Kwietniowa badanie nastrojów konsumenckich pokazało zdecydowany wzrost oczekiwań inflacyjnych gospodarstw domowych. Taka postawa konsumentów wpisuje się w narrację o spodziewanym przyspieszeniu inflacji cenowej w drugiej połowie 2024 roku.


W kwietniu wskaźnik oczekiwań inflacyjnych podniósł się do 21,8 punktów względem 14,2 pkt odnotowanych w marcu – poinformował Główny Urząd Statystyczny. To najwyższy odczyt od roku. Co więcej, był to nie tylko trzeci z rzędu wzrost tego wskaźnika, ale był on najmocniejszy od marca 2022 roku. Czyli miesiąca, gdy energetyczny szok wynikający z rosyjskiej inwazji na Ukrainę doprowadził do skokowego wzrostu cen paliw, węgla i żywności.
Teraz sytuacja jest diametralnie inna. Dwa lata temu inflacyjna fala była dopiero w połowie drogi na szczyt. Ówczesne nasilenie się oczekiwań inflacyjnych miało miejsce z już wcześniej wysokich poziomów i było efektem zdarzeń trudnych do przewidzenia i przygotowania się. Teraz gusowski wskaźnik oczekiwań zaczyna szybko rosnąć z najniższych od lat poziomów. Także sam wskaźnik cen dóbr konsumpcyjnych (CPI) w marcu odnotował najniższy roczny przyrost od trzech lat.
Wyższym oczekiwaniom inflacyjnym trudno się dziwić, skoro konsumenci zobaczyli w sklepach pierwsze (i daleko niepełne!) efekty powrotu 5-procentowej stawki VAT na żywność. Po drugie, od niedawna już wiedzą o ile od lipca wzrosną ich rachunki za energię elektryczną (ale tego jeszcze nie wiedzieli w momencie odpowiadania na pytania ankieterów GUS-u). Na to nakładają się najwyższe od sierpnia ubiegłego roku ceny benzyny oraz wciąż bardzo wysoki (rzędu 6-7%) wzrost cen usług.
Zatem majowy odczyt oczekiwań inflacyjnych konsumentów zapewne będzie jeszcze wyższy od kwietniowego. W tym momencie można wyrzucić do kosza wszelkie raporty zwracające uwagę na „obniżające się oczekiwania inflacyjne” w społeczeństwie. Warto też pamiętać, że niższa inflacja wcale nie oznacza spadku cen. Tylko to, że rosną one wolniej niż przez poprzednie szalone dwa lata.
Konsumenci kontra ekonomiści
W kwietniowym badaniu mocno wzrósł odsetek respondentów oczekujących szybszego wzrostu cen w następnych 12 miesiącach. Wyniósł on 12,42% wobec 7,12% w marcu i był najwyższy od 15 miesięcy. Ubyło też wierzących w to, że ceny będą rosły wolniej niż dotychczas. W rezultacie blisko 75% ankietowanych stoi na stanowisku, że w kolejnych 12 miesiącach nastąpi wzrost cen. Jeszcze na początku roku odsetek ten nie przekraczał 70%. To jednak wciąż mniej niż między jesienią ’21 a wiosną ’23, gdy ponad 80% respondentów spodziewało się wzrostu cen.
Warto przy tym wziąć poprawkę na fakt, że metodyka sporządzania gusowskiego wskaźnika oczekiwań inflacyjnych obarczona jest sporą wadą, albowiem przy jego obliczaniu pomijani są respondenci, którzy spodziewają się wolniejszego wzrostu cen. A przecież oni także spodziewają się inflacji, tyle że niższej od obecnej. Są to więc ludzie, którzy jak najbardziej prezentują oczekiwania inflacyjne, ale ich odpowiedzi zostały pominięte.
Już wiadomo jakie podwyżki cen prądu od lipca (ok. 21%).
Teraz to już nawet prognozy 6% inflacji na koniec roku przeżywają trudne chwile.
My widzimy inflację w grudniu 2024 na ok. 4% r/r.— Analizy Pekao (@Pekao_Analizy) April 17, 2024
Kwietniowe dane o nastrojach konsumentów stoją w poprzek narracji prowadzonej przez większość ekonomistów. Ci generalnie spodziewają się względnie niskiej inflacji w perspektywie kolejnych miesięcy. Sceptycy mówią o 6%, a optymiści nawet o 4% inflacji CPI na koniec 2024 roku. Cel iście ambitny, jeśli do cen „niebazowych” (tj. paliwa, energia, żywność) dodamy wciąż galopujące wzrosty cen wielu usług oraz dopiero kiełkujący boom konsumpcyjny wywołany potężną podwyżką płacy minimalnej, wynagrodzeń w sferze budżetowej oraz hojnym zasiłkom socjalnym i programom stymulującym kredyt mieszkaniowy.
Zatem druga połowa roku w polskiej gospodarce zapowiada się ekscytująco. Obóz dezinflacyjny będzie miał trudnego przeciwnika w postaci przeważających sił proinflacyjnych. Póki co pozostaje nam obserwować statystyki makroekonomiczne i liczyć na to, że letnio-jesienne przyspieszenie inflacji nie będzie aż tak bolesne dla naszych portfeli.
























































