Najważniejsza publikacja dnia – czyli indeks ISM mierzący koniunkturę w sektorze usług (odpowiada on za ponad 80% PKB Stanów Zjednoczonych) – rozczarowała optymistów. ISM wzrósł z 48,7 do 50,1 pkt., minimalnie przekraczając barierę 50 pkt., dzielącą regres od rozwoju badanego segmentu gospodarki. Jednakże taki wynik pokazuje, że z amerykańską gospodarką jest dużo gorzej niż wskazywałyby na to dane z przemysłu.
Niepokoi także struktura grudniowego indeksu. Poprawie w bieżącej aktywności towarzyszył bowiem wyraźny spadek subindeksu nowych zamówień, wciąż recesyjny odczyt miernika zatrudnienia oraz rosnące zapasy niesprzedanych produktów i silne pogorszenie koniunktury w eksporcie.
Lecz bezpośrednia reakcja na publikację tych danych była nawet umiarkowanie pozytywna. Po 40 minutach handlu indeks S&P500 zyskiwał pięć setnych procenta, zaś Nasdaq zyskiwał 0,1%. Niespełna 0,1% rósł także Dow Jones.
Inwestorów nie mogły też zadowolić dane z rynku pracy. Według raporty ADP w grudniu amerykańscy przedsiębiorcy zredukowali zatrudnienie o 84 tysiące, czyli o 9 tys. więcej niż prognozowano. Niemniej jednak listopadowy odczyt ADP był znacznie gorszy od oficjalnych danych Departamentu Pracy, co stwarza nadzieję, że podobnie będzie także teraz.
K.K.
























































