Zazwyczaj schowany w cieniu bardziej „medialnych” surowców nikiel, ostatnio nie znika z pierwszych stron gazet. Obecnie za sprawą spadku cen.
Dziś za tonę niklu na Londyńskiej Giełdzie Metali trzeba zapłacić 18 860 dolarów. To o 10% mniej niż jeszcze przedwczoraj, gdy tona kosztowała ponad 21 000 dolarów. Jest to największy spadek cen niklu od 31 miesięcy.
Mimo ostatnich spadków, nikiel wciąż dał w tym roku zarobić ponad 26%.
Jak sugeruje Bloomberg, właśnie obserwujemy koniec rajdu na rynku niklu, który skutkował wzrostem cen o 57%. Przyczyną tak silnej zwyżki cen są obawy o pojawienie się niedoboru niklu, co było reakcją na blokadę eksportu metalu zarządzoną przez władze Indonezji, a także napięta sytuacja na linii Ukraina-Rosja – największym producentem niklu jest rosyjski koncern Norylski Nikiel. Do tego doszła informacja o tymczasowym wstrzymaniu wydobycia w należącej do firmy Vale kopalni Goro w Nowej Kaledonii.
/mz


























































