W aktualnej rzeczywistości prawnej szanse na odzyskanie czegokolwiek są niewielkie. Dlatego przy inwestowaniu w obligacje korporacyjne bardzo ważna jest profilaktyka. Co jednak robić, gdy emitent obligacji, w które zainwestowaliśmy, przestanie regulować swoje zobowiązania?
W kwietniu 2016 r. – po raz pierwszy w ponad sześcioletniej historii Catalyst – inwestorzy odzyskali z zabezpieczenia obligacji część (18 proc.) zainwestowanych środków w papiery firmy, która prawie cztery lata wcześniej okazała się niewypłacalna (Religa Development). W pozostałych przypadkach, gdy emitent obligacji zaprzestawał ich obsługi, zabezpieczenia albo okazały się iluzoryczne (np. wady prawne przy ich ustanawianiu lub wyceny kilkukrotnie powyżej rynkowej wartości), albo trudne do zamiany na gotówkę. Okazało się też, że w polskim prawie trudno pociągnąć do odpowiedzialności władze spółek, które dopuściły się defraudacji, a taka jest – prawdopodobnie - główna przyczyna upadłości firm, które emitowały obligacje. Choroba lepkich rąk dotyczy przede wszystkim władz małych spółek – to w grupie emisji obligacji o wartości do 10 mln zł statystyki są najgorsze (do inwestorów nie wraca co czwarta zainwestowana złotówka), a mówimy tylko o obligacjach notowanych na Catalyst (poza rynkiem problem może występować częściej).
Jak skutecznie odzyskać pieniądze zainwestowane w obligacje?
W rynkowej praktyce szybko okazało się, że jedynym skutecznym sposobem szybkiego odzyskania środków z obligacji, które przestały być obsługiwane, jest skorzystanie z oświadczenia o poddaniu się dobrowolnej egzekucji z par. 777 kc. Paragraf pieszczotliwie zwany trzema kosami umożliwia w miarę szybkie uzyskanie decyzji sądu o postawieniu wierzytelności w stan wymagalności komorniczej. Spółka, która wydała oświadczenie o poddaniu się dobrowolnej egzekucji, nie ma jak stosować obstrukcji prawnej. Jest wymagana wierzytelność, jest zgoda spółki na jej ściąganie – sądy nie mają nad czym się zastanawiać, choć i tu bywają wyjątki. Np. w części spraw orzekano, że oświadczenie wydano na rzecz konkretnego inwestora, który kupił obligacje (a więc w ramach oferty pierwotnej), co uniemożliwia skorzystanie z oświadczenia o poddaniu się dobrowolnej egzekucji, tym, którzy kupili je na rynku wtórnym (Catalyst).
Przeczytaj także
Czas ma – w polskim wymiarze sprawiedliwości – kluczowe znaczenie. Póki spółka nie złoży wniosku o ogłoszenie upadłości lub o wszczęcie postępowania restrukturyzacyjnego jest szarpana przez wierzycieli ze wszystkich stron. Każdy z nich chce odebrać swoje długi – dostawcy, banki, pracownicy i właściciele obligacji, nie wspominając o urzędzie skarbowym. Kto pierwszy wręczy komornikowi sądowy nakaz zapłaty, ten ma największe szanse na odzyskanie czegokolwiek.
Zobacz także
Posiadacze obligacji, którzy idą zwykłą drogą, właściwie nie mają szans na szybkie odzyskanie gotówki. Najpierw bowiem muszą wysłać do emitenta żądanie spłaty obligacji (emitenci, aby to utrudnić, często zmieniają adres rejestracji), a dopiero wobec braku reakcji mogą wystąpić do sądu o wydanie nakazu zapłaty. Postępowania sądowe nawet bez walki ze strony spółki trwają miesiącami. Jeśli w ogóle uda się taki nakaz uzyskać, to najczęściej w czasie, gdy spółki nie stać już nawet na zakup spinaczy.
Jak dochodzić wierzytelności, jeśli emitent obligacji nie płaci
Jeśli jednak obligacje nie zostały doposażone w oświadczenie o poddaniu się dobrowolnej egzekucji, ani też nie zabezpieczono ich poręczeniem majątkowym (najlepiej osobistym właścicieli lub zarządu spółki), wówczas najlepiej mentalnie pożegnać się z zainwestowanymi środkami. I uzbroić w cierpliwość.
Jeśli emitent zaprzestał obsługi obligacji (nie wypłacił odsetek) lub naruszył inny warunek emisji, można przygotować pismo z żądaniem przedterminowego wykupu obligacji. Ważne, aby w piśmie tym wskazać podstawę do wykupu oraz wyznaczyć jego termin (zgodny z warunkami emisji). Do pisma należy dołączyć notarialną kopię świadectwa depozytowego, które wystawi nasze biuro maklerskie, zaś żądanie należy wysłać koniecznie listem poleconym.
