Niespodziewane zwycięstwo Luiza Inácio Luli da Silvy w drugiej turze wyborów prezydenckich w Brazylii wywołało trzęsienie ziemi na tamtejszym rynku finansowym. Inwestorzy z Wall Street, którzy gremialnie obstawiali sukces rynkowo zorientowanego Flávio Bolsonaro, w pośpiechu likwidują pozycje, a skala przeceny była tak duża, że giełda w São Paulo musiała interwencyjnie zawiesić notowania. Doszło także do dramatycznego załamania kursu brazylijskiego reala, a ministerstwo finansów w trybie nagłym odwołało zaplanowane aukcje obligacji skarbowych.


Skala poniedziałkowej wyprzedaży sparaliżowała brazylijski parkiet już od pierwszych sekund handlu. Główny indeks giełdy w São Paulo, Ibovespa, runął na otwarciu sesji o 10 procent, co wymusiło automatyczne zawieszenie notowań. Był to pierwszy przypadek uruchomienia tego mechanizmu od pandemicznego krachu z początku 2020 roku oraz najgłębszy jednodniowy spadek indeksu od sześciu lat. Ibovespa to odpowiednik polskiego WIG20, czyli reprezentacyjnego indeksu akcji największych i najpłynniejszych spółek. Obecnie na giełdzie w Brazylii notowanych jest w nim blisko 80 spółek. Po wznowieniu handlu benchmark tracił aż 16,60 procent, co gdyby utrzymało się do konca sesji byłoby najgorszym wynikiem od sierpnia 1992 roku.
Prawdziwy krach dotknął jednak segment mniejszych spółek. MSCI Brazil Small Cap, czyli indeks giełdowy mierzący wyniki małych spółek, zanotował bezprecedensowy zjazd o 30 procent, ustanawiając historyczny rekord przeceny w obliczu lawiny wezwań do uzupełnienia depozytów zabezpieczających. Równolegle dramatyczne chwile przeżywał rynek walutowy. Kurs brazylijskiego reala w stosunku do dolara runął we wczesnym handlu o 11 procent, zmierzając w kierunku najgorszej sesji od 1999 roku.

Rentowności kontraktów swapowych na dłuższym końcu krzywej wystrzeliły w górę o blisko 300 punktów bazowych, błyskawicznie dobijając do dopuszczalnych widełek wahań. Aby zapobiec całkowitej utracie płynności, brazylijska giełda podjęła nadzwyczajną decyzję o dwukrotnym rozszerzeniu limitów zmienności dla rynku walutowego, stóp procentowych oraz kontraktów futures na indeksy akcyjne, choć ułatwienia te wprowadzono wyłącznie na poniedziałkową sesję kasową.
Pogrom brazylijskich aktywów w Nowym Jorku i paniczna ucieczka z długu
Fala kapitałowej paniki błyskawicznie uderzyła w emitentów powiązanych z Brazylią na giełdach w Stanach Zjednoczonych i Europie. Flagowy fundusz iShares MSCI Brazil ETF runął na otwarciu w Nowym Jorku aż o 26 procent, co stanowi jego najgłębszą przecenę w historii. Akcje pojedynczych spółek były wyprzedawane na pniu, co świadczy o masowej ucieczce kapitału.
Walory brokera XP tąpnęły aż o 52 procent, edukacyjny potentat, czyli grupa YDUQS Participações traciła 40 procent, z kolei bankowy gigant Itaú Unibanco tracił 16 procent. W portfelu największych spółek rosły kursy nielicznych, m.in. największego na świecie producenta celulozy, czyli koncernu Suzano Papel Celulose (wzrost o 8,4 proc.), czy koncernu lotniczego Embraer (w górę o 7,2 proc.), zyskujących na załamaniu lokalnej waluty.
Wyprzedaż nie oszczędziła również rynku długu: brazylijskie obligacje dolarowe gwałtownie traciły na całej długości krzywej dochodowości, stając się najsłabszym aktywem w całym koszyku rynków wschodzących. W reakcji na rynkowy szok brazylijski Departament Skarbu zdecydował się na odwołanie zaplanowanych na 27 i 29 października tradycyjnych aukcji obligacji stałoprocentowych oraz papierów powiązanych z inflacją, pozostawiając jedynie przetargi instrumentów powiązanych ze stopą Selic (oprocentowanie lub zysk są bezpośrednio uzależnione od głównej stopy procentowej banku centralnego).
