu prawa natychmiastowego odbioru rzeczy. Warunkiem realizacji takiej opcji jest jednak przestrzeganie zapisów regulaminu, który nakłada na komisanta obowiązkowe zmniejszenie ceny, jeżeli przez określony czas przedmiot nie znajdzie nabywcy, a konsekwencją niedopełnienia tego obowiązku jest rozwiązanie umowy.Jeżeli wciąż nie jest się przekonanym o zasadności skorzystania z pośrednictwa domu aukcyjnego, najlepszym rozwiązaniem jest skontaktowanie się z jego pracownikami, którzy wyjaśnią wszelkie wątpliwości i niejasności oraz przedstawią wszystkie za i przeciw. Warto pamiętać, że dom aukcyjny i właściciel przedmiotu mają ten sam cel: sprzedać dzieło sztuki za satysfakcjonującą obie strony cenę.
autor: Adam Studziński


























































