W ich firmie nie wolno rozmawiać na temat zarobków. Jest to ściśle tajne. Pytam więc, żeby określili mi pułap, czy jest to do 1200 zł, między 1200 a 2000 zł, czy może powyżej 2000 zł. Jeśli powyżej 2000 zł, to czy wielokrotność? W ten sposób udaje mi się przynajmniej określić poziom dochodów zainteresowanej osoby. Największe tajemnice ze swych zarobków robią ci, którzy najmniej zarabiają.
Z jednej strony rozumiem niechęć do ujawniania „tajemnicy służbowej”, a z drugiej zastanawiam się, dlaczego ta sprawa jest w firmach tak ukrywana. Osobiście mam swoje zdanie na ten temat i wcale się nie dziwię, że ludzie nie chcą chwalić się swymi niskimi dochodami, bo rzeczywiście nie ma się czym chwalić, a łatwiej jest swoje zażenowanie ukryć za tajemnicą służbową niż opowiadać o tym, że brakuje pieniędzy na godne życie.
Czy ich szefowie, dyrektorzy czy prezesi firm, w których oni pracują, też niechętnie rozmawiają o swoich zarobkach? Na pewno nie, oni się zabezpieczają „tajemnicą służbową”, aby nikt nie dowiedział się, ile oni zarabiają dzięki pracy swoich pracowników. Sądzę, że gdyby się ludzie dowiedzieli, ile zarabiają ich szefowie, a ile oni, to nikt z nich nie przyszedłby następnego dnia do pracy, bo wyszłoby na jaw, jak są wykorzystywani.
Stawiam sobie pytanie, dlaczego ludzie godzą się na takie traktowanie w swoich firmach, że za swoją pracę przyjmują minimalną zapłatę i nie szukają innych rozwiązań, innych możliwości zarobkowania, co często jest związane z przebranżowieniem się. Mamy tutaj do czynienia z diabelskim kręgiem – pracodawcy płacą mało, bo wiedzą, że pracownicy i tak, kiedy tylko mogą, to szukają możliwości, aby nie pracować, aby zrobić sobie wolne lub chociażby przysłowiową przerwę na papierosa, szukają możliwości, aby się nie przemęczać, bo pracodawcy płacą mało. I tak w kółko.
Dochody są utajnione, pracownicy przychodzą do pracy na 8 godzin, godząc się na niskie zarobki, bo podobno nie mają innego wyboru, nie mają innej możliwości. Z tym się nie zgadzam, bo jeśli ktoś chce sobie poprawić sytuację finansową, to rozwiązanie znajdzie. Zmieni zawód, założy działalność gospodarczą – po prostu weźmie swój los w swoje ręce. My, Polacy, jesteśmy od wieków przyzwyczajeni do pracy – ciągle jednej, przez całe życie, do szanowania szefa swego, bo przecież można mieć gorszego, jak mówi przysłowie, i dlatego nie szukamy rozwiązań, tylko podążamy raz wybraną drogą, godząc się na wyrzeczenia i na minimalny poziom życia.
W naszej firmie nie mamy nic do ukrycia, o naszych zarobkach rozmawiamy oficjalnie, cieszymy się patrząc, gdy nasi współpracownicy z miesiąca na miesiąc zarabiają coraz więcej. Każdy z nich może zarabiać tyle, ile chce, bez żadnych ograniczeń. Oni są dumni z tego, że trafili do firmy, w której zarobki są uzależnione od wkładu pracy, od zaangażowania, od wydajności. Wcześniej nie znali takiej możliwości zarabiania, a tym samym realizowania swoich marzeń i celów życiowych dzięki zarobionym pieniądzom, ponieważ ich rodzice i najbliżsi znajomi również nie spotkali się z taką formą pracy i nie zarabiali w ten sposób.
Marek Zieleniewski
dyrektor krajowy
OVB Wrocław

































































