Zamieszanie wokół OFE doprowadziło do niezwykłych spadków na giełdzie, które prawdopodobnie będą miały negatywny wpływ na kształt przyszłorocznego budżetu. Optymistyczne założenia odnośnie do wzrostu gospodarczego mogą być już nieaktualne. Demontaż OFE może stać się gwoździem do trumny szumnie zapowiadanego ożywienia gospodarczego.
OFE jest największym graczem na giełdzie. O ile przeniesienie części obligacyjnej do ZUS-u jest tylko pośrednio związane z parkietem, o tyle większym problemem dla inwestorów jest wątpliwa dobrowolność pozostania w Otwartych Funduszach Emerytalnych. Ubezpieczeni będą mieli trzy miesiące na to, by wysłać deklarację pozostania w OFE. Jeżeli tego nie zrobią, to domyślnie cała składka emerytalna będzie trafiać do ZUS-u. To sytuacja rodem z „Samych Swoich” – dobrowolność dobrowolnością, ale pod warunkiem, że wybierzesz ZUS.
![]() | » Po reformie OFE bezpieczeństwo emerytur jest zagrożone |
Rząd miał trzy miesiące, aby przedstawić swoje plany reformy systemu emerytalnego. W tym czasie rządowi analitycy opracowywali różne scenariusze zdarzeń, które nastąpią po ogłoszeniu decyzji premiera. Jednak to, co się wydarzyło, musiało być dla nich zaskoczeniem. Niestabilna sytuacja na rynkach finansowych może negatywnie wpłynąć na z trudem budzące się ożywienie gospodarcze.
Prognozy gospodarcze na 2014 rok
Tymczasem w założeniach do budżetu rząd przedstawił dosyć optymistyczne prognozy, które mają swoje podstawy w oczekiwaniach rynku. Mianowicie w 2014 roku PKB ma wzrosnąć o 2,5%, a inflacja średnioroczna 2,4%. Dochody gospodarstw domowych realnie mają wzrosnąć o 1,1% (już po uwzględnieniu inflacji). Przeciętne wynagrodzenie powinno zwiększyć się o 3,5%, czyli do poziomu z 2012 roku. Rząd prognozuje również, że konsumpcja prywatna wzrośnie o 2,1%.
Nie przewiduje się wielkiej poprawy na rynku pracy, a jedynie stabilizację obecnego stanu. W teorii stopa bezrobocia utrzyma się na poziomie z 2013 roku, ale głównie z uwagi na wzrost podaży pracy – zwiększy się liczba ludności w wieku produkcyjnym, czyli na rynek wejdzie fala młodych urodzonych przed 1996 rokiem. Jednocześnie o ok. 0,1% spadnie liczba aktywnych zawodowo. Rząd przewiduje, że spadek stopy bezrobocia w nastąpi dopiero w 2015 roku.
„Mały kłamczuszek”
Premier Donald Tusk na Forum Ekonomicznym w Krynicy ogłosił koniec stagnacji i początek ożywienia gospodarczego. Jego główny oponent Jarosław Kaczyński stwierdził, że obecny premier to „mały kłamczuszek”. Przepychanki polityków muszą zejść na drugi plan w kontekście realnych danych.
Z założeń do ustawy budżetowej na 2014 rok wynika, że dochody państwa wyniosą 288,7 mld zł, a wydatki 343,7 mld zł (20 proc. PKB). Oznacza to, że deficyt budżetowy mógłby sięgnąć 55 mld zł. Mógłby, ale nie musi – tak napisano w założeniach do budżetu. W praktyce można być pewnym, że deficyt osiągnie maksymalny poziom.
Dług będzie droższy?
Resort finansów będzie musiał jakoś zachęcić inwestorów do finansowania działalności państwa. To jednak oznacza wzrost oprocentowania, czyli koszty obsługi przyszłorocznego zadłużenia będą wyższe. Jeżeli tak się stanie, a reakcja giełdy wskazuje, że jest to bardzo prawdopodobne, to przedstawione w założeniach do ustawy prognozy gospodarcze są zbyt optymistyczne. Do tego dochodzą możliwe kłopoty z płynnością, które negatywnie wpłyną na inny wskaźnik – inflację. Słowem to, co miało ustabilizować polskie finanse publiczne, może doprowadzić do ich jeszcze większej destabilizacji.
To, czy tak się stanie, zależy tylko od wysokości przyszłego deficytu. Dlatego rząd będzie teraz zmuszony podjąć inne trudne decyzje, których unikał przez ostatnie 6 lat. Wprowadzić zmiany w systemie emerytalnym dotyczące tych grup zawodowych, które w największym stopniu obciążają budżet państwa – służb mundurowych, górników i rolników.
Łukasz PiechowiakGłówny ekonomista Bankier.pl





























































