REKLAMA

mBank odrzuci zbyt ryzykowne zlecenia niektórych klientów

Adam Torchała2021-05-10 12:22redaktor Bankier.pl
publikacja
2021-05-10 12:22
mBank odrzuci zbyt ryzykowne zlecenia niektórych klientów
mBank odrzuci zbyt ryzykowne zlecenia niektórych klientów
fot. Omar Marques / / ZUMA Press

Pod koniec miesiąca mBank wprowadzi zmiany w regulaminie Supermarketu Funduszy. Bank zablokuje sprzedaż jednostek funduszy, które są niezgodne z profilem ryzyka klientów. Celem jest dbanie o bezpieczeństwo środków, rodzi się jednak pytanie, czy nie jest to nadmierna ingerencja banku w decyzje klientów.

31 maja 2021 r. wchodzi w życie zmieniony „Regulamin Supermarketu Funduszy Inwestycyjnych dla osób fizycznych i klientów Private Banking w ramach bankowości detalicznej mBanku". W centrum uwagi znalazły się ankiety MIFID, których obecność wynika z regulacji Unii Europejskiej. Założeniem - przynajmniej w teorii - jest pomoc podejmowaniu właściwych decyzji inwestycyjnych klientów.

Banki, biura maklerskie i inne podobne placówki nie od dziś podkładają ankiety MIFID klientom pod nos. Po wypełnieniu takiej ankiety określany jest profil ryzyka klienta i na tej podstawie jest on np. ostrzegany, gdy próbuje dokonać zakupu instrumentu finansowego, który odbiega od jego profilu. Przykładowo, jeżeli do tej pory "inwestowaliśmy" głównie w lokaty, a nagle chcemy kupić kontrakty terminowe, na podstawie ankiety mifidowskiej powinniśmy zostać poinformowani, że wykraczamy poza swój profil i podejmujemy nieproporcjonalne do wcześniejszego ryzyko. mBank chce pójść o krok dalej. 

- W ankiecie MIFID przekazujesz nam informację o swojej wiedzy, doświadczeniu inwestycyjnym, sytuacji finansowej, tolerancji na ryzyko, celu oraz horyzoncie inwestycyjnym. Na ich podstawie tworzymy Twój profil klienta. Pozwala nam to określić, jakie rodzaje instrumentów finansowych są zgodne, niewystarczające i sprzeczne z Twoim profilem. Pamiętaj, że nie możesz nabywać jednostek lub tytułów uczestnictwa, które są sprzeczne z Twoim profilem. Bank odrzuci takie zlecenie. Anulujemy zlecenia stałe lub zlecenia z datą przyszłą, które są niezgodne z Twoim profilem - czytamy w szczegółowym wykazie zmian w regulaminie Supermarketu Funduszy Inwestycyjnych.

Sugestia zmienia się w zakaz

Ankieta do tej pory miała charakter informacyjny. Teraz stanie się realnym narzędziem, które ograniczy klientowi pole działania. Sugestia zmienia się w zakaz. To wielka zmiana o wielkim znaczeniu. W celu teoretycznego dbania o bezpieczeństwo środków klienta zabrana zostaje mu część wolności. Zamiar na pierwszy rzut oka szlachetny, ale również i mocno kontrowersyjny.

O samym dylemacie, czy warto zabierać wolność, by zapewnić bezpieczeństwo, można byłoby napisać książkę, a nie tylko artykuł. Z jednej strony mamy wizję państwa opiekuńczego, które prowadzi obywatela za rękę, z drugiej słynny cytat Franklina mówiący, że "gdy dla tymczasowego bezpieczeństwa zrezygnujemy z podstawowych wolnościnie będziemy mieli ani jednegoani drugiego". Nie trzeba jednak sięgać po wysokie rozważania, by wykazać spore kontrowersje pomysłu mBanku.

