Zubelewicz: Podwyżka stóp proc. zaradziłaby rosnącemu ryzyku bańki na rynku mieszkań

Podwyżka stóp proc. byłaby dobrym środkiem zaradczym na rosnące ryzyko bańki na rynku nieruchomości mieszkaniowych – powiedział PAP Biznes członek RPP Kamil Zubelewicz. Dodał, że poparłby wniosek o podwyżkę o 15 pb., lecz czeka ze złożeniem swojego kolejnego wniosku, aż kolejna osoba w Radzie dołączy do grona zwolenników wyższego kosztu pieniądza.

(fot. Filip Błażejowski / FORUM)

"Na rynku nieruchomości istnieje wyraźna rozbieżność między ceną kredytu a tempem wzrostu cen. Jeżeli kredyt hipoteczny, w wyniku decyzji administracyjnych, kosztuje dwa razy mniej niż tempo wzrostu cen mieszkań – to pojawia się ryzyko bańki na tym rynku. (…) Podwyżka stóp procentowych byłaby dobrym środkiem zaradczym na rosnące ryzyko bańki na rynku nieruchomości mieszkaniowych” - powiedział Zubelewicz.

Z uwagi na popularność kredytu konsumenckiego i hipotecznego w Polsce - jak wskazał ekonomista - ewentualne podwyżki stóp procentowych będą bardziej odczuwalne.

"Być może dzięki temu nawet mniejsze podwyżki wystarczą, by uniknąć nadmiernej inflacji. Przy rosnącej inflacji zbyt tani kredyt oznacza, że osoby zadłużone zyskują kosztem wszystkim pozostałych – płacą niskie raty za dobra, za które zapłacą w przyszłości, w zamian za co wszyscy obywatele płacą więcej za dobra, za które płacą dziś. Tracą na tym osoby, które się nie zadłużają (…). Zbyt tani kredyt uderza w osoby odpowiedzialne, najbiedniejsze i wszystkich tych, których wynagrodzenia nie rosną wraz z inflacją. Myślę, że Polaków zdziwiłaby informacja, że ceny rosną w wyniku świadomej polityki NBP. Bank centralny prowadzi politykę powolnego psucia pieniądza” – powiedział Zubelewicz.

Zdaniem ekonomisty, polityka pieniężna, która miała zwiększyć dostępność kredytu i mieszkań, skutkuje szybszym wzrostem cen mieszkań niż wynagrodzeń.

"Osoby oszczędzające na mieszkanie widzą straty, wynikające z odwlekania decyzji o zakupie. By je zmniejszyć zaciągają kredyt hipoteczny. Niepotrzebnie tworzy to dodatkową grupę klientów, którzy już teraz chcą kupować mieszkania, choć są zamożni, i rywalizują o mieszkania z osobami, które i tak musiałyby zaciągnąć kredyt na zakup własnego lokalu. W rezultacie polityka pieniężna, który miała zwiększyć dostępność kredytu i mieszkań, skutkuje szybszym wzrostem cen mieszkań niż wynagrodzeń” – powiedział Zubelewicz.

"Lokale stają się realnie mniej dostępne, co nie przyczynia się do rozwiązania problemów mieszkaniowych Polaków. Jeśli ceny mieszkań rosną szybko, to ilość żądana przez biedniejszych nabywców spada, rośnie natomiast popyt zgłaszany przez tych bogatszych, którzy chcą chronić swoje oszczędności” – dodał.

Zubelewicz poinformował, że czeka aż kolejna osoba dołączy do grona zwolenników podwyżek stóp proc. w Radzie. Dodał, że poparłby wniosek o podwyżkę stóp proc. o 15 pb., ponieważ stopy proc. w Polsce „powinny być wyższe”.

"Lipcowy wniosek o podwyżkę zgłosiłem stosunkowo późno, gdyż z przekonywaniem Rady czekałem na drugą z rzędu projekcję, która w całym horyzoncie pokaże inflację w górnym przedziale odchyleń od celu. (...). W tym kontekście bardzo ważna będzie projekcja marcowa, gdyż pokaże horyzont do końca 2022 r.” – wskazał.

