WAŻNE

Mama, tata, dziecko, praca. Nie do pogodzenia?

Katarzyna Waś-Smarczewska2020-01-07 06:00redaktor Bankier.pl
publikacja
2020-01-07 06:00

Pracuj tak, jakbyś nie miał dzieci, i bądź dla dziecka takim rodzicem, który nie myśli o tym, że rano trzeba iść do pracy - żartują sobie na forach internetowych rodzice małych dzieci. Pośmialiśmy się. A teraz czas na łzy.

– Doba jest za krótka na pełen etat i pełne zaangażowania rodzicielstwo – żali się Agnieszka, mama. – Ideałem byłaby praca na pół etatu, ale to nie jest dziś popularne. Szefowa powiedziała mi, że będzie musiała zatrudnić na drugą połówkę kolejną osobę i jej koszty rosną. Dała mi do zrozumienia, że się rozstaniemy, jeśli będę na to naciskać – opowiada mi inna matka.

Współczesnych młodych rodziców określa się niekiedy mianem parenialsów (parents, czyli rodzice + millennialsi, pokolenie urodzone w latach 80. i  90., uważane za roszczeniowe). To właśnie ta grupa jako pierwsza od lat mówi głośno o tym, że ciężko pogodzić pracę z wychowaniem dzieci. Przesadza?

Trudne powroty z "macierzyńskiego"

– Nie mogę nie pracować, bo nas na to nie stać. Mamy kredyt na mieszkanie. Nic wielkiego, 2 pokoje z rynku wtórnego w wielkiej płycie – pisze na forum dla rodziców Agnieszka. – A po pracy jestem tak zmęczona, że tylko modlę się, żeby nikt nic ode mnie nie chciał. Funkcjonuję trochę jak automat: podaje dzieciom obiad, włączam im bajki, pozwalam się bawić, jak chcą, żeby tylko móc chwilę odsapnąć – żali się. I znajduje zrozumienie wśród innych osób na tym forum.

/ Shutterstock

48 proc. kobiet po urlopie macierzyńskim (medal za poczucie humoru dla autora tego określenia) wraca do pracy dlatego, że sytuacja finansowa rodziny nie pozwala tylko na pozostanie z dzieckiem - wynika z  badania „Rodzice w pracy” przeprowadzonego przez Pracuj.pl. Pociecha trafia wtedy do żłobka, niani albo opiekę nad nią przejmują dziadkowie i rodzina zaczyna logistyczną batalię o swój work-life balance. 

Powrót w zawodowe tryby nie jest łatwy. Fora internetowe są pełne próśb młodych matek o wsparcie i pytań o poradę, jak psychicznie udźwignąć powrót do pracy i rozstanie z dzieckiem, które oddajemy pod opiekę obcym (lub dziadkom) na wiele godzin. Jest strach o to, czy obcy ludzie zajmą się dzieckiem właściwie, ale i o to, czy babcia lub dziadek, wszak nie pierwszej już młodości, dadzą sobie fizycznie radę z zaczynającym właśnie chodzić szkrabem. Jest też strach o to, co czeka matki w firmie, z którą de facto przez rok nie miały takiej styczności, jak pozostali pracownicy.

4 na 10 polskich matek badanych przez Pracuj.pl boi się, że nie będą mogły efektywnie pracować po długiej przerwie. Jeszcze więcej kobiet uważa, że w powrocie będzie im przeszkadzać rozłąka z dzieckiem (42%). Jednak niemal równie często respondentki cieszą się wizją powrotu do pracy (39%).

Domowa logistyka - kto się czym zajmuje i skąd się biorą problemy?

– Życie pracującego rodzica małego dziecka to praca na dwa etaty. Ten w firmie i ten “po pracy”. Musisz być ciągle na tzw. standbayu, być ciągle czujnym, żeby nic się nie stało, o niczym nie zapomnieć (zbyt często, hehe), nic nie zawalić. Często się o to z żoną sprzeczamy, bo jesteśmy wyczerpani fizycznie i wtedy nietrudno o spięcie – mówi Karol, który wychowuje z żoną (pracującą na etacie) 4-letniego Jasia i prowadzi własną firmę. – A i tak teraz, przy 4-letnim dziecku, jest już o wiele prościej niż przy maluchu. I mamy doświadczenie – dodaje.

