Przypomnijmy jak w nowych, rynkowych realiach gospodarczych zmieniał się wskaźnik inflacji. Do roku 1989 o wskaźnikach makroekonomicznych decydował centralny planista. Dopiero po upadku PRL-u wskaźniki makroekonomiczne zaczęły odzwierciedlać rzeczywistość. Tak było między innymi z inflacją. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że inflacja jest wzrostem cen. Dla potrzeb mediów jej wartość podawana jest w procentach.
Trzy etapy
Dzieje inflacji w Polsce można podzielić na kilka okresów. Pierwszy to hiperinflacja z lat 1989 – 1990, drugi inflacja w latach 1990 – 1998, a trzeci to wzrost cen po roku 1998. W okresie przejściowym (z gospodarki centralnie planowanej do rynkowej) inflacja sięgała nawet ponad 200 proc. (rok 1989). Tylko w grudniu 1989 r. inflacja wyniosła niemal 100 proc. Ceny, które do tej pory dyktował centralny planista zostały uwolnione. Ukrywana inflacja objawiła się z całą mocą. W latach 1990 – 1998 inflacja zaczęła powoli spadać. W dalszym ciągu jednak tempo wzrostu cen pozostawało wysokie. W roku 1991 wyniosła około 60 proc. Do tej pory inflacja miała przede wszystkim charakter popytowy, tzn. wynikała z olbrzymiego popytu na dobra konsumpcyjne oraz trwałe, które nie były zaspokojone do tej pory z powodu braków na rynku w okresie PRL. W latach 1990 – 1998 wysoka inflacja utrzymywała się między innymi przez podwyżki cen paliw i energii oraz podwyżki płac w firmach państwowych. W tym okresie z inflacją walczono między innymi przez utrzymywanie wysokich stóp procentowych, a także zapoczątkowano politykę rezerw obowiązkowych, które musiały utrzymywać banki komercyjne. Wprowadzono również popiwek, który miał ograniczyć nadmierny wzrost płac.
Rada na straży
W roku 1998 obniżenie inflacji stało się jednym z głównych celów NBP oraz rządu. Wtedy też powołano Radę Polityki Pieniężnej (na mocy nowej konstytucji), a NBP przyjął politykę bezpośredniego celu inflacyjnego. RPP określiła cel inflacyjny na koniec 2003 r. na 4 proc. Dzięki działaniom RPP inflacja spadła z prawie 9 proc. w roku 1998 do 1,1 proc. w październiku 2002 r. W tym okresie czynnikami stwarzającymi presję inflacyjną były między innymi: monopole na rynku energii, telekomunikacji, podnoszenie akcyzy na alkohol i papierosy, wprowadzenie cen minimalnych na część artykułów rolnych oraz wzrost zadłużenia budżetu w sektorze bankowym. Do spadku inflacji przyczyniły się takie zjawiska jak wzrost wartości naszej waluty, niskie ceny surowców, spadek dynamiki płac oraz wzrost podaży na rynku żywności.
Pomimo wielu kontrowersji wokół działalności RPP nawet najzagorzalsi przeciwnicy muszą przyznać, że Rada skutecznie zwalczyła inflację i jest to jedno z największych osiągnięć polskiej gospodarki po roku 1989.
Niska inflacja, a przede wszystkim stabilna inflacja jest bardzo ważna aby gospodarka mogła się stabilnie rozwijać w długim okresie. Przedsiębiorstwom łatwiej jest planować wszelkie przepływy finansowe.
Chaos zmieniających się cen, tak jak to miało miejsce na początku transformacji, paraliżuje całą gospodarkę. Uporczywie utrzymująca się inflacja na średnim poziomie również w długim horyzoncie czasowym jest szkodliwa powodując powstanie braku równowagi w gospodarce. Inflacja to także dodatkowy podatek nałożony na konsumentów. Wysoka inflacja oznacza, że nasze 100 złotych w portfelu jest z miesiąca na miesiąc coraz mniej warte. Niska inflacja jest również jednym z warunków przystąpienia Polski do Unii Monetarnej.
Jakie prognozy?
Jak na razie nie zanosi się na wzrost inflacji. Utrzymuje się wysoka podaż na rynku żywności, ceny ropy naftowej spadają (może się to zmienić w przypadku wybuchu wojny z Irakiem), a złoty pozostaje mocny. W grudniu 2002 r. ekonomiści oczekują inflacji na poziomie ok. 1,4 proc. Spadająca inflacja powoduje, iż pojawiają się głosy ostrzegające przed nowym ewentualnym zagrożeniem. Przeciwnym zjawiskiem do inflacji jest bowiem deflacja czyli spadek cen, która jeśli utrzymuje się przez dłuższy czas jest równie szkodliwym zjawiskiem jak wysoka inflacja. W pułapkę deflacyjną wpadła w ostatnich latach gospodarka japońska. Polsce prawdopodobnie jednak to nie grozi. Inflacja powinna się niebawem ustabilizować, a w przyszłym roku większość analityków oczekuje jej lekkiego odbicia w górę. Nie sposób również wykluczyć, że w przyszłym roku może mieć miejsce jakiś szok cenowy np. na światowym rynku ropy, który mógłby znacznie zmienić sytuację na krajowym rynku paliw. Mając na uwadze między innymi zagrożenie tego typu (pozostałe to np. duży deficyt budżetowy i zwiększające się emisje obligacji) RPP nie jest skłonna obniżać stóp w takim tempie, jakiego chcieliby politycy.
Jacek Jurczyński
Warszawska Grupa Inwestycyjna S.A.



























































