Już kilka razy słyszałem od ludzi zajmujących się zatrudnieniem (właścicieli firm, pracowników HR-ów), że tak trudnej sytuacji na rynku pracy nie było w Polsce nigdy. Trudnej oczywiście z perspektywy pracodawcy. Najczęściej traktowałem te słowa jako mieszankę prawdziwej troski o brak dostępu do wykwalifikowanych pracowników i tradycyjnego polskiego narzekania. Ale gdy spojrzy się na dane z niektórych branż, można zauważyć, że rzeczywiście sytuacja jest absolutnie wyjątkowa.


Jedną z takich branż jest budownictwo, a szczególnie budownictwo infrastrukturalne. W ostatnich trzech miesiącach średni wzrost wynagrodzenia w tej dziedzinie przekroczył 13 proc. i był wyższy niż w latach największej fali inwestycji infrastrukturalnych, czyli 2011-12. Widać to na wykresie poniżej – choć dynamika produkcji jest obecnie niższa niż w połowie 2011 roku, kiedy kraj szykował się do euro i cieszył z pierwszego dużego strumienia funduszy unijnych, to dynamika wynagrodzeń jest znacznie wyższa.
Jednym słowem, na rynku nie ma już inżynierów, którzy są gotowi podjąć się nowej pracy bez drastycznej podwyżki. Bo trzeba pamiętać, że jeżeli średnie wynagrodzenie rośnie w tempie 13 proc., to średnie podwyżki, jakie dostają pracownicy mogą przekraczać 50 proc. Średnia uwzględnia przecież tych, którzy dostają podwyżkę i tych, którzy jej nie dostają.
Co z tego wynika? Wzrost płac i cen materiałów sprawia, że wielu polskim firmom trudno wykonać zamówienia publiczne po cenach zakładanych przez zamawiającego. A zamawiający nie lubi podnosić cen, bo w sektorze publicznym panuje maksymalna awersja do podejmowania jakichkolwiek niestandardowych decyzji. Może więc skończyć się tak, że będziemy mieli problem, by dobrze wykorzystać te fundusze, które są dostępne w obecnej perspektywie finansowej.
Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.













































