Liczba zarejestrowanych bezrobotnych od początku roku spadła o 200 tys. osób. Zarejestrowanych to znaczy, że chodzi o osoby wykreślone z rejestru i to niekoniecznie na skutek znalezienia zatrudnienia. Z ostatnich danych wynika, że tylko połowa z nich znajduje pracę.


Stopa bezrobocia w lipcu wyniosła 11,9% i w porównaniu do czerwca br. spadła o 0,1 punktu procentowego. W stosunku do lipca 2013 r. stopa bezrobocia spadła o 0,4 punktu procentowego - stwierdza ministerstwo w komunikacie. Wcześniej tę informację podał na Twitterze szef resortu, Władysław Kosiniak-Kamysz.
Druga połowa trafia na staże i szkolenia, a część zostaje wykreślona z ewidencji na skutek uchylania się od podjęcia legalnej pracy, niedopełnienia procedur lub z własnej woli. Tylko na staże i szkolenia mamy do wydania ponad 3 mld zł. MPiPS podał, że znalezienie jedno miejsca pracy dla bezrobotnego kosztuje ok. 10 tys. zł, a koszt aktywizacji to ponad 5 tys. zł.
Do tego należy doliczyć spory odsetek emigrantów, którzy wyjechali do Anglii, Niemiec czy Francji. O wiele ważniejszym i więcej mówiącym o sytuacji na rynku pracy wskaźnikiem jest liczba zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw, który niestety dotyczy firm zatrudniających więcej niż 9 osób. Z ostatniego odczytu wynika, że odnotowano przyrost na poziomie ok. 11 tysięcy nowozatrudnionych - to dużo, ale wciąż daleko nam do odczytów z lat 2006-2008, gdy bywało, że co miesiąc pracę znajdowało ponad 30 tys. osób.
Jak interpretować wskaźniki?
Sytuację na rynku pracy analizować można także na podstawie liczby zatrudnionych w gospodarce narodowej, bo wówczas można obserwować przyrost lub spadek etatów w administracji publicznej oraz innych sektorach zdominowanych przez państwo. Jeśli tam wzrasta liczba pracowników, to można przypuszczać, że bezrobocie realnie nie spada.
Niemniej z danych za 2013 rok wynika, że przeciętne zatrudnienie w tym okresie w sektorze publicznym utrzymywało się na poziomie 2997 tys. osób. O tym, gdzie podziali się bezrobotni w 2014 roku dowiemy się dopiero z kolejnej edycji badania.
Kiedy bezrobocie spada, a kiedy rośnie?
Największy wpływ na stopę bezrobocia w teorii ma dynamika wzrostu gosodarczego. Ta obecnie oscyluje w granicach 3%. Możliwe jednak, że się obniży ze względu na kiepskie odczyty gospodarcze w UE oraz sytuację na Ukrainie (niebagatelny wpływ będą miały embarga Rosji na nasz kraj, które niekoniecznie będą zrekompensowane przez Brukselę).
Do tego dochodzą tradycyjne wahania sezonowe, co oznacza, że w miesiącach ciepłych bezrobocie się obniża, a w chłodniejszych - rośnie. Jest to spowodowane tym, że gdy pogoda sprzyja to Polacy znajdują pracę w rolnictwie, budownictwie, turystyce i gastronomii. W listopadzie trend się odwraca. Następnie na koniec grudnia wygasa wiele kontraktów pracowniczych, które nie zawsze są przedłużane w styczniu (chociaż zdarza się, że w pierwszym miesiącu roku zatrudnienie mocno wrasta). Wszystko zależy od koniunktury, a ta niestety obecnie jest przeciętna.
Na koniec pozostaje czynnik podatkowy, czyli wielkość klina podatkowego, który obecnie wynosi 41%. Gdyby był on niższy to prawdopodobnie stopa bezrobocia rejestrowanego również byłaby niższa, bo osoby dotychczas pracujące na czarno przechodziłyby na legalne zatrudnienie. Z różnych szacunków wynika, że chodzi o blisko 500 tys. osób. Dlatego w UE do oceny wysokości bezrobocia używa się metody BAEL (obecnie na poziomie 9,5%), czyli ankiet, które za bezrobotnych uważają tylko te osoby, które poszukują zatrudnienia; są gotowe do podjęcia pracy w ciągu dwóch tygodni oraz nie odnotowały żadnego dochodu z tytułu wykonanej pracy (niekoniecznie na podstawie umowy).
Łukasz Piechowiak
główny ekonomista Bankier.pl.




























