– Ale tatusiom wybacza się więcej i wydaje mi się, że jest nam łatwiej – dodaje przysłuchujący się nam Kamil, tata 2-latki. Kiedy tylko moja żona wychodzi na dłużej lub wyjeżdża, do pomocy stawia się połowa rodziny, bo przecież pewnie nie dam rady - śmieje się. – Teściowa przynosi obiad, teść pomaga zawozić i odbierać ze żłobka. Ludzie na mieście uśmiechają się i zagadują małą, gdy płacze, chcą pomóc. A mojej żonie nie raz rzucili w sklepowej kolejce: “Co z ciebie za matka, że własnego dziecka nie potrafisz uspokoić”. Ja to widzę, ale nie wiem, jak z tym walczyć – kończy.

Stałą pracę ma 61 proc. matek i 87 proc. ojców w Polsce - wynika z badania Family Power, które zrealizowała agencja IQS. Poza opieką nad dziećmi, którymi najczęściej zajmują się matki (60 proc. matek versus 13 proc. ojców), to na matkach także ciąży większość obowiązków domowych, niezależnie od aktywności zawodowej poza domem. Prace, które wykonują w domu kobiety o co najmniej 10 p.p. częściej niż mężczyźni, to m.in. pranie, gotowanie, sprzątanie kuchni i łazienki czy opieka nad domowymi zwierzętami. Panowie deklarują, że na ich głowie pozostaje tankowanie i serwisowanie samochodu oraz drobne naprawy w domu. “Obiecał, że powiesi tę półkę? To nie trzeba mu przypominać co dwa lata” - żartują piszący na forum dla rodziców.

"Najmniej obciążeni w naszych domach są nasi najmłodsi domownicy. Tylko 12 proc. dzieci w ciągu ostatniego miesiąca była odpowiedzialna za ścielenie łóżek, a 11 proc. odkurzało mieszkanie. Nie dziwi więc, że rodzicom często towarzyszy poczucie braku kontroli (65 proc. kobiet i 51 proc. mężczyzn) i przeciążenie (58 proc. kobiet i 48 proc. mężczyzn)" – komentuje Katarzyna Krzywicka-Zdunek, autorka badania Family Power.

Badane przez Pracuj.pl Polki dostrzegają jednocześnie, że kompetencje zdobywane w związku z obowiązkami rodzica (organizacja czasu, wielozadaniowość) są dla nich przydatne przy wykonywaniu obowiązków zawodowych - twierdzi tak blisko co druga matka (48%).

Tylko 43 proc. osób opiekujących się dziećmi korzysta ze żłobków, przedszkoli czy opieki niań

W Polsce opiekę nad dzieckiem lub osobą starszą sprawuje 8,6 miliona osób, a aż 7 milionów z nich stanowi ta pierwsza grupa. Ze żłobków, przedszkoli czy opieki niań korzysta jednak wyłącznie 43,5 proc. z nich. To niewiele. 3,8 miliona osób deklaruje, że takiej pomocy nie potrzebuje, bo jest w stanie zrobić to samodzielnie. Dla 370 tysięcy rodziców powodem jest jednak brak dostępu do placówek w najbliższej okolicy. 125 tysięcy respondentów przyznało, że działające w okolicy placówki zajmujące się opieką są złej jakości.  

Dla porównania, na 26 proc. kobiet, dla których opieka nad dzieckiem wpływa na karierę zawodową, to samo deklaruje tylko 9 proc. mężczyzn. Dla ogółu dziecko nie jest jednak przeszkodą w ich ścieżce zawodowej, zadeklarowało to 83 proc. badanych, chociaż to kobiety są grupą, która dla dziecka zrobiła w pracy ponad miesięczną przerwę. Z danych podanych przez GUS jest to aż 6,7 miliona kobiet, co stanowi ponad 97 proc. Takich mężczyzn było natomiast zaledwie 197 tysięcy.