Przede wszystkim problemem jest sama ankieta MIFID. I nie chodzi nawet o fakt, że można jej wypełnienie najzwyczajniej pominąć (bo można) i mieć dostęp do pełnego pakietu produktów. Kontrowersje budzi jej kształt. Jak bowiem zestandaryzowanym badaniem określić, kto ma jakie preferencje i czy odnajdzie się w inwestycjach ryzykownych? Czy to, że nigdy nie inwestowałem w akcje oznacza, że akcje wykraczają poza mój profil ryzyka? De facto takie wnioski płyną z ankiet MIFID. To z kolei tworzy błędne koło - jak mam zainwestować w akcje, skoro nie mogę w nie inwestować, bo nigdy w nie nie inwestowałem? I w drugą stronę - czy fakt, że ktoś inwestował w akcje, czyni inwestowanie w ten instrument bezpiecznym dla niego? A co jeżeli ktoś inwestuje bezpiecznie i chce mały procent kapitału wrzucić w "bardziej szaloną" inwestycję? Poinformowanie go o ryzyku jest jak najbardziej pożądane, ale zabieranie mu takiej możliwości można nazwać nadgorliwością. Dodatkowo ankiety tworzy i interpretuje sam bank, de facto zmiany mogą się więc sprowadzać do tego, że to bank będzie wskazywał, co jego zdaniem jest dla klienta dobre.

Cel: ochrona nowych. Efekt może być odwrotny

Marek Piotrowski, dyrektor departamentu inwestycji mBanku, stara się na łamach "Pulsu Biznesu" łagodzić taką interpretację. Wyjaśnia, że w nowej wersji regulaminu jest rozróżnienie na fundusze zgodne, niewystarczające i sprzeczne z profilem klienta. Blokowane będą transakcje dotyczące tylko tych „sprzecznych”, jako najbardziej skrajnych w stosunku do wiedzy i doświadczenia klienta.

- Mamy realnie zerowe stopy procentowe i 4-procentową inflację. W tej sytuacji na rynek inwestycyjny wchodzi wiele osób bez doświadczenia w tym zakresie. Często skuszonych wysokimi historycznymi stopami zwrotu, np. przypadającymi na ostatnich 12 miesięcy, czyli dokładnie od najniższych poziomów po wybuchu pandemii. Ruch chroniący najmniej wyedukowanych klientów przed najbardziej ryzykownymi decyzjami wydaje się więc zasadnywyjaśnia cytowany przez "PB" Marek Piotrowski.

Znów założenia wydają się szlachetne, wydaje się jednak, że spełnienie takich założeń to utopia. Gdy ktoś chce myśleć za kogoś to przy takiej skali zawsze, nawet z dobrymi intencjami, pojawią się błędy. Dodatkowo działania mBanku przesuwają granicę. Pytanie zatem, kiedy następny ruch - kiedy klient będzie jeszcze bardziej pozbawiony wolnej woli? Trend niestety jest wyraźny i działania mBanku się w niego wpisują - w nadzorowanej części sektora finansowego wolność klienta jest coraz bardziej ograniczana. To z kolei może pchać go w kierunku alternatyw (i to niekoniecznie tych nadzorowanych przez Komisję Nadzoru Finansowego). Efekt może być więc odwrotny. Klient, któremu zabierze się ryzykowny produkt w mBanku, rozzłoszczony zakazem może pójść po jeszcze bardziej ryzykowny produkt poza mBankiem.

Tutaj dochodzimy być może do sedna problemu. Dobro klienta to jedno, zabezpieczenie banku to drugie. Owszem obie rzeczy mogą iść w parze i jest to najlepszy układ, często jednak działania motywowane "dobrem klienta" mają głębsze podłoże i tak też może być i tutaj. I co istotne - częściowo winni temu są sami klienci.

Problem winy

Schemat z ryzykownymi instrumentami finansowymi wygląda zazwyczaj podobnie. Kuszą, ponieważ dają potencjalnie większe korzyści (zysk to zapłata za ryzyko). Wszystko jest ok, póki nie przytrafi się jakiś krach, przekręt, bankructwo czy po prostu odwrócenie trendu.

Weźmy na tapet najgłośniejszy przykład. Kredyty frankowe były ok, póki kurs franka był niski. Czy tak mocno walczono by dziś w sądach, gdyby frank był po 2 zł? Śmiem wątpić. Banki w dużej mierze same sobie tego piwa nawarzyły i wielu klientów jest rzeczywistymi ofiarami ich działalności. Część osób skusiła jednak najzwyklejsza chciwość. Chcieli płacić mniej, to naturalne, teraz jednak pełną winę zrzucają na banki. Kredytów dla indywidualnych klientów w obcych walutach już zabroniono, choć jest to jawna ingerencja w wolność wyboru klienta. Cierpią na tym osoby, które chciałyby wziąć taki kredyt z pełną świadomością zalet i wad. Wybrano jednak "mniejsze zło", przynajmniej z punktu widzenia sektora bankowego i ograniczono klientom pole wyboru.