"Nadal jednak uważam za mało prawdopodobne zebranie w Radzie większości za podwyżkami. Inflacja musiałaby być naprawdę niepokojąca, by tak się stało. Cząstkowe argumenty przeciwko podwyżkom zawsze się znajdą: zaszkodzi eksporterom, kredytobiorcom czy budżetowi. (…) Inflacja szkodzi wszystkim, bo mniej mogą kupować. Jeżeli w 2020 r. wydatki na konsumpcję w Polsce wyniosą 1.700 mld zł, to 3-proc. inflacja odpowiada za 52 mld zł dodatkowych kosztów dla konsumentów. Nie wszyscy mogą zrekompensować sobie te koszty wyższymi dochodami” – dodał.

Zubelewicz jako jedyny z członków obecnej kadencji RPP dwukrotnie głosował za podwyżką stóp procentowych – w listopadzie 2018 r. i w lipcu 2019 r. (razem z E. Gatnarem).

Jako pierwszy na możliwość podwyżki stóp proc. w niestandardowym kroku o 15 pb. wskazał we wrześniu członek RPP Łukasz Hardt. Taki ruch, jak wówczas motywował, umocniłby wiarygodność banku centralnego.

Taką podwyżkę poparłby też E. Gatnar, który powiedział w październiku PAP Biznes, że sytuacja na rynku nieruchomości jest napięta, w związku z czym wzrost kosztu pieniądza o 15 pb. byłby mniej dotkliwy dla kredytobiorców, niż pełny krok o 25 pb.

Obniżka stóp nie pobudzi gospodarki

W ocenie Zubelewicza ewentualna obniżka stóp procentowych nie pobudziłaby gospodarki, w której funkcjonuje mechanizm wypierania inwestycji prywatnych.

"Obniżanie ceny pieniądza nie powoduje wyłącznie pozytywnych skutków. W Polsce nie miałoby już przełożenia na aktywność w gospodarce, gdyż cena kredytu nie tworzy bariery dla rozwoju inwestycji. Inwestycjom może za to sprzyjać umiejętna polityka gospodarcza, fiskalna czy dotycząca sektora bankowego” – powiedział.

"W naszym kraju bankom najbardziej opłaca się kupowanie obligacji oraz udzielanie kredytów konsumenckich, nie zaś kredytowanie przedsiębiorstw. Tymczasem na korzyść gospodarki w dłuższym okresie działają głównie kredyty inwestycyjne” – dodał.

W Polsce mamy do czynienia - zdaniem Zubelewicza - z „klasycznym” efektem wypierania inwestycji prywatnych.

"Nawet jeżeli przyjąć, że branża budowlana napędza inne gałęzie gospodarki, to większa dostępność kredytu na tym rynku jest czynnikiem zmniejszającym inwestycje np. w sektorze przemysłowym” – powiedział.

"Niektórzy ekonomiści powiedzą, że nie ma już ograniczenia w ilości kredytu – pamiętajmy jednak, że zdecydowanie ograniczona jest ilość czynników produkcji (praca, maszyny), potencjalnie służących działalności inwestycyjnej” – dodał.

Na wrześniowym, październikowym i listopadowym posiedzeniu RPP nie przyjęto wniosku o obniżkę stóp proc. o 25 pb. Wnioski w IX i X złożył E. Łon. Wyniki głosowania w XI nie są jeszcze publicznie dostępne.

Prezes NBP Adam Glapiński podtrzymał na ostatnim posiedzeniu RPP, że jego zdaniem stopy procentowe pozostaną stabilne do końca kadencji RPP, a jeżeli ich poziom miałby ulec zmianie to byłaby to - w jego opinii - obniżka. W przypadku poważnego spowolnienia gospodarczego za hipotetyczną obniżką ostatnio opowiedzieli się także Grażyna Ancyparowicz oraz Jerzy Żyżyński, zdaniem którego gospodarkę pobudziłaby obniżka o 50 pb.

Od marca 2015 r. stopa referencyjna w Polsce wynosi 1,50 proc.

Do 2021 r. inflacja powyżej celu

Zubelewicz przewiduje, że do końca 2021 r. inflacja w Polsce utrzymywać się będzie powyżej celu.

"Projekcje inflacji przygotowywane są w oparciu o ostrożne założenia. Jedno z nich przewiduje wzrost cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych, gdyż dalsze obciążanie wyłącznie przedsiębiorców podwyżkami cen prądu zagraża ich konkurencyjności. Opóźnienie podwyżek cen energii o pół roku pozwoliłoby na obniżenie ścieżki inflacji, ale efekt ten zostanie zniweczony przez podwyżki stawek akcyzy. W horyzoncie projekcji inflacja utrzymywać się więc będzie powyżej celu” – powiedział członek RPP.

"Według projekcji inflacja zbiegnie do celu dopiero pod koniec 2021. Dla gospodarki to zła wiadomość – gdy wszystko drożeje, to zaczynają się ruchy dostosowawcze. Waloryzacje i rosnąca presja pracowników sfery budżetowej skutkują wzrostem wydatków sektora finansów publicznych i kłopotami budżetu państwa. Proszę zwrócić uwagę na siłę dyskusji dotyczących budżetu na 2020 rok” – dodał.

Listopadowa projekcja NBP zakłada (przedstawiciele NBP wskazywali, że nie jest to prognoza, a jedynie założenie modelowe) podwyżki cen prądu dla gospodarstw domowych w 2020 i 2021 r. po 8 proc. rocznie.

Centralna ścieżka projekcji NBP zakłada inflację CPI w 2019 r. na poziomie 2,3 proc., w 2020 r. na poziomie 2,8 proc., w 2021 r. na poziomie 2,6 proc. Inflacja bazowa ma zaś wynieść 1,9 proc. w 2019 r., 2,6 proc. w 2020 r. oraz 2,4 proc. w 2021 r.

Zubelewicz prognozuje, że charakterystyka przebiegu ścieżki inflacji w Polsce wskazuje na możliwość dalszego wzrostu CPI i przebicia przez wskaźnik poziomu 3,5 proc. rdr.

"Ścieżka inflacji w Polsce przebiega w ostatnich latach w charakterystyczny sposób – po okresie szybszego wzrostu delikatnie spada i przez pewien czas pozostaje stabilna, po czym niestety znowu rośnie. Za każdym razem lokalne minima i maksima są coraz wyższe. Przy braku zewnętrznych czynników dezinflacyjnych zapowiada to coraz bardziej widoczny wzrost cen i przebicie przez inflację poziomu 3,5 proc.” – powiedział Zubelewicz.

Uwaga na negatywne skutki podwyżki płacy minimalnej

Obniżanie obciążeń pracy to najlepsze, co można robić w ramach polityki fiskalnej – ocenił Zubelewicz. Dodał, że podwyżki płacy minimalnej mogą mieć negatywne skutki dla rynku pracy i wywołać lawinę żądań płacowych.

"W obszarze polityki fiskalnej najwięcej pozytywnych efektów przyniosła podwyżka kwoty wolnej od podatku dla części obywateli oraz wszelkie obniżki obciążeń pracy. W sferze pozabudżetowej istnieje zależność między stopniem opodatkowania najniższych wynagrodzeń a zatrudnieniem: im niższe opodatkowanie, tym więcej miejsc pracy powstaje. Obniżanie obciążeń pracy to najlepsze, co można robić, gdyż wywołuje podwójny skutek – im więcej osób pracuje, tym mniej ubiega się o transfery socjalne” – powiedział.

"Jeżeli planowanym podwyżkom płacy minimalnej będzie towarzyszyło analogiczne obniżanie podatków, to można spodziewać się szybszego wzrostu gospodarczego. Obawiam się jednak, że podwyżki płacy minimalnej będą skutkować spadkiem liczby miejsc pracy i równoczesną lawiną żądań płacowych. Podwyższanie płacy minimalnej stanowi dodatkowy czynnik proinflacyjny, z powodu którego ścieżka wzrostu wynagrodzeń z projekcji może być zaniżona” – dodał.

Według wyliczeń NBP 15-proc. podwyżka płacy minimalnej podbije w 2020 roku CPI o 0,1 pkt. proc., a w 2021 r. - o 0,3 pkt. proc.

Najnowsza projekcja NBP zakłada wzrost przeciętnego wynagrodzenia w 2020 r. na poziomie 7,2 proc., a w 2021 r. 6,7 proc.

Dyrektor Departamentu Badań Ekonomicznych NBP powiedział w listopadzie PAP Biznes, że zakładany w horyzoncie listopadowej projekcji spadek liczby pracujących i wzrost bezrobocia w Polsce to "przede wszystkim" skutek spowolnienia dynamiki wzrostu PKB, a efekty płacy minimalnej są tutaj "praktycznie niezauważalne".

Cel inflacyjny powinien być niższy

Kamil Zubelewicz, podobnie jak w poprzednich latach, głosował we wrześniu przeciw uchwale w sprawie ustalenia założeń polityki pieniężnej na 2020 r., z uwagi na - jego zdaniem - zbyt wysoki cel inflacyjny w Polsce.

"Tak jak w poprzednich latach, głosowałem przeciw przyjęciu założeń polityki pieniężnej na rok 2020, z uwagi na zbyt wysoki poziom celu inflacyjnego (2,5 proc., +/- 1 pp.). Przy niższym tempie wzrostu przeciętnego poziomu cen polska gospodarka mogłaby się lepiej rozwijać, gdyż mniejsze byłyby wahania cyklu koniunkturalnego” – powiedział.

"Obecnie niektóre banki centralne dyskutują nad podniesieniem celu inflacyjnego, ale jest to pokłosiem spychania na nie zbyt dużej odpowiedzialności za gospodarkę. W wielu państwach różne cele polityki gospodarczej próbuje się osiągać wyłącznie jednym narzędziem – polityką monetarną. Przykład wielu państw zachodnich pokazuje, że brak reform i kontynuowanie dotychczasowej polityki fiskalnej czy strukturalnej po prostu się nie sprawdza” – dodał.

Rafał Tuszyński (PAP Biznes)

tus/ osz/

Źródło: PAP Biznes

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
8 0 dareku87

Nieciekawie dzieje się na rynku kredytów, dlatego tym bardziej cieszę się, że jestem w trakcie procesu i mam nadzieję, że za jakiś czas zamieszkam na osiedlu Życzliwa Praga – formalności, fakt, jest sporo, ale wszystko jest do ogarnięcia. Przynajmniej teraz – kto wie, co będize za rok?

! Odpowiedz
1 7 bankier_david

Mądrze gość gada, ale to nie ma znaczenia, bo jest w mniejszości i nikt mu nie pozwoli na podwyżkę stóp procentowych. Za dużo osób wzięło kredyty hipoteczne, żeby doszło do podwyżek stóp. Niestety rzeczywistość jest taka, że prędzej dojdzie do obniżki, niż do podwyżki stóp.

! Odpowiedz
0 6 nijakibp

Pan Kamil Z. to nie tylko rozsądny facet. Ja bym nazwał tego pana geniuszem. W obecnej chwili "głupcy" zarządzają i określają niską wysokość procentową jaką mogą narzucać bankom a tym samym zwykłym ludziom, którzy cenią swoją ciężką pracę i depozyty bankowe, którzy otrzymują za przechowywanie swojej gotówki w bankach prawie za nic w porównaniu do istniejącej inflacji. Najlepszy sposób na działania FED i PPP byłoby trzymanie kasy poza obrębem bankowości, bo zysk jest identyczny, ale czy bezpieczniejsz? Dlaczego gospodarka światowa rozwijała się wspaniale do czasu tzw. "okresu Globalizacji?" Chociaż banki wypłacały w latch 1980- 2008 swoim klientom procenty od 4.5% do 8% rocznie to były jednak zdrowo zarządzane. Dzisiaj jest to po prostu niemożliwe. Nawet prezydent USA Donald Trump - uważany za geniusza tego nie może pojąć i ulega swojemu FED. Kto dzisiaj dzisiaj narzuca kierunek dsl światowej ekonomii?

biznesu tego nie rozumie także i w swoim kraju.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
3 37 1as

Jeden rozsądny facet, ale nie przekrzyczy całej reszty zachłyśniętych tanim pieniądzem.
Teraz na topie jest kupowanie mieszkań, dla siebie, dzieci, wnuków i na wynajem Ukraińcom.
Ci bez kasy mogą już tylko popatrzeć, jak wygląda budowa dla rentierów.
Tylko jak to wszystko kiedyś pier.....nie, to rok 2008 będzie małym piwkiem. Wtedy bekną wszyscy.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 22 drabio

Po pierwsze inflacja to sprawa indywidualna i zależy od tzw. koszyka inflacyjnego. Każdy człowiek ma własny koszyk zależny od tego co kupuję. I tak np. jeżeli ktoś wydaje dużo na warzywa, dobre leczenie, energię czy oszczędza na mieszkanie które chce kupić za gotówkę bez kredytów to dla niego osobiście inflacja była znacznie większą od podanej przez GUS.

Co do stóp procentowych to NBP przespał okres kiedy polityka kredytowa powinna być zaostrzana teraz to konsumpcja wg nomenklatury ma być lekiem na spowolnienie (doganiamy Niemcy) może i racja tylko efekt będzie taki że jak skończy się spowolnienie brak inwestycji i wysokie zadłużenie konsumentów przyhamuja konsumpcję oraz inwestycję bo najwięcej produkuje się na potrzeby rynku wewnętrznego a bez inwestycji w produktywność których to brak to konkurować można dalej tylko tania siła roboczą za granicą.

Wizja Morawieckiego byłaby możliwa ale swoim pajacowaniem rząd, NBP zabili inwestycje. Jedyna opcją jaka pozostaję rządowi to powolna 3 droga czyli rozwiązywania wszystkich problemów poprzez obniżanie wartości złotego. Politycznie bezpieczna o ile nie przyniesie gwałtownej formy ale w długiej perspektywie zaskutkuje rzesza emerytów na progu ubóstwa, milionami słabo wykształconych pracowników którzy raczej manualnie i niską płacą nadganiaja wyższa wydajność krajów które inwestują więcej... Zwiastunem tego jest właśnie niski poziom inwestycji i nisko poziom szkolnictwa.

Mowa: doganiamy Niemcy... Tylko że Niemcy uciekli nam zupełnie w innym kierunku - inwestycje + oszczędności sprawiają że Niemiec ma do pomocy dodatkową siłę w postaci zainwestowanych wcześniej zaoszczędzonych zasobów a Polak wór na plecach z kredytami, ratami który będzie mu ciążył przez życie. Jeżeli wora sobie na założy to siła się go weźmie: PPK, OFE, inflacja, niskie płace.

Zakoncze tylko: zgadzam się z Panem Zubelewiczem, podwyżka o 0,15 nic nie zmieni ale to jest sygnał do zmiany podejścia do wartości pieniądza tylko że Glapcio na to nie pozwoli będzie wysysał sukcesywnie obywateli (obywatel to ten co pracuje i płaci podatki, klient to ten co nie pracuje tylko bierze zasiłki)

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 35 lenon

Bańki na rynku nieruchomości powinny być ograniczane przez wliczanie do współczynnika inflacji cen nieruchomości. Większość wolnorynkowców w Polsce przecież zgadza się co do tego, że mieszkanie to artykuł konsumpcyjny. Nieuwzględnianie cen nieruchomości w koszyku inflacyjnym przy jednoczesnym opieraniu rat kredytów o współczynnik inflacji to jedna z największych hipokryzji współczesnego świata finansowego.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
29 1 silvio_gesell

Nie, nieruchomość to dobro inwestycyjne a nie konsumpcyjne. W szczególności dlatego, że czas konsumpcji wykracza poza długość ludzkiego życia.

! Odpowiedz
1 15 lenon odpowiada silvio_gesell

Czyli powinien być odrębny wskaźnik inflacji dla dóbr inwestycyjnych. Wyznaczanie rat kredytów hipotecznych wg współczynnika inflacji cen ogórków i masła to hipokryzja.

! Odpowiedz
12 4 silvio_gesell odpowiada lenon

Raty kredytów hipotecznych wyznacza rynek, zależą od rynkowej długoterminowej stopy. RPP kontroluje jedynie krótkoterminową stopę, właśnie dla produktów konsumpcyjnych, jak masło i ogórki. Podwyżka krótkoterminowej stopy nie podnosi długoterminowej stopy, i nie ma wpływu na wysokość rat w długim terminie. Jeśli RPP podniesie stopy, to w krótkim terminie raty wzrosną, co spowoduje spadek cen nieruchomości, co wymusi obniżanie stóp bardziej niż zostały podwyższone.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 7 marianpazdzioch odpowiada silvio_gesell

Byłoby inwestycyjnycm jakbyś wynajmował. Przytłaczająca większość ludzi w PL używa mieszkań dla własnych potrzeb i co więcej ponosi w związku z tym dodatkowe koszty.

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne
USD/PLN -0,09% 3,8312
2019-12-16 10:53:00
EUR/PLN 0,04% 4,2642
2019-12-16 10:53:00
EUR/USD 0,12% 1,1130
2019-12-16 10:53:00
CHF/PLN -0,04% 3,8940
2019-12-16 10:53:00
Porównywarka kantorów internetowych

Kupuj walutę taniej >>

Chcę
Kupić
Sprzedać
Płacę

Wymień walutę taniej

Znajdź profil