W tej rozgrywce mamy trzech graczy i zakładników. Gracze to: rząd, lekarze oraz aptekarze, a zakładnikami są oczywiście obywatele. Lekarze i aptekarze są między sobą w stosunkach neutralnie-przyjaznych, mają też wspólnego wroga - rząd. Rządowi teoretycznie zależy na zakładniku, bo to właśnie on może go ponownie wybrać, a lekarze i aptekarze wykorzystują sytuację, by walczyć o swoje prawa. Każda strona konfliktu ma swoje argumenty i żale. Strajkowali lekarze, strajkują aptekarze - może i rząd zacznie strajkować przeciwko strajkom, żeby zadość uczynić tej „nowej tradycji” załatwiania spraw?
Rząd
Rząd pragnie uszczelnić system refundacji, w związku z tym forsuje nową ustawę o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych. Ustawa (która jest tworem co najmniej bardzo skomplikowanym) pisana była rekordowo szybko, tak, aby zdążyć przed wyborami.
Lekarze
Lekarzom nie podobał się ustęp 8 artykułu 48 ustawy o refundacji, który to nakładał na nich groźbę osobistych kar finansowych w przypadku wypisania nieuzasadnionej recepty, niezgodnej z uprawnieniami świadczeniobiorcy lub takiej, która będzie niezgodna ze wskazaniami zawartymi w ustawie. Wcześniej takie kary były nakładane na pracodawcę, (czyli szpitale i przychodnie). Lekarze argumentowali swoje stanowisko brakiem gotowego systemu pozwalającego im identyfikować pacjentów bez opłaconego ubezpieczenia oraz tym, że klasyfikowanie stopnia refundacji recept nie należy do ich obowiązków.
Aptekarze
Wcześniej ustawa refundacyjna zawierała zapis, w którym apteki nie mogły odwoływać się od decyzji kontrolera nakładającego na nie kary - ten ustęp został poprawiony na korzyść aptekarzy. Po proteście lekarzy cała odpowiedzialność karna przeszła na aptekarzy - teraz właśnie oni będą karani za wydawanie refundowanych leków z recept, które są błędnie wypisane - to stało się głównym powodem spięcia. Do tego aptekarze żądają pełnej abolicji za wydawane leki podczas strajku lekarzy oraz zmiany przepisu dot. wydawania tańszych odpowiedników leków - obecne zdaniem Naczelnej Rady Aptekarskiej utrudniają tylko pracę.
Jak doszło do tej sytuacji?
We wrześniu 2010 roku projekt ustawy trafił do konsultacji społecznych - w tym momencie odbywały się negocjacje pomiędzy organizacjami reprezentującymi szpitale, aptekarzy oraz lekarzy. Co prawda już wtedy projekt budził kontrowersje wśród środowisk lekarskich, jednak nikt wtedy nie mówił o żadnych radykalnych krokach. Rząd przyjął projekt ustawy i trafiła ona do Sejmu. Na początku 2011 roku lekarze dostrzegli, że proponowana ustawa nakłada na nich możliwość kary finansowej, jak twierdzą nieproporcjonalnej w stosunku do winy. Pomimo tych głosów ustawa z nieszczęsnym ustępem 8 art. 48 przechodziła dalej - przez sejmową podkomisję zdrowa, sejmową komisję zdrowia oraz debatę w sali posiedzeń plenarnych.
Prace nad projektem ustawy były w znacznej mierze przyśpieszone - Platforma Obywatelska chciała zdążyć przed wyborami. Tym sposobem już w maju 2011 roku ustawa została przyjęta przez Sejm, a następnie podpisana przez prezydenta. Ustawa miała wejść w życie dopiero w styczniu 2012 roku - jednak dużo czasu zmarnowano, a problem buntujących się lekarzy został zlekceważony. W listopadzie i grudniu nastąpiła eskalacja problemu i lekarze w końcu zagrozili strajkiem. W ten sposób doszło do sytuacji, którą mogliśmy obserwować przez ostatnie tygodnie i którą obserwujemy nadal - strajk lekarzy i aptekarzy się rozpoczął.
