Dolarowe notowania złota pozostają pod silną presją amerykańskiej waluty. W piątek rano kurs żółtego metalu testował tegoroczne minimum, zbliżając się do ważnego psychologicznego poziomu 1200 USD za uncję.


1214,30 USD/oz – po takim kursie w piątek o 8:50 obracano kontraktami terminowymi na złoto. W ten sposób rozpoczął się czwarty dzień batalii o utrzymanie wsparcia wyznaczanego przez roczne minimum z 19 lipca (1211,50 USD).
Jeśli wsparcie padnie, to analiza techniczna każe oczekiwać dalszych spadków. Najbliższym celem niedźwiedzi byłaby zapewne strefa 1200 USD – okrągły poziom, powyżej którego zatrzymana została lokalna fala spadkowa w maju i lipcu 2017 r. Kilka dolarów niżej leżą też dołki z marca 2017. Zważywszy na najsilniejsze od grudnia 2016 roku wyprzedanie rynku wsparcia te mogą zatrzymać presję podaży.
Mogą, ale nie muszą. Przeciwko aprecjacji złota w USD działa przede wszystkim siła amerykańskiej waluty. Od początku roku indeks dolara zyskał 3,5%, osiągając najwyższą wartość od ponad roku. O ile jeszcze kurs EUR/USD utrzymuje się powyżej majowego dołka, to już chiński juan spada jak kamień, tracąc do dolara ponad 7% tylko od połowy czerwca.
Kurs dolara jest historycznie negatywnie skorelowany z notowaniami złota. Mocniejszy dolar sprawia, że metale szlachetne stają się droższe dla inwestorów spoza USA, co może prowadzić do spadku popytu na złoty bulion. Siła dolara w horyzoncie ostatnich lat wynika z działań Rezerwy Federalnej, która jako pierwsza zerwała z polityką zerowych stóp procentowych i od dwóch lat prowadzi proces normalizacji stóp procentowych.
Rosnące rentowności amerykańskich obligacji sprawiają, że rośnie koszt alternatywny przechowywania złota. Niejeden inwestor może uznać, że bardziej od zakurzonej złotej sztabki woli przynoszący 3% papier dłużny Wuja Sama. Może nie gwarantuje on takiego bezpieczeństwa jak królewski metal, ale za to płaci swojemu posiadaczowi jakieś odsetki.
Krzysztof Kolany



























































