- Sama nazwa "Mieszkanie Plus" mogłaby sugerować, że mamy do czynienia z programem, który ma same plusy, a nie ma minusów. Trochę za wcześnie, aby to stwierdzić. Na pewno największą wartością nowej polityki mieszkaniowej rządu, jest sam fakt, że po kilkunastu latach przerwy nasze władze postanowiły pochylić się nad potrzebami wielomilionowej grupy Polaków, której nie stać na mieszkanie - mówi Jarosław Jędrzyński z portalu RynekPierwotny.pl.


- Z tego punktu widzenia jest to dobry pomysł. Pojawiają się jednak głosy, że państwo powinno stwarzać nowe możliwości i warunki rynkowe dla rozwoju tych form budownictwa, które zostały zaniedbane: budownictwo komercyjne na wynajem, spółdzielcze, czynszowe czy komunalne. Natomiast władze przyjęły rolę dewelopera, który ma budować sam jeśli nie setki, to dziesiątki tysięcy mieszkań. W dodatku rząd komunikuje stawki wynajmu i koszty wybudowania, które są nieadekwatne do poziomów rynkowych. To z kolei może powodować w pewnej perspektywie silną presję cenową na rynku - mówi Jędrzyński.
- To może wywołać w świadomości Kowalskiego stereotyp, że drogo już było, teraz powinno być tylko taniej na rynku nieruchomości. W związku z tym możemy mieć do czynienia ze sztucznym spadkiem cen na rynku nieruchomości. Może się okazać, że program "Mieszkanie Plus" jest pewną formą interwencjonizmu państwowego na poziomie cenowym, co może mieć negatywne skutki nie tylko dla rynku nieruchomości, ale też całej gospodarki - ocenia Jędrzyński.
Rozmawiała Anna Drozd
Potrzebne, choć nierealne – deweloperzy nie boją się "Mieszkania Plus"

Deweloperzy oceniają, że program "Mieszkanie Plus" to krok w dobrą stronę. Dodatkowo nie powinien on zaszkodzić prywatnym firmom działającym w tej branży. Nie jest on jednak pozbawiony wad, które psują nieco jego odbiór.


























































