Mieszkańcy wielu państw zmagają się z najwyższymi od dekad wzrostami cen towarów i usług konsumpcyjnych, tymczasem w Chinach inflacja CPI spadła właśnie poniżej 1 proc. Jak to możliwe i jakie będą tego globalne konsekwencje?


W styczniu inflacja konsumencka wyniosła w Chinach 0,9 proc. w skali roku - podał tamtejszy urząd statystyczny. Tempo wzrostu cen zwalniało drugi miesiąc z rzędu, spadając do najniższego poziomu od września.
W przeciwieństwie do wielu państw świata, w których inflacja gwałtownie przyspiesza po okresie apogeum walki z koronawirusem, za Murem ceny rosną nieznacznie. Jak to możliwe, skoro ekonomiści wskazują na globalne źródła inflacji? Powodów jest co najmniej kilka.
Po pierwsze, poziom inflacji obniżają efekty bazy. W Chinach nadal odczuwalne są efekty afrykańskiego pomoru świń, który przetrzebił liczebność trzody chlewnej i gwałtownie podbił ceny wieprzowiny w latach 2019-2020. To skłoniło władze i producentów do szybkiej odbudowy stad i doprowadziło do gwałtownego spadku cen. Według chińskich statystyków w styczniu za wieprzowinę płacono w sklepach o ponad 40 proc. mniej niż rok wcześniej, co obniżyło poziom inflacji o niemal cały punkt procentowy.
Po drugie, za Murem nadal kuleje popyt - z powodów strukturalnych i koniunkturalnych. Rola konsumenta w chińskiej gospodarce jest niewielka - konsumpcja stanowi mniej niż 40 proc. PKB, podczas gdy w Polsce jest to ok. 60 proc., a w USA - ponad 70 proc. W przeciwieństwie do władz krajów europejskich czy USA politycy chińscy nie zdecydowali się w obliczu pandemii na wdrożenie potężnego programu stymulacyjnego, zasilającego budżety gospodarstw domowych. Wsparcie było relatywnie niewielkie i skierowane głównie do firm. Nie nastąpiła też wyraźna zmiana preferencji kupujących - najpierw odwrót od usług do towarów, a następnie realizacja odłożonej konsumpcji tych pierwszych - takie lawinowe zmiany popytu odbijają się na cenach. Ponadto, na Zachodzie trwa boom gospodarczy, natomiast w Państwie Środka wzrost zwalnia, m.in. na skutek polityki "zero COVID", ograniczenia ekspansji kredytowej czy uderzenia władz w wybrane obszary sektora prywatnego.
Po trzecie, lata inwestycji w rozbudowę mocy produkcyjnych, ostatnio ukierunkowane na utworzenie niezależności od zagranicy, m.in. w obszarze produkcji żywności, oraz ekspansja e-commerce doprowadziły o powstania silnej konkurencji wśród sprzedawców. To, wraz z zakotwiczonymi oczekiwaniami inflacyjnymi - na zasadzie samospełniającej się przepowiedni - utrudnia narzucenie konsumentom wyższych cen. Sam chiński rynek jest też na tyle duży, że to często czynniki lokalne odrywają decydującą rolę, a nie warunki globalne.
Po czwarte, w Chiny w mniejszym stopniu niż w Zachód uderzył wzrost cen frachtu - na kierunku do Państwa Środka transport nie podrożał równie mocno jak przewóz do USA czy Europy.
Po piąte, na inflację istotny wpływ mają ceny narzucane przez regulatora lub państwowych monopolistów. W Europie, szczególnie na początku roku, obserwujemy drastyczny wzrost kosztów utrzymania mieszkania - prądu, ogrzewania czy wody, podczas gdy w Chinach jest on dość umiarkowany i wynosił w styczniu raptem 3,5 proc. rdr. Władze mają też wpływ na ceny paliw, które rosły "tylko" o 20 proc. rdr. Poza tym sytuacja na rynku mieszkaniowym utrzymuje w ryzach ceny najmu, a polityka Pekinu mityguje wzrost cen produkcji (9,1 proc. rdr wobec 13,5 proc. w październiku). Ponadto, władze dysponują rezerwami strategicznych surowców, które uwalniają w sytuacji niedoboru czy wystrzału cen.
Do tej grupy można również zaliczyć wątpliwości dot. jakości statystyk. Poziom inflacji jest newralgiczny dla społeczeństwa, więc władze starają się ją kontrolować również na papierze, wpływając na nastroje Chińczyków. Tempo wzrostu cen jest szczególnie istotne w okresie przygotować do obchodów Nowego Roku księżycowego, który w tym roku wypadł na początku lutego.
Po szóste, na skutek wysokiej nadwyżki handlowej i napływu kapitału z zagranicy wyraźnie umocnił się juan. Silniejsza waluta krajowa wpływa na obniżenie cen importowanych towarów czy komponentów i mityguje presję inflacyjną.
Po siódme, Chiny nie są jedyną enklawą niskiej inflacji. Ceny wolno rosną również w innych krajach Azji, których model i polityka gospodarcza są zbliżone do chińskiego.
Niska inflacja za Murem może mieć istotny wpływ na sytuację globalną, m.in. za pośrednictwem polityk fiskalnych i pieniężnych chińskich władz. Podczas gdy w wielu stolicach zapadły już decyzje o ograniczaniu pandemicznych deficytów budżetowych i podnoszeniu rekordowo stóp procentowych, w Pekinie objęto kierunek (a raczej zwrot) przeciwny, przynajmniej w okresie przed jesiennym zjazdem partii, która wybierze Xi Jinpinga na trzecią kadencję w roli sekretarza generalnego KPCh. A to odbije się na decyzjach globalnych inwestorów, funkcjonujących w systemie dość swobodnych przepływów kapitału.




























