GUS, Badanie „Praca a obowiązki rodzinne”

Sfrustrowana pracująca rodzina

Justyna pracuje w księgowości średniej wielkości firmy w dużym mieście i wspólnie ze swoim mężem wychowują 2,5-letniego syna. Mieszkają w niewielkiej miejscowości. – Dojazd plus praca to 10-11 godzin poza domem. Nie ma szans, żebyśmy zdążyli z mężem odebrać syna do 16:30, kiedy zamykają żłobek, więc pomaga moja mama. Wieczorem mamy dla siebie i syna ok. 2 godzin, bo mały musi iść spać w okolicach 20. Bardzo źle czuję się z tym, że spędzam z nim tylko te 2 godziny dziennie. A kiedy zaśnie, musimy jeszcze z mężem ogarnąć mieszkanie, posiłki na kolejny dzień itd. Nic specjalnego, po prostu codzienność rodzica. Ale wykańczająca i czasami frustrująca.

Pomoc babć i dziadków, choć nieoceniona, nie jest dziś dostępna na taką skalę, jak kiedyś. Dziadkowie coraz częściej albo mieszkają daleko, albo jeszcze pracują, więc są tylko gośćmi. Dorota Peretiakowicz, psycholożka, współautorka badania Family Power, w wywiadzie dla pisma “Uroda Życia” mówi: “Bardzo głęboko zakorzenił się u nas amerykański system »rodziny nuklearnej«, czyli mama, tata, dzieci i nikt poza tym. (...) Dzisiejsze rodziny są bardzo samotne Nie ma cioć, stryjów, naturalnej »wioski«, która kiedyś wychowywała dziecko.” Zatem zawożenie czy odbieranie z placówek czy zajęć dodatkowych obciąża w 100 proc. rodziców.

Work - life balance - pomysły z ostatnich lat

  • “godzina dla rodziny”, możliwość skrócenia o godzinę czasu pracy jednego z rodziców dziecka w wieku poniżej 15 roku życia, pomysł PSL - więcej>>
  • skrócenie czasu pracy do 35 godzin dla wszystkich, pomysł partii Razem - więcej>>
  • społeczna akcja “Dwie Godziny dla Rodziny", część pracodawców zarządza wtedy krótszy dzień pracy w swoich firmach - więcej>>

– Mamy z żoną tak ułożony plan dnia i tygodnia, że niemalże odfajkowujemy wypełnione zadania z uczuciem ulgi. Dziś ty prowadzisz Jasia do przedszkola, ja go odbieram, w drodze powrotnej robię zakupy. Obiad mamy jeszcze z niedzieli, ale jutro już trzeba zaplanować przygotowanie kolejnego posiłku. Na szczęście dzieci mają to zapewnione w przedszkolu, więc musimy zadbać tylko o kolację dla niego - mówi mi Grzegorz. I zaznacza, że choroba któregoś z członków rodziny burzy ten plan w jednej sekundzie. – Trzeba się wtedy szybko przeorganizować. Bez dziadków i babć byłoby ciężko - dodaje.

Nadzieję dla młodych rodziców dają ci z dłuższym stażem. Z ich wypowiedzi wynika, że z czasem, gdy pociechy stają się bardziej samodzielne, wszystko powoli "wraca do normy". Czterolatka nie trzeba już zabawiać i nie spuszczać z oczu, żeby nie nabił sobie guza. Można w tym czasie odpoczywać, gotować obiad, sprzątać, jednocześnie współuczestnicząc w zabawie. Z pewnością daje to większy komfort i spokojniejszą głowę. "Chociaż taki maluch z przedszkola jeszcze sam nie wróci, niestety" – śmieje się Wojtek, tata 4,5-letniego Igora.

