Zarzuty prokuratury federalnej USA wobec szefa Fed Jerome'a Powella są postrzegane jako presja administracji Donalda Trumpa na amerykański bank centralny; jeśli Fed ugnie się, obniży stopy procentowe, a inflacja wzrośnie, to ucierpi też reszta świata - ocenia we wtorek Reuters.


Prezydent Trump oznajmił, że dane na temat inflacji udostępnione we wtorek są bardzo dobre i wykorzystał to, by ponownie wezwać Powella do „znaczącego” obniżenia stóp procentowych.
Reuters zastrzega jednak, że dane te wskazują, iż ceny w grudniu rosły, toteż oczekuje się powszechnie, że Fed pozostawi stopy procentowe na niezmienionym poziomie.
ReklamaZobacz także
Widmo przegrzania gospodarki i eksport inflacji
Agencja podkreśla, że zważywszy na to, iż inflacja utrzymuje się na poziomie powyżej celu wyznaczonego przez Fed, obniżenie stóp może sprawić, że gospodarka się „przegrzeje”, inflacja zacznie rosnąć, a następnie - przez połączone systemy finansowe - przeniesie się do innych krajów, gdzie banki centralne będą miały duże trudności z jej opanowaniem.
Ponadto podważenie zaufania do Fed doprowadzi do niestabilności na globalnych rynkach finansowych, a z czasem może wystraszyć inwestorów, co przełoży się na tąpnięcie na Wall Street.
„Rządy widocznej ręki” i kalkulacje wyborcze
Reuters nazywa politykę gospodarczą Trumpa rządami „widocznej ręki”, co jest nawiązaniem do teorii Adama Smitha, głoszącej, że do ogólnego materialnego dobrostanu przyczynia się „niewidzialna ręka” wolnego rynku.
Agencja ocenia, że wzmożone naciski Trumpa na Fed, i inne próby ręcznego sterowania gospodarką, takie jak proponowane obniżenie dopuszczalnej wysokości oprocentowania kart kredytowych, czy skupowanie przez rząd obligacji powiązanych z kredytami hipotecznymi, by obniżyć koszty takich pożyczek, to ofensywa administracji podjęta z myślą o nadchodzących wyborach środka kadencji prezydenckiej.
Trump liczy bowiem na to, że jeśli wyborcy będą postrzegać jego politykę jako obliczoną na obniżenie kosztów życia, to Republikanie będą mieli większe szanse na zwycięstwo w wyborach do Kongresu. Reuters podkreśla jednak, że taka „popularna” polityka wyborcza na dłuższą metę nie oznacza rozsądnej polityki gospodarczej.
Finansjera i nobliści murem za Powellem
Wcześniej we wtorek szefowie banków centralnych dziewięciu państw oraz Europejskiego Banku Centralnego (EBC) i Banku Rozrachunków Międzynarodowych we wspólnym oświadczeniu wystąpili w obronie prezesa Rezerwy Federalnej i niezależności kierowanej przez niego instytucji.
Wkrótce potem jeden z najbardziej wpływowych finansistów w USA, szef banku JPMorgan Chase Jamie Dimon oznajmił, że „wszyscy wierzą w (konieczność) niezależności Fed”, a on sam ma „wielki szacunek” dla Powella.
Zarzuty prokuratorskie tłem sporu
Sam Powell poinformował w niedzielę, że prokuratura federalna prowadzi przeciwko niemu śledztwo dotyczące złożenia rzekomo fałszywych zeznań przed komisją badającą koszty remontu budynków Rezerwy Federalnej. Zarzucił administracji Trumpa, że śledztwo jest pretekstem, by zaatakować go w związku z decyzjami podejmowanymi przez Fed w sprawie stóp procentowych.
Rezerwa Federalna (Fed) jest uznawana za jedną z najważniejszych finansowych instytucji świata, jak napisał na swym blogu ekonomista i laureat Nagrody Nobla Paul Krugman. Potęga Fed musi być chroniona przed nadużyciami polityków, zwłaszcza takich jak Donald Trump - dodał.
Trump domagał się od dawna obniżenia stóp procentowych, by pobudzić gospodarkę. Obniżenie stóp procentowych jest bodźcem dla rozwoju gospodarczego, ale niesie ryzyko wzrostu inflacji.
Bank centralny USA ustala politykę monetarną wpływając na krótkoterminowe stopy procentowe i ogólne warunki finansowe, by realizować swe dwie misje: chronić gospodarkę przed inflacją i zapewniać jak najpełniejsze zatrudnienie - czytamy na portalu Rezerwy Federalnej. Kroki podejmowane przez Fed wpływają często na decyzje innych banków centralnych, mają też błyskawiczne przełożenie na rynki kapitałowe. (PAP)
fit/ ap/




























