Bolesne przebudzenie Wall Street z zakładu na prawicę
Poniedziałkowy krach to bezpośredni efekt brutalnej weryfikacji tak zwanego „Bolsonaro Trade”. Jak donosi agencja Bloomberg, Luiz Inácio Lula da Silva przypieczętował powrót na czwartą kadencję prezydencką, zdobywając 51,8 procent ważnych głosów w drugiej turze i pokonując faworyzowanego przez kręgi finansowe Flávio Bolsonaro (48,2 proc.). Prawicowy rywal natychmiast zażądał unieważnienia wyborów, zarzucając Sądowi Najwyższemu bezprawne przedłużenie godzin głosowania, co – jak podkreślają dziennikarze Bloomberga – dodatkowo zaogniło sytuację polityczną.
Lula nokautuje Bolsonaro i zatrzymuje marsz Trumpa: Brazylia opiera się prawicowej fali
Reelekcja prezydenta Brazylii Luiza Inacio Luli da Silvy oznacza zatrzymanie fali prawicowych zwrotów w Ameryce Łacińskiej – oceniła stacja CNN. Według komentatorów porażka Flavia Bolsonaro jest też ciosem dla starań prezydenta USA Donalda Trumpa o dominację w regionie.
Dla największych banków inwestycyjnych wynik wyborów oznacza spektakularną porażkę prognostyczną. W publikacjach Bloomberga przypomniano, że po pierwszej turze wyborów UBS Global Wealth Management, Morgan Stanley, JPMorgan Chase oraz Citigroup prześcigały się w publikowaniu byczych rekomendacji, ściągając miliardowe napływy zagraniczne w nadziei na twardą dyscyplinę budżetową nowych rządów Bolsonaro.
Po nagłym zwrocie akcji – jak relacjonuje Bloomberg – analitycy JPMorgan błyskawicznie ścięli prognozy brazylijskiej waluty i stóp procentowych z „przeważaj” do „neutralnie”. W negatywnym scenariuszu amerykańscy stratedzy kreślą wzrost rentowności obligacji lokalnych do poziomu 15,5 procent oraz gwałtowną dekompresję mnożników wyceny akcji do zaledwie 8,3-krotności zysków, z opcją zjazdu do 7 razy. Jednocześnie, jak odnotowuje agencja w swoich raportach rynkowych, analitycy Bradesco BBI zredukowali nastawienie do całego rynku akcji do poziomu neutralnego, ostrzegając, że spółki cykliczne zależne od popytu krajowego czeka bolesny wstrząs.
Fiskalny węzeł gordyjski
Z analiz publikowanych przez agencję Bloomberg wynika, że u podłoża rynkowej wyprzedaży leży głęboki brak wiary w odpowiedzialność budżetową lewicowego prezydenta. Osiemdziesięcioletni Lula od powrotu do władzy stawiał na stymulację konsumpcji i ekspansję kredytową, unikając jednocześnie niezbędnych cięć wydatków. W depeszach Bloomberga podkreślono, że w efekcie dług publiczny Brazylii przekracza dziś 80 procent PKB, a budżet jest zabetonowany wydatkami, z których trudno zrezygnować. O powadze sytuacji świadczą przytaczane przez agencję rekordowe opóźnienia w spłacie zadłużenia gospodarstw domowych, zatory płatnicze milionów podmiotów gospodarczych oraz niespotykana wcześniej fala niewypłacalności w sektorze rolniczym.
Przedstawiciele funduszy, z którymi rozmawiał Bloomberg, nie mają złudzeń, że kontynuacja tej polityki wymusi utrzymanie skrajnie restrykcyjnych warunków monetarnych. Peter Varga z Erste Asset Management podkreśla na łamach Bloomberga, że rynek wysyła władzom jasny sygnał o braku czasu na odpoczynek od reform i konieczności natychmiastowego zmierzenia się z problemem fiskalnym. Z kolei Ales Koutny z Vanguard zauważa w komentarzu dla agencji, że perspektywa wyższych wydatków i utrzymującej się inflacji niemal całkowicie zamyka bankowi centralnemu drogę do obniżek stóp procentowych, skazując gospodarkę na długotrwałe funkcjonowanie w środowisku rekordowo wysokich realnych stóp. W podsumowaniu doniesień agencyjnych eksperci wskazują, że choć mechanizm carry trade może w krótkim terminie powstrzymywać ucieczkę z reala, wysoki koszt pieniądza grozi zdławieniem inwestycji i dalszym pogłębieniem zapaści gospodarczej.
opracował: Michał Kubicki




























