Przeczytaj także
W przypadku braku odpowiedzi (bardzo prawdopodobny wariant) i upływu wyznaczonego terminu, możemy wystąpić do sądu (właściwego dla rejestracji spółki) o wydanie nakazu zapłaty. Nasze pismo nie musi być pisane przez prawnika (można skorzystać z wzorów w sieci) – im będzie prostsze tym lepiej. Należy w nim jednak wskazać podstawę żądania, dołączyć notarialną kopię świadectwa depozytowego, opisać które warunki emisji zostały naruszone, przypomnieć o wysłanym do spółki piśmie z żądaniem wykupu obligacji, które nie spotkało się z odpowiedzią.
Zazwyczaj zanim sąd wyda nam stosowny dokument, spółka zdąży złożyć już wniosek o ogłoszenie upadłości i nasz nakaz zapłaty będzie niewiele wart. Wówczas należy w miarę systematycznie przeglądać w internecie Monitory Sądowe – obwieszczenie o ogłoszeniu upadłości musi się w nim ukazać. W treści ogłoszenia wymieniony zostanie wyznaczony sędzia-komisarz i syndyk. Na wskazany adres należy wysłać zgłoszenie wierzytelności (listem poleconym wraz z kopią notarialną świadectwa depozytowego). Wzór zgłoszenia zwykle można znaleźć na stronie internetowej syndyka.
Jeśli obligacje były zabezpieczone, dobrze jest odnaleźć innych posiadaczy obligacji (np. przez fora internetowe) i połączyć siły. Zarówno w upadłości, jak i w postępowaniu restrukturyzacyjnym wyznaczony kurator może reprezentować interesy posiadaczy obligacji przed syndykiem lub nadzorcą, a także w kontaktach z administratorem zabezpieczenia, ale najpierw musi dowiedzieć się o ich istnieniu. Im więcej wierzytelności reprezentuje kurator, tym większa będzie jego siła oddziaływania.
Przeczytaj także
Nie należy jednak sądzić, że wysłanie samego zgłoszenia wierzytelności kończy sprawę. To inwestor powinien kontaktować się z syndykiem/kuratorem, by pozyskiwać na bieżąco informacje o postępach postępowania. W każdym przypadku bierny wierzyciel, to wierzyciel ignorowany.
Obligacje dużych firm najpewniejsze – mniejsze ryzyko, mniejszy zysk
Kto nie miał „okazji” wypróbować sprawności polskiego wymiaru sprawiedliwości, może sądzić, że wieloletnie procesy dotyczą tylko wyjątkowo skomplikowanych spraw, albo że odpowiednio duża doza determinacji wystarczy, by sprawiedliwość zatriumfowała. Tak nie jest. Jeśli coś zwycięży, to nieudolność, brak zrozumienia zasad działania rynku kapitałowego, zdolność emitentów do gry na zwłokę, umiejętność wykorzystywania luk prawnych i obnażania bezradności polskiego systemu sądowniczego.
Aby pozostać biernym obserwatorem rozkładu toczącego trzecią władzę w Polsce, lepiej nie wierzyć w zabezpieczenia, w „wysoki dochód z obligacji przy bezpieczeństwie porównywalnym z lokatą bankową”, „umiarkowane ryzyko” czy jakich tam jeszcze argumentów użyje sprzedawca, by zgarnąć swoją prowizję.
Przeczytaj także
Ktoś, komu brak doświadczenia, powinien pozostać przy inwestycjach w obligacje dużych firm, gdzie prawdopodobieństwo wystąpienia upadłości jest dużo mniejsze i ma więcej wspólnego z ryzykiem gospodarczym. Ceną jest oczywiście niższy dochód, ale czy np. 8 proc. odsetek rocznie dostateczne wynagradza ryzyko utraty całości środków? Bardziej doświadczeni inwestorzy sięgają po wyższe kupony (ostatecznie 75 proc. małych emisji jest jednak obsługiwanych i spłacanych w terminie), ale do tego potrzebna jest pogłębiona wiedza o emitentach i ludziach, którzy nimi zarządzają. Kto raz miał do czynienia z niespłaconymi obligacjami, zwykle odwraca się od obligacji podwyższonego ryzyka. Warto więc wyciągać lekcję z cudzych – wyjątkowo kosztownych – doświadczeń.
Emil Szweda
Autor prowadzi serwis Obligacje.pl


























































