Nowojorskie indeksy spadły drugą sesję z rzędu. I to spadły bardzo mocno – bo po przeszło 4%. Na Wall Street zaczęły przeważać opinie, że zanim będzie lepiej, będzie jeszcze znacznie gorzej. I patrząc na statystyki epidemiologiczne trudno się tym opiniom dziwić.


Liczba oficjalnie potwierdzonych zakażeń chińskim koronawirusem wciąż rośnie wykładniczo. Stan na środowy wieczór to 911,3 tys. chorych i 45,5 tys. zmarłych. Z tego na same Stany Zjednoczone przypadało 203,6 tys. potwierdzonych przypadków Covid-19 oraz niemal 4,5 tys. zgonów. Wrażenie robi przede wszystkim tempo ekspansji koronawirusa w USA, znacznie szybsze niż w Europie.
W ślad za rosnącą liczbą zgonów wywołanych przez Covid-19 idą ograniczenia podstawowych wolności obywatelskich, co paraliżuje gospodarkę. W Europie Zachodniej stoi już praktycznie wszystko z wyjątkiem dostaw żywności i energii, a niedługo podobny scenariusz zapewne będziemy przerabiać w Stanach Zjednoczonych.
Potwierdzeniem tych obaw był marcowy raport koniunktury dla amerykańskiego przemysłu. Sam wskaźnik ISM osunął się z 50,1 pkt. do 49,1 pkt., sygnalizując tylko lekki spadek aktywności (znacznie płytszy niż w przypadku oczekiwanych przez rynek 45 pkt.). Tyle tylko że fatalnie wypadły subindeksy nowych zamówień (spadek z 49,8 pkt. do 42,2 pkt.) oraz zatrudnienia (obniżka z 46,9 pkt. do 43,8 pkt.). Jeśli dodatkowo skorygować te dane o błędnie pozytywny sygnał w postaci wydłużenia czasu dostaw (czyli w tym przypadku zakłóceń w łańcuchu dostaw), to wyłania się z tego obraz głębokiej recesji. Z kolei raport ADP pokazał, że jeszcze przed głównym uderzeniem fali lockdownów amerykański prywatny biznes zaczął redukować liczbę pracowników.
Pod wpływem takich informacji trudno się dziwić, że stery rynku znów przejęły niedźwiedzie. „To będzie najgorsza bessa w moim życiu” – powiedział Jim Rogers, dawny wspólnik Geroge’a Sorosa w legendarnym Quantum Fund. „To nie jest czas na granie bohatera” – wtórował mu Soren Thorup Sorensen, szef Kirkbi Group. „Sądzę, że w kwietniu powtórzymy coś przypominającego tą panikę z poprzedniego miesiąca” – dodał Jeffrey Gundlach z DoubleLine.
Skoro nawet takie rynkowe tuzy szykują się na długą i głęboką bessę, to sytuacja zapewne jest daleka od powrotu do normalności. Tym bardziej, że rynek raczej nie zdążył „przetrawić” nadchodzącego załamania gospodarczego w ciągu zaledwie miesiąca panicznych spadków. Po tej pierwszej fazie paniki w drugiej połowie marca przyszła rachityczna nadzieja, która teraz powoli pęka.
W środę Dow Jones zaliczył blisko 1000-punktowy spadek, tracąc 4,44%. S&P500 zaliczył utratę przeszło stu punktów, obniżając się o 4,41%. Nasdaq Composite po utracie również 4,41% znalazł się na poziomie 7 306,78 pkt. Był to pierwszy krok w stronę przetestowania marcowych minimów, do których jednak droga wciąż jest daleka (S&P500 musiałby spaść jeszcze o 12%).
Nawet prezydent Donald Trump – przez złośliwych nazywanych cheerliderką poprzedniej hossy – ogłosił, że Amerykanów czekają dwa „bolesne” tygodnie. Prognozy epidemiologów mówią, że w Stanach Zjednoczonych na Covid-19 może umrzeć w tym roku 100-240 tys. ludzi. Szczyt zakażeń w ma przypaść w okolicach świąt wielkanocnych.
Krzysztof Kolany


























































