Dziennik pisze, że doktor Jacek Rychlik odbierając porody stosował, zamiast cesarskiego cięcia, zakazany chwyt Kristellera, naciskając na brzuch matki. W wyniku tego, 2,5-letnia Ania jest sparaliżowana, a 3-letnia Ola ma porażenie splotu ramiennego. Dziecko innej kobiety, której poród odbierał doktor Rychlik, zmarło po półtora roku. Doktora oskarżają nie tylko matki, których porody przyjmował. Jedna z pacjentek prywatnej kliniki lekarza, po przeprowadzonym przez niego zabiegu usuwania nadżerki, trafiła z krwotokiem do szpitala. Dopiero tam okazało się, że ma raka.
Jacek Rychlik twierdzi, że padł ofiarą nagonki pacjentek i kolegów lekarzy. Mówi, iż nie stosuje chwytu Kristellera. Spraw dyscyplinarnych się nie obawia.
Według "Rzeczpospolitej", korporacja wyjątkowo pobłażliwie patrzy na zawodowe wpadki doktora Rychlika. Gdy sąd lekarski orzekł, że jest on winny kalectwa 2,5-letniej Anii, ukarał go tylko pisemną naganą. "Rzeczpospolita" zauważa, że w przypadku lekarza, który nie jest zatrudniony na etacie w publicznym szpitalu, a jedynie ma prywatną praktykę, taka kara nie ma żadnego znaczenia.
iar/Rzeczpospolita/przym/dj
Źródło:IAR

























































