To się musiało zdarzyć. Stopa bezrobocia zaczyna się powoli stabilizować po kilku latach spadków. Najważniejsze pytanie w tym momencie brzmi, czy wynika to bardziej z ograniczeń podażowych (mniej bezrobotnych, których można zatrudnić), czy popytowych (mniejsze zapotrzebowanie na pracowników)? Sądzę, że oba efekty odgrywają rolę.
Ze wstępnych danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w październiku stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła 5,7 proc. Odejmując efekty sezonowe, daje to poziom 6 proc., czyli dokładnie taki, jak miesiąc wcześniej. W ostatnich sześciu miesiącach zmiany stopy bezrobocia coraz częściej są zerowe, co widać na wykresie poniżej.


W jakiejś mierze stabilizacja stopy bezrobocia jest zjawiskiem naturalnym przy tak niskich jego poziomach. Coraz mniej jest bezrobotnych, których można łatwo i szybko zatrudnić. Część to osoby, które są długotrwale bezrobotne, część jest zarejestrowana tylko dla ubezpieczenia, a część to osoby, które krótkookresowo są bez pracy – zawsze jest grupa ludzi, którzy przejściowo szukają pracy.
Jednocześnie obserwujemy w gospodarce spowolnienie popytu zagranicznego na towary produkowane w Polsce, co przekłada się na niższą dynamikę popytu na pracowników. To też wpływa na stabilizację stopy bezrobocia.
Wyróżnienie tych dwóch czynników – podażowego i popytowego – nie jest łatwe na danych miesięcznych. Patrząc na dane ankietowe, w których firmy deklarują wciąż chęć zatrudnienia, można wnioskować, że efekt podażowy jest ważniejszy od popytowego. Bardzo ciekawe będzie, co w tym kontekście pokażą dane o zatrudnieniu za październik. Zobaczymy je w połowie listopada.
Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.


























