Oczywiście kredyty frankowe to przykład skrajny, pojawia się tam kwestia nielegalnych zapisów etc., które dają oręż w walce z bankami. Warto jednak zauważyć, że pewien schemat działa i w mniejszej skali. Nie brakuje klientów, którzy wraz z pojawieniem się strat za zaistniałą sytuację winią bank, dom maklerski etc., a nie własną decyzję. Misseling misselingiem, wątpliwe zapisy, wątpliwymi zapisami, ale świadomość i odpowiedzialność, świadomością i odpowiedzialnością. Częścią nadużyć powinny się zająć sądy czy KNF, klienci jednak powinni mieć także świadomość, że ich działania mają konsekwencje i powinni podejmować decyzje odpowiedzialnie. Jeżeli takiego, choćby częściowego wzięcia na siebie odpowiedzialności po stronie klienta nie ma, to jest to równoznaczne z akceptacją dla systemu, w którym to bank za nas myśli i wybiera nam produkty finansowe, z których możemy korzystać.

Nowi inwestorzy, o których wspomina Piotrowski, problem ten uwypuklają na rynkach kapitałowych. Nie brakuje historii, gdy akcje są kupowane tylko dlatego, że ktoś je polecił na twitterze, forum, grupie facebookowej czy reddicie. Gdy trend się zmienia, nie brakuje inwestorów zrzucających winę za swoje straty na "naganiaczy" i nie chcących zaakceptować tego, że strata wynikała z ich działania i każdą propozycję należy rozważyć z własnego punktu widzenia. Traktować jako wskazówkę, a nie jako prawdę objawioną. I znów, zaznaczam, że są przypadki, gdy ludzi rzeczywiście się oszukuje, to inna kategoria, często jednak w najprostszych sytuacjach rynkowych niektórym inwestorom brak zdolności do powiedzenia "ok, zawaliłem". Zamiast tego wolą szukać winnych wszędzie indziej. 

Z tego punktu widzenia trend ograniczania wolności wyboru klientom nie dziwi. Skoro na banki przesuwany jest akcent odpowiedzialności, to ograniczanie pola wyboru wydaje się po prostu naturalną odpowiedzią na ten trend. Bank woli mieć święty spokój, niż zostać posądzonym o choćby najmniejsze niedopatrzenie. Owo niedopatrzenie może bowiem w przyszłości stać się powodem roszczeń ze strony klientów. Sam mBank na tym polu działa dość aktywnie, wystarczy choćby przypomnieć niedawny spór o nazwę dywidendowego funduszu, który mBank wykluczył ze swojej oferty, bo zdaniem banku rzeczywistość w funduszu odbiegała od sugestii stojącej za nazwą. Z drugiej strony, jak budować świadome społeczeństwo inwestorów, jeżeli dążymy do wychowywania ich w bańce. Dziecko, które raz dotknie gorącego czajnika i któremu wytłumaczymy, że tam jest gorąca woda, później będzie bardziej uważne. Dziecko, któremu cały czas będziemy zabierali sprzed oczu czajnik, należytej czujności w sobie nie wyrobi. Wracając na inwestorskie pole, pytanie jednak, kto ma to dziecko wychowywać? 

Źródło:
Adam Torchała
Adam Torchała
redaktor Bankier.pl

Redaktor zajmujący się rynkami kapitałowymi. Zdobywca tytułu Herosa Rynku Kapitałowego 2018 przyznanego przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Swoją uwagę skupia głównie na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, gdzie trzyma rękę na pulsie nie tylko całego rynku, ale także poszczególnych spółek. Z uwagą śledzi również ogólnogospodarcze wydarzenia w kraju i poza jego granicami.

Tematy

Otwórz Konto Firmowe Godne Polecenia i zyskaj nawet 1600 zł premii!