Problematyczne limity refundacyjne
Mamy do czynienia z trzema możliwościami refundacji:
- 50% ceny leku
- 30% ceny leku
- stała cena ryczałtowa w wysokości 3,2 zł
Problemem okazało się to, że niektóre leki są refundowane w różnym stopniu w zależności od rodzaju dolegliwości pacjenta. Takich leków jest ok. 180, jednak przed poprawkami ustawy lekarze musieli wypisywać poziom refundacji dla każdego leku, nawet jeżeli miał tylko jeden poziom - a za ewentualny błąd mieli być karani finansowo. To doprowadziło do tzn. procesu „pieczątkowego” - na receptach pojawiała się formułka „Refundacja do decyzji NFZ”. W praktyce chorzy musieli płacić pełną cenę za refundowany lek.
Pozostałe „kwiatki” ustawy
Nowa ustawa wprowadza wiele kontrowersyjnych zagadnień - poza ustaleniem sztywnych cen zbytu leków (które według niektórych może prowadzić do korupcji) czy zakazu reklamowania się aptek - mamy zapisy, które w praktyce zdecydowanie utrudniają życie pacjentom. Przykładem może być opisywana przez „Rzeczpospolitą” kwestia zapisu nakazującego przepisywać refundowane leki zgodnie z ich wskazaniami zapisanymi podczas rejestracji produktu, a nie na podstawie wiedzy medycznej. Na dodatek, jak pisze „Rzeczpospolita”, wskazania rejestracyjne leków są dla lekarzy po prostu niedostępne.
Nowy minister, stary problem
Osoba odpowiedzialna za obecny kształt ustawy, była minister zdrowia Ewa Kopacz, obecnie pełni funkcję marszałka Sejmu. Stanowisko w resorcie zdrowia objął po niej Bartosz Arłukowicz. Co ciekawie, były poseł SLD, gdy był jeszcze w opozycji, krytycznie wypowiadał się na temat ustawy, którą sam ostatecznie wprowadził w życie. 17 marca 2011 roku mówił: _- Proponowane zmiany są próbą odgórnego sterowania rynkiem, które może spowodować drastyczny spadek liczby aptek i zablokowanie powstawania konkurencji na okres wielu lat. Teraz robi wszystko, żeby sytuację naprawić i uratować wizerunek Ministerstwa Zdrowia.
„Gdy się człowiek śpieszy, to diabeł się cieszy”
Czy całej tej afery można było uniknąć? Z pewnością. Tworzenie prawa nie powinno być nigdy ponaglane, a już szczególnie w sprawach tak ważnych, jak refundacja leków. Każda ze stron, czy to rząd, lekarze czy aptekarze, patrzyli na swoje interesy - i właściwie ciężko by było ich za to winić, gdyby nie fakt, że ta sprawa bezpośrednio wpływała na zdrowie i życie pacjentów. Pacjentów, którzy jak się po raz kolejny okazuje, nie są w stanie wyciągnąć jakichkolwiek konsekwencji za to, jak zostali potraktowani.
![]() | Raport Bankier.pl: Służbę zdrowia toczy choroba |
Obecnie dr Grzegorz Kucharewicz, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, zawiesił „ze względu na dobro pacjenta” protest polegający na zamykaniu aptek między godziną 13 a 14. Aptekarze kontynuować będą natomiast rygorystyczne sprawdzanie recept i odsyłanie pacjentów z kwitkiem przy najmniejszym błędzie. Ma to związek z pojawieniem się Bartosza Arłukowicza na piątkowym (21.01.2012) Krajowym Zjeździe Aptekarzy i deklaracją, że NIA już od poniedziałku może wraz z ministerstwem pracować nad nowymi rozporządzeniami do ustawy. Dialog pomiędzy wszystkimi zainteresowanymi to naprawdę świetny pomysł – szczególnie podczas tworzenia przepisów, a nie po ich publikacji. Ostatecznie rządowa recepta na służbę zdrowia została odrzucona zarówno przez aptekarzy, jak i lekarzy – stwierdzili oni, że została źle wypisana. Płacą za to pacjenci – pełną stawkę.
Marcin Świerkot
Bankier.pl



























