Ważna rola taty

Bardzo mocno zmieniła się rola ojców w ostatnich latach. Niegdyś obecni byli w domu rzadko i zmęczeni po pracy zasiadali w fotelu z gazetą, matki zaś pilnowały, by dzieci zanadto nie przeszkadzały tacie w odpoczynku. Psychologowie zwracają uwagę, że dziś ojcostwo zmieniło swoje oblicze - ojcowie nigdy nie byli tak blisko swoich dzieci jak dziś. 

Mimo że zmieniło się tak wiele i dookoła widać mnóstwo zaangażowanych w wychowanie dzieci ojców, sporo jest jeszcze do zrobienia. Z badań opublikowanych przez OECD w 2010 roku wynika, że polscy tatusiowie średnio spędzali z dzieckiem 40 minut dziennie. Tylko tyle wystarczyło, byśmy jako kraj znaleźli się na 12. miejscu spośród 21 badanych państw. Za nami znaleźli się m.in. Niemcy czy Francuzi. 

Jednak te 40 minut to czas… deklarowany. Dlatego też brytyjscy naukowcy postanowili zbadać, jak długo w ciągu dnia uwaga ojców jest skupiona tylko i wyłącznie na dziecku. A to znaczy - bez zerkania w telefon, gdy dziecko obok rozkłada pilot do telewizora na czynniki pierwsze, stania obok, gdy dzieci bawią się na placu, zamiast wspólnej zabawy, lub po prostu przebywania w tym samym pokoju, w którym są maluchy. Wynik? 40 sekund. 

40 minut opieki taty nad dzieckiem dziennie i 40 sekund uwagi / fot. Sergii Sobolevskyi / Shutterstock

Podobne badanie w 2009 roku zrealizowało Centrum Rozwoju Zasobów Ludzkich. Z raportu „Godzenie ról rodzinnych i zawodowych kobiet i mężczyzn. Badania jakościowe gospodarstw domowych” wynikało, że średnia liczba minut poświęcona przez ojca na opiekę nad dzieckiem (zabawę, wspólne zajęcia) wynosi jedynie – 32 minuty dziennie. Pozostaje mieć nadzieję, że w ciągu ostatnich 10 lat sporo zmieniło się na korzyść ojców.

"Chciałaś mieć dziecko, to teraz nie narzekaj"

Dorota Peretiakowicz zauważa, że “w dzisiejszym społeczeństwie młoda mama nie jest nikim wyjątkowym, dlatego nikt nie zamierza traktować jej na specjalnych prawach. To tylko ona czuje, że jest w  "wyjątkowej sytuacji". I dodaje, że “mimo programów wsparcia rodziny, rodzice wcale nie mają poczucia, że państwo czy społeczeństwo im pomaga.” Sytuacja służby zdrowia, problemy w szkolnictwie, brak żłobków i przedszkoli czy niepłacone alimenty nie pomagają. Chociaż państwo twierdzi, że wspiera, bo jest 500+.  

“Podczas naszych badań widziałam dużą frustrację i bezsilność u badanych rodziców. Matki słyszą od społeczeństwa: „Dostałaś już od nas dużo, więc się ciesz” - mówi Peretiakowicz. I zwraca uwagę na to, że współczesnych młodych rodziców określa się niekiedy mianem parenialsów (parents, czyli rodzice + millennialsi, pokolenie urodzone w latach 80. i  90., uważane za roszczeniowe). To właśnie ta grupa jako pierwsza od lat mówi głośno o tym, że ciężko pogodzić pracę z wychowaniem dzieci. Nie tyle, że im samym jest ciężko, ale ogólnie, że jest to problem dotyczący większości rodziców w różnych czasach. I że społeczeństwo nie życzy sobie, żeby się rodzice skarżyli. “Chcieliście mieć dzieci, to się teraz męczcie i nie płaczcie” - takie komentarze można usłyszeć dosyć często.

