Przyrost naturalny w Polsce jest bardzo niski. Widać to także w statystykach dotyczących województw. Według danych o tempie przyrostu naturalnego, jakie podaje GUS za rok 2006, na początku XX wieku największy przyrost naturalny miały województwa: mazowieckie (0,34%), a także małopolskie i pomorskie (0,19%). Dodatnie przyrost naturalny notowała także Wielkopolska (0,18%). W pozostałych województwach były to wartości ujemne. Najniższe przyrost naturalny był w województwie opolskim (-0,58%), świętokrzyskim (-0,49%) i łódzkim (-0,44%).
Jeśli nic się nie zmieni, może się tak zdarzyć, że w 2030 roku Polska będzie miała 35,7 miliona mieszkańców (teraz ma powyżej 38, 609 miliona). Do 2030 liczba ludności zmniejszy się w miastach o 3 miliony osób, z kolei na wsi wzrośnie o ok. pół miliona. „Prognoza ta określana jest jako zbyt pesymistyczna – komentuje „Nasz Dziennik” – ale mając na względzie notowane trendy demograficzne, nie należy oczekiwać gwałtownych zmian pozytywnych”. Polska należy do krajów, które mają najniższą dzietność w Europie. Tutaj w 2006 roku na sto matek przypadało sto dwadzieścia jeden dzieci. Teraz, by zachować przyrost naturalny na tym poziomie, na sto matek powinno być dwieście dziesięć urodzeń.
Skutki dźwigają wszyscy Niski przyrost naturalny, według raportu „Dziennika”, jest spowodowany niewłaściwą polityką prorodzinną (aż 26% dzieci w Polsce jest zagrożonych ubóstwem). Do zimy demograficznej przyczynia się też emigracja zarobkowa. Jak donosi „Nasz Dziennik”: „Z szacunku Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w roku 2006 na stałe wyjechało około 51 tys. osób (w poprzednich latach wyjeżdżało 20-27 tys. osób rocznie), przy czym nieznacznie zwiększyła się liczba osób, w większości Polaków, powracających do kraju na stałe (z 7-9 na 11 tys.)”. Tak naprawdę, jak zauważa „Nasz Dziennik”, emigrantów trzeba by liczyć w setkach tysięcy. Trzeba bowiem uwzględnić osoby, które wybrały migrację czasową i rozważają powrót.
Niski przyrost naturalny prowadzi do katastrofy systemu emerytalnego i systemu opieki zdrowotnej, osłabia rynek pracy. Jego skutków obawiają się ekonomiści, lekarze, pracodawcy, nauczyciele... Rząd próbuje opanować sytuację. Planuje wydłużyć urlop macierzyński do 26 tygodni przy jednym dziecku, a do 39 tygodni przy następnych. Składka emerytalna płacona przez pracodawcę osobom na urlopach rodzicielskich ma być korzystniej naliczana. A rodzice powracający z urlopów macierzyńskich i wychowawczych mają być przez trzy lata zwolnieni ze składek na Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.
Korzystałam z: A. Niewęgłowska,„Jak zahamować statystyczną zimę?”, Naszdziennik.pl, „Podstawowe informacje o rozwoju demograficznym Polski do 2006 roku”, GUS, 29.01.2007, a także z: Dziennik.pl.
Aleksandra Solarewicz





















































