Inwestujący w ropę nie mają ostatnio szczęścia. Podczas gdy notowania miedzi, złota czy srebra poprawiają wielomiesięczne maksima, to ropa naftowa dryfuje w dół. W czwartek do południa cena baryłki ropy Brent spadła do 77,12 dolarów i była o 1% niższa niż w środę. Jeszcze niżej notowany jest surowiec pochodzący z Teksasu, za którego baryłkę trzeba zapłacić 74,04 USD, czyli aż o trzy dolary mniej niż za ropę w Europie.
Dzisiaj główną przyczyną przeceny czarnego surowca były narastające obawy o stan globalnej koniunktury gospodarczej. Inwestorów zmartwiły głębsze od oczekiwań spadki indeksów PMI dla Niemiec i całej strefy euro. Choć wskaźniki te wciąż sygnalizują ożywienie gospodarcze na Starym Kontynencie, to jego tempo z miesiąca na miesiąc jest coraz słabsze.
Kiepsko prezentuje się też popyt na paliwa w Stanach Zjednoczonych, które konsumują blisko jednej czwartej światowej produkcji ropy. W zeszłym tygodniu komercyjne rezerwy surowca zwiększyły się o blisko milion baryłek, choć analitycy spodziewali się spadku zapasów z powodu mniejszych dostaw z Kanady wywołanych awarią rurociągu.
Choć przyrost zapasów można było tłumaczyć zwiększonym importem, to jednak równocześnie zmniejszyło się konsumpcja benzyny, a zapasy tego paliwa osiągnęły najwyższy poziom od marca.
K.K.


























