Peretiakowicz zauważyła w pokoleniu parenialsów jeden nowy problem. “Dopóki nie było dziecka, to mężczyzna i kobieta byli równi. A po porodzie nagle się okazuje, że kobieta zostaje sama z rodzicielskimi problemami. Jasno to widać w naszych badaniach. Kończą się szumne hasła o wolności wyboru, o tym, że jesteśmy paniami swojego losu.” Te, które się skarżą, są od razu przywoływane do porządku przez grupę innych rodziców, głównie matek, która mówi: “Dlaczego masz mieć lepiej od nas? Cierp tak jak my”. I dlatego właśnie każdy niepytany pozwala sobie na komentowanie wszystkiego, co się wiąże z wychowywaniem cudzych dzieci. Jest to tak nagminne, że bardzo trudno puszczać to mimo uszu. Kilkanaście razy dziennie, codziennie, przez kilka lat. 

Istnieje również termin wypalenia rodzicielskiego, a z badań wynika, że może on dotyczyć od 2 do 12% populacji. Skąd się bierze? Powstaje, gdy nakładają się na siebie niemożliwość zaspakajania własnych podstawowych potrzeb (bo trzeba przede wszystkim skupić się na dziecku), osamotnienie i wysokie oczekiwania społeczne. Wpływa ono negatywnie zarówno na pracę, jak i na podejście do dziecka, a w efekcie w żadnej z tych sfer nie jest dobrze.

A jednak nie wszystkim jest ciężko?

W maju 2019 roku opublikowaliśmy wyniki badania GUS-u „Praca a obowiązki rodzinne”, w którym wzięło udział prawie 23 tys. osób w wieku 18-64 lata. W tej grupie 37,3 proc. (8 574 tys.) zadeklarowało, że opiekuje się własnymi dziećmi poniżej 15 roku życia bądź innymi członkami rodziny w wieku 15 lat i więcej wymagającymi opieki. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że dla prawie 70 proc. osób pracujących łączenie pracy zawodowej i opieki nad innymi nie stwarzało trudności. Dla większości również sprawowanie opieki nad dziećmi nie miało żadnego wpływu na ich sytuację zawodową. 

“W badaniu uczestniczyli bezrobotni single mieszkający z rodzicami :D” - żartował wtedy w komentarzach a-zet. “Bzdury i abstrakcja (...) Każdy kto ma dzieci, wie, jak trudno jest pogodzić rodzinę z pracą czy to na etacie czy ramach działalności. A z badania bije sielanka. Brak słów. Z moich obserwacji max. 30% radzi sobie z tym problemem w sposób satysfakcjonujący, reszta ma problem, czasem bardzo duży” - pisał jelonek1.

Urzędnicy szukają rozwiązań

"W życiu każdego państwa, które chce się rozwijać, rodzina musi mieć centralne miejsce, ponieważ tam powstaje ten podstawowy zaczyn do życia społecznego, państwowego i życia indywidualnego" – mówił niedawno premier Mateusz Morawiecki na uroczystości powołania Rady Rodziny, która ma dostarczać rządowi pomysłów i rozwiązań w obszarach usług publicznych, działania administracji państwowej i samorządowej w obszarze życia społecznego, by polepszyć byt polskich rodzin. "Wzmocnijmy rolę kobiety i w rodzinie, i w życiu społecznym, i w pracy, i w karierze zawodowej, tak żeby wszystko można było we właściwy sposób pogodzić ze sobą" - dodał, niestety bez żadnych konkretów.

A pomysły na rozwiązanie problemów rodziców są na wyciągnięcie ręki. Ciśnie się tu na usta: premierze, niech twoi urzędnicy zajrzą na internetowe grupy i fora. Tam powiedziano już chyba wszystko.

Źródło:
Katarzyna Waś-Smarczewska
Katarzyna Waś-Smarczewska
redaktor Bankier.pl

Redaktor prowadząca Bankier.pl, wydawca. W zespole Bankier.pl od 2008 roku. Absolwentka wrocławskiej polonistyki i specjalizacji edytorskiej, dyplom o komunikacji internetowej obroniła u prof. Jana Miodka. Chce, aby Bankier.pl był najlepszym źródłem informacji - podanych językiem zrozumiałym także dla osób, które nie mają wykształcenia ekonomicznego, a chcą znać i rozumieć zagadnienia dotyczące finansów.