Komentarze (12)

dodaj komentarz
adamtw
No niemozliwe, teraz krzyk, ze wolnosc jest odbierana, ale jak franksterom dano wolnosc wyboru to 12 lat pozniej kwicza, ze banku ich zmuszaly do brania kredytow frankowych i celowo obnizyly kurs zlotego - dodajmy jeszcze, ze zapominaja dodac, iz i tak wiekszosc z nich placi nizsza rate z wyzszym kursem niz naiwny kredyciarze w PLN No niemozliwe, teraz krzyk, ze wolnosc jest odbierana, ale jak franksterom dano wolnosc wyboru to 12 lat pozniej kwicza, ze banku ich zmuszaly do brania kredytow frankowych i celowo obnizyly kurs zlotego - dodajmy jeszcze, ze zapominaja dodac, iz i tak wiekszosc z nich placi nizsza rate z wyzszym kursem niz naiwny kredyciarze w PLN - bo przeciez im za przezornosc nalezy sie jedynie wyzsza rata.

Tym samym nie dziwie sie MBankowi, ze tym razem na zimne dmucha bo zaraz jeden z drugim co madrzejszym spekulantem zaraz po realizacji straty bedzie pikietowal w Wawie:)
przemyslaw-pelka
To może niech państwo zabierze pieniądze obywatelom bo obywatele źle je pożytkują?
luxferre
Przecież już to robi.
Dba za nas o edukację, zdrowie, energetykę, etc.... pokrywając koszty naszymi pieniędzmi.
iandrew
Informowanie i ostrzeganie, i zbieranie potwierdzeń to jedno - ale zabawa w rodzica.
Zyta Gilowska powiedziała kiedyś [o kredytach frankowych]: "Moim zdaniem obywatele są dorośli i mają prawo do pewnej dozy lekkomyślności w podejmowaniu decyzji" - a teraz co mamy???
atx
to prosze zablokować też kase lokowaną na gpw bo tam kradną na potęge
cyklonb
W Pekao SA jest jeszcze ciekawiej, masz umowę tylko na bezpośrednie zlecenia ze swojego komputera na giełdę , bank ci zatrzymuje to zlecenie i makler je składa w twoim imieniu na drugi dzień. Mnie się tak zdarzyło bo nie wypełniłem ankiety, złożyłem zlecenie na krótką sprzedaż, zostało zatrzymane i ponownie złożone W Pekao SA jest jeszcze ciekawiej, masz umowę tylko na bezpośrednie zlecenia ze swojego komputera na giełdę , bank ci zatrzymuje to zlecenie i makler je składa w twoim imieniu na drugi dzień. Mnie się tak zdarzyło bo nie wypełniłem ankiety, złożyłem zlecenie na krótką sprzedaż, zostało zatrzymane i ponownie złożone przez maklera dzień później kiedy zamierzałem sprzedać tak wiec zlecenie bezprawnie poszło jakby odwrotnie no i makler stracił moje pieniądze (z umowy wynikało że żaden z maklerów nie ma prawa składać zleceń w mim imieniu nawet gdybym usiłował to zrobić telefonicznie)... Mimo upływu lat bank nie zwrócił mi straconych pieniędzy w sytuacji ewidentnego oszustwa - ponadto usiłowali mnie zastraszyć aby nie było sprawy- już tam nigdy nie wrócę.
demeryt_69
Kto o zdrowych zmysłach wchodzi w jakiekolwiek relacje z tym reliktem PRL-u?
marianpazdzioch
Mam mieszane odczucia. Co głupszym Polakom, a jest to zdecydowana większość, przede wszystkim powinny być odebrane prawa wyborcze. Jeśli nawet nie umieją głosować, to tym bardziej pokaleczą się na inwestycjach i później znowu ktoś postronny będzie musiał się na ich straty składać.
harrytracz
No tak, a co jeżeli rynek zalicza głębszą korektę i sporo osób wchodzi widząc przecenę?
Bank odcina dostęp do produktu argumentując dbałością o ryzyko klienta. Pozostawi mu co najwyżej fundusz obligacji, niech się rentowność buja z inflacją do końca życia.
harrytracz
Ankieta MIFID jest dobrym narzędziem, a przed rozpoczęciem inwestowania trzeba podwójnie zatwierdzić zapoznanie się z ryzykiem. Kto potrafi czytać ze zrozumieniem ten sobie poradzi :)

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki