Galopujące ceny ropy naftowej napędzają popyt na poszukiwania nowych złóż surowca oraz na badania możliwości zwiększenia wydobycia z już eksploatowanych złóż. Koncerny paliwowe płacą grube miliony za samą nadzieję trafienia na złoże, które w perspektywie długookresowej może zaowocować przyzwoitym zwrotem z poniesionych nakładów. Przykładem takich działań z naszego podwórka są starania notowanego na giełdzie PetrolInvestu, który – jak na razie bez większych sukcesów – pakuje majątek w odwierty poszukiwawcze w Azji. Inwestycje koncernów paliwowych i spółek poszukiwawczych w upstream to dziś jedynie część wzmożonej aktywności w zakresie procesów inwestycyjnych w szeroko rozumianym sektorze surowców energetycznych. Wysokie ceny ropy skłaniają coraz szersze rzesze inwestorów do śmiałych inwestycji w inne konwencjonalne źródła energii, jak i takie surowce, które dotychczas nie były poważnie brane pod uwagę jako materiał do produkcji energii.
Wspólnym mianownikiem inwestycji zarówno w tradycyjne, jak i alternatywne źródła pozyskiwania energii, jest kwestia zwrotu z angażowanego kapitału. To naturalne, że każdy inwestor zapewniający finansowanie określonemu przedsięwzięciu chce wiedzieć ile i kiedy będzie mógł na nim zarobić. Oczywiście każdy projekt inwestycyjny niesie ze sobą określone ryzyko, które inwestor musi brać pod uwagę przy szacowaniu spodziewanej premii.
Nie lada sztuką jest ocenić jak wielkie ryzyko podjęli inwestorzy, którzy pod koniec maja zagwarantowali kalifornijskiemu start-upowi Sapphire Energy nieograniczone finansowanie działalności. Sapphire Energy, spółka powstała raptem rok temu, upubliczniła niedawno plany pozyskiwania tzw. „zielonej ropy naftowej” z alg. Inwestorzy zapewniający Sapphire Energy finansowanie twierdzą, że odkrycie dokonane przez tę maleńką spółkę może zmienić świat. Czy rzeczywiście tak będzie?
Sapphire Energy to nie pierwsza firma, która utrzymuje, że jest w stanie pozyskać energię z alg. Podobne projekty prowadzą też inne jednostki badawcze, które korzystają ze wsparcia finansowego z m.in. z funduszy militarnych Stanów Zjednoczonych i NATO. Jednym z konkurentów Sapphire Energy w tym niecodziennym segmencie jest firma GreenFuel Technologies, niemniej spółka ta narzekała na bliżej nieokreślone kłopoty występujące w procesie produkcji.
Sapphire twierdzi, że nie ma takich problemów. Wykorzystywana przez spółkę technologia umożliwia ponoć produkcję węglowodorów bezpośrednio z energii słonecznej, dwutlenku węgla oraz fotosyntetycznych organizmów takich jak algi. Jak podkreśla spółka, substancje chemiczne zawarte w produkowanej przez nią „zielonej ropie” mają taki sam skład jak tradycyjna ropa naftowa, co umożliwia korzystanie z tej samej infrastruktury co w przypadku ropy, od rafinerii i rurociągów począwszy, a na zwykłych samochodach kończąc.
Przedstawiciele Sapphire nie chcą ujawniać jak duże są koszty produkcji „zielonej ropy” z alg, ani jak dużo ekologiczna ropa mogłaby kosztować na stacjach benzynowych. Jednakże, według ich zapewnień, koszty produkcji paliwa na bazie „zielonej ropy” mają mniej więcej odpowiadać kosztom produkcji paliwa z tradycyjnej ropy.
Gdzie w takim razie szukać potencjalnych korzyści z zastosowania na szeroką skalę technologii proponowanej przez Sapphire Energy? Być może właśnie rozwiązanie tej spółki wyciągnie świat z niezdrowego konfliktu między żywnością a paliwem („food versus fuel”). Póki co prezes Sapphire Energy Jason Pyle usilnie stara się przekonać władze amerykańskie do udzielenia administracyjnego wsparcia technologii, która wydaje się znacząco górować nad faworyzowaną koncepcją biopaliw. Z jednej strony powinna zapewnić bardzo potrzebne zasoby energii, a z drugiej nie będzie negatywnie wpływała na stan rolnictwa, pozwalając farmerom powrócić do produkcji na potrzeby żywieniowe, a nie energetyczne.
„Przyszłość to technologie paliwowe, które nie będą konkurować z rolnictwem” - mówił w połowie czerwca Pyle podczas spotkania z senacką komisją ds. energii i surowców naturalnych. Do Kongresu należy w tej chwili decyzja, czy przyjęte w 2005 roku prawo wspierające produkcję energii ze źródeł alternatywnych, z którego w znaczącym stopniu korzystają obecnie producenci biopaliw, jest najodpowiedniejszym instrumentem, zwłaszcza w sytuacji, gdy świat na rosnące ceny energii narzeka w równie znacznym stopniu co na wysokie ceny żywności. Odciążenie rolnictwa, jakie mogłoby pociągnąć za sobą masowe przejście na korzystanie z energii z alg, jest nie do przecenienia. Badania uniwersytetu New Hampshire dowiodły, że gdyby wszystkie paliwa wykorzystywane w zagregowanym transporcie Stanów Zjednoczonych produkować z alg, powierzchnia jaka byłaby potrzebna do ich produkcji odpowiadałaby mniej więcej 3 proc. całości produkcji rolniczej i hodowlanej w Stanach. Warto dodać, że algi są tak mało wymagającymi roślinami, że można by je uprawiać na pustyni podlewając słoną czy też mocno zanieczyszczoną wodą. Co więcej, proces fotosyntezy w niemałym stopniu przyczyniłby się do sekwestryzacji dwutlenku węgla – jest to niebagatelna zaleta w świecie przytłoczonym nadmiernymi emisjami gazów cieplarnianych.
Na ile realne są te wspaniałe plany? Niektórym ambitny projekt Sapphire Energy przypomina powieść z gatunku science-fiction. Ale inwestorzy, którzy zagwarantowali spółce nieograniczony dostęp do kapitału, muszą postrzegać te zapowiedzi całkiem realnie. Całkiem realne mogą się też okazać zyski, jaki w przyszłości z tego projektu będą czerpać.
Maciej Onoszko
www.InwestycjeAlternatywne.pl























