Tematy
Rozwiń firmę z terminalem płatniczym

Rozwiń firmę z terminalem płatniczym

Advertisement

Komentarze (66)

dodaj komentarz
gerth
Spokojnie, nadchodzi kolejne pokolenie - urodzonych w latach 1990-2000 - ci nie będą mieć dzieci wcale, wygodne życie przedkladają ponad jakieś głupie macierzyństwo/tacierzyństwo. Podróże, życie, imprezy, gadżety, internet, czas dla siebie - to ich priorytety i z nich nie zrezygnują. Tak że najciekawsze dopiero przed Spokojnie, nadchodzi kolejne pokolenie - urodzonych w latach 1990-2000 - ci nie będą mieć dzieci wcale, wygodne życie przedkladają ponad jakieś głupie macierzyństwo/tacierzyństwo. Podróże, życie, imprezy, gadżety, internet, czas dla siebie - to ich priorytety i z nich nie zrezygnują. Tak że najciekawsze dopiero przed nami, ba! początkowo nawet pracodawcy będą szczęśliwi, wkrótce jednak zobaczą że nie jest kolorowo - milenialsi mimo wszystko godzą się na kompromisy, następne pokolenie jest więcej niż roszczeniowe.
pietrucha84
Selekcja naturalna. Dzięki temu zwolennicy globalnego ocieplenia po prostu wymrą, więc należy ich utrzymywać w tym przekonaniu, że najlepiej dla świata by było, gdyby po prostu przestali się rozmnażać. To jedyna ich idea, której na prawdę warto kibicować
1a2b
Bo kobieta to nie mężczyzna. Kobieta powinna siedzieć w domu z dziećmi a mężczyzna zarabiać na utrzymanie rodziny. Ale to jest dzisiaj bardzo niemodne. Kombinujcie dalej.
maryjanek
a jesli kobieta lepiej zarabia? to głupota jakby ona miała siedziec w domu
(usunięty)
(wiadomość usunięta przez moderatora)
kutasikaczor
dodam jeszcze to: każda trzeźwo myśląca, odpowiedzialna i osadzona w realiach osoba 25 razy zastanowi sie czy warto powoływać kogoś do życia w cierpieniu i skazywać na życie w geometrycznie pogarszających sie warunkach klimatycznych, od czego zdaje sie nie ma już odwrotu
xiven
nie urodze dziecka bo zmiany klimatu...

szczyt lewackiegoo otępienia

kryzysio
Kiedyś to były zmiany klimatu - pamiętam minus 26 w zimie 4 lata temu - to dopiero katorga dla dzieci.
kutasikaczor
to jest tak że kobiety (rozsądne i wyedukowane Kobiety) raczej najpierw po edukacji chcą robić karierę i bardzo dobrze , rozmnażają sie raszple z drutu i nieuki yebane że zacytuje z filmu, i dziołchy które liczą na 500+
hfjdj
Ale natura im tego nie przewidziała. Z jednej strony organizm który za cel nadrzędny ma rozród i robi wszystko aby tego dokonać a z drugiej środki antykoncepcyjne podyktowane naiwnością tych właśnie wyedukowanych kobiet. Trzeba być naiwnym żeby w ogóle myśleć po takim naigrywaniu się z natury o czymś innym niż o Ale natura im tego nie przewidziała. Z jednej strony organizm który za cel nadrzędny ma rozród i robi wszystko aby tego dokonać a z drugiej środki antykoncepcyjne podyktowane naiwnością tych właśnie wyedukowanych kobiet. Trzeba być naiwnym żeby w ogóle myśleć po takim naigrywaniu się z natury o czymś innym niż o rakach i torbielach. A one chcą mieć dzieci i jeszcze czują się pokrzywdzone przez los jak ich nie moga mieć. To tylko wierzchołek góry lodowej jeżeli chodzi o rozsądek i edukacje kobiet.

Powiązane: Praca

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki