W mijającym tygodniu na Wall Street dominowały dyskusje o decyzji amerykańskiego banku centralnego, by nie podnosić stóp procentowych. Z kolei w oczekiwaniu na giełdowy debiut spółki Anthropic pojawiły się wątpliwości co do trwałości tezy inwestycyjnej opierającej się na sztucznej inteligencji.


Steve Eisman: W Anthropic bym nie zainwestował
Prawdopodobnie najgłośniejszą wiadomością na giełdzie była publikacja dokumentów związanych z ofertą akcji przez Anthropic. Nie wywołały one wielu komentarzy, co może nie dziwić, biorąc pod uwagę, że chętnych do przeprowadzenia IPO jest aż 30 instytucji finansowych. Jednak Steve Eisman, słynny inwestor znany z „The Big Short” (w filmie i książce był pierwowzorem postaci Marka Bauma), podzielił się swoimi spostrzeżeniami. Zwrócił on uwagę na brak pewnych informacji w formularzu S-1 złożonym u regulatora.
Konkretnie zabrakło mu wyników za trzeci kwartał, co jego zdaniem może sygnalizować, że spółce trudno będzie powtórzyć sukces z pierwszego półrocza, które upłynęło pod znakiem zjawiska tzw. tokenmaxingu (maksymalizacji wykorzystania tokenów). W drugim kwartale firma po raz pierwszy wypracowała zysk operacyjny. Eisman podejrzewa jednak, że w drugiej połowie roku klienci Anthropic zaczęli oszczędniej korzystać ze sztucznej inteligencji.
– Uważam, że jest to bardzo retrospektywny dokument – stwierdził Eisman w podcaście „Prof G Markets”, podając w wątpliwość aktualność przedstawionych danych.
– Zrobiono to bardzo świadomie – zapewnił Eisman, zapytany o to, czy był to celowy zabieg.
Na koniec, na pytanie, czy sam zainwestowałby w tę spółkę, odpowiedział bez ogródek: „Nie”.

Torsten Slok: Nie ma dowodów, że AI stymuluje produktywność
Słaby tydzień dla gigantów technologicznych rozpoczął się od mocnego uderzenia ze strony Torstena Sloka, głównego ekonomisty Apollo Global Management. W opublikowanym raporcie wskazał, że nie widzi korzyści, jakie sztuczna inteligencja przynosiłaby firmom spoza grona największych graczy technologicznych.
– Przychody na pracownika w firmach z tak zwanej Wspaniałej Siódemki rosną, ale w pozostałych 493 spółkach z indeksu S&P 500 pozostają stabilne. To samo dotyczy marż zysku. Jak dotąd nie ma żadnych oznak, by sztuczna inteligencja stymulowała wzrost produktywności – napisał Slok w sobotnim raporcie.
Według niego firmy finansowane przez fundusze venture capital wydają coraz więcej pieniędzy na tokeny, ale zwykłe amerykańskie przedsiębiorstwa nie potrzebują najnowszych modeli AI i nie są skłonne za nie płacić. Największym problemem nie jest jednak cena sztucznej inteligencji, lecz umiejętność jej wykorzystania do realnego wzrostu produktywności, co może okazać się trudniejsze, niż się wydaje.
– AI nie rozumie odpowiedzialności, zaufania, kultury, niepisanych zasad, dylematów etycznych ani uczciwości, a to wszystko kształtuje ryzyko reputacyjne i ostatecznie przekłada się na wzrost przychodów oraz marże zysku – twierdzi Slok.
– Wniosek jest taki, że historia sztucznej inteligencji zostanie zdefiniowana przez 493 spółki z S&P 500, a nie przez Wspaniałą Siódemkę. Jak dotąd nie ma żadnych dowodów na to, by przychody rosły lub marże poprawiały się poza sektorem technologicznym – podsumowuje.
Kevin Warsh: Stopy procentowe wpływają na prawie wszystko
Kevin Warsh, przewodniczący amerykańskiej Rezerwy Federalnej, na konferencji prasowej po decyzji Federalnego Komitetu Otwartego Rynku o pozostawieniu stóp procentowych bez zmian, podzielił się przemyśleniami na temat wpływu stóp procentowych banku centralnego na inwestycje w sztuczną inteligencję. Jego zdaniem, pomimo wysokiej popularności inwestycji w AI, nie są one odporne na zacieśnianie polityki przez Fed.
– Już wcześniej ze sceptycyzmem odnosiłem się do takiego stanowiska – powiedział Warsh, odnosząc się do przekonania, że polityka Fedu nie ma wpływu na sztuczną inteligencję. – Stopy procentowe wdzierają się w każdą szczelinę. Wpływają one, bezpośrednio lub pośrednio, na prawie wszystko – przekonuje.
Wątpliwości co do tego, czy stary paradygmat nadal obowiązuje, wyrażali już wcześniej niektórzy tytani z Wall Street, na przykład Bill Ackman, szef Pershing Square.
– Biorąc pod uwagę nową technologię i ten napływ inwestycji, czy stopy procentowe mają znaczenie? Uważam, że mają – stwierdził szef Fedu. – I nie sądzę, aby ten sektor był w jakikolwiek sposób oderwany od reszty gospodarki – dodał.
Jeffrey Gundlach: Na co jeszcze czeka Fed?
Jeffrey Gundlach, założyciel i szef DoubleLine Capital, nazywany nowym królem obligacji, nie jest zadowolony z decyzji Rezerwy Federalnej o niepodnoszeniu bazowych stóp procentowych w tym tygodniu.
– Uważam, że Fed powinien podnieść stopy procentowe, opierając się na fakcie, że rentowność 2-letnich obligacji skarbowych wynosi 4,75 procent, a krzywa rentowności po tych doniesieniach znów staje się stroma – powiedział Gundlach w telewizji CNBC.
Stromienie krzywej dochodowości, czyli spadek cen obligacji długoterminowych, może oznaczać, że rynek uważa politykę pieniężną za niewystarczająco restrykcyjną i w związku z tym spodziewa się wyższej inflacji w dłuższym terminie.
– Na co czekasz? – retorycznie zapytał szefa banku centralnego Gundlach.
Mohamed El-Erian: Azjatyccy nabywcy obligacji USA się wycofali
Międzynarodowi wierzyciele, zwłaszcza z Azji, przestają kupować amerykańskie papiery dłużne – zauważa Mohamed El-Erian, były szef giganta obligacyjnego PIMCO i doradca ekonomiczny Allianz.
W ciągu pierwszych ośmiu miesięcy tego roku sojusznicy Stanów Zjednoczonych kupili amerykańskie obligacje skarbowe o wartości 174,3 mld dolarów, nie licząc krótkoterminowych papierów dłużnych. To najniższy wynik od 2021 roku i o ponad 60 procent mniej niż w takim samym okresie ubiegłego roku.
– Historycznie wiarygodni nabywcy i posiadacze amerykańskich obligacji rządowych wycofali się, kierując się zarówno lokalnymi, jak i globalnymi powodami. W związku z tym baza kupujących przesuwa się w stronę bardziej taktycznych, krótkoterminowych inwestorów i spekulantów – twierdzi El-Erian.
Deutsche Bank: Dolar może przestać pełnić rolę bezpiecznej przystani
Największy niemiecki bank, Deutsche Bank, ostrzega, że pozycja amerykańskiego dolara jako tradycyjnej bezpiecznej przystani może nie utrzymać się w obliczu ogólnej korekty na rynku w USA. Ryzyko dla dolara jest „znacznie bardziej dwustronne”, niż rynek zakładał w ostatnich tygodniach – stwierdził George Saravelos, szef strategii walutowej banku, w raporcie rozesłanym do klientów.
Przez ostatnią dekadę amerykański dolar i tamtejsze akcje pozostawały w ujemnej korelacji – gdy akcje taniały, dolar drożał i na odwrót. Z tego powodu zabezpieczanie ryzyka walutowego nie miało większego sensu. Jednak, gdy wstrząs na giełdzie rozpoczyna się w Stanach Zjednoczonych, ta korelacja staje się dodatnia – twierdzi Saravelos. W ten sposób zagraniczni inwestorzy ponoszą straty zarówno z powodu tańszych akcji, jak i słabnącego dolara.
Korelację tę dodatkowo wzmacnia sztuczna inteligencja. Tegoroczny wzrost stóp procentowych i cen akcji jest powiązany z tymi samymi, podwyższonymi wydatkami kapitałowymi na AI. Gdyby uległy one zmniejszeniu, bank centralny obniżyłby stopy procentowe, co zazwyczaj oznacza słabszego dolara, a jednocześnie spadłyby ceny akcji wraz z pęknięciem inwestycyjnej bańki wokół AI.
– AI-dolar jest już z nami – wskazuje strateg walutowy Deutsche Banku.
Wszystko to oznacza, że sam kurs amerykańskiego dolara może nie wystarczyć, by uchronić zagranicznych inwestorów przed ewentualnymi spadkami na giełdzie w USA.




















































