W tej chwili Groupon ma już kilkanaście mln subskrybentów. Według raportu Morgan Stanley, Groupon miał w 2010 r przynieść ponad 500 mln dolarów. Po zaledwie 17 miesiącach działalności Groupona wyceniono w kwietniu na 1,35 mld dol. Tym samym Groupon przebił swoimi wynikami Amazona, Ebay, Yahoo, ulegając tylko Youtube, który jest jedyną firmą, która przekroczyła wycenę 1 mld dol. szybciej.

Jak to często podkreślają twórcy Groupon i entuzjaści tego rodzaju przedsięwzięć - umieszczenie ogłoszenia na Grouponie pozwala małym przedsiębiorstwom się wypromować, nawet kosztem bieżących strat. Forbes, opisując historię i sukces Groupon w USA przedstawia przykład małej firmy - niewielkiego aeroklubu z Bedford w Massachusets, który zaproponował lekcje latania helikopterem dla początkujących w cenie 69 dol. zamiast 225, ofertę zamknięto o godz. 11 z 2,5 tys. chętnych. Klub spodziewał się maksymalnie 200. Pewnie nieprzypadkowe są przytoczone słowa Philipa Greenspuna, instruktora z East Coast Aero Club: „Wiedziałem, że mamy problem, gdy zobaczyłem 30 zgłoszeń chwilę po otrzymaniu maila od serwisu”.
Rzeczywiście dla takich firm Groupon jest niesamowitą machiną sprzedażową. Jak podają jego menedżerowie, o miejsce na Grouponie stara się ok. 35 tys. spółek, a odstaje je tylko co ósma.
Od firm, które chcą współpracować z Gropuon wymaga się nie tylko, by byli notowani w serwisach takich jak CitySearch czy TripAdvisor. To, co jest o wiele istotniejsze to to, by ich cena promocyjna, jaką oferują dla użytkowników serwisu, była znacznie niższa od regularnej oraz oferta nie była podobna do innych promocji firmy.
Jeśli dołożymy do tego klęskę urodzaju, jak choćby tę opisaną w przypadku ww małego aeroklubu (a taki sukces jest niejako wpisany w mechanizm działania Groupon) to za chwilę może okazać się, że pierwotny sukces sprzedażowy może prowadzić do nie lada kłopotów.
Jak twierdzą specjaliści, ponoć „jak dotąd żadne medium – prasa, telewizja, czy radio – nie generowało takiego poziomu sprzedaży dla małych firm”.
Pokusa jest więc dość duża. Serwis rozwija sie cały czas, wchodząc do kolejnych krajów i miast, mnożąc zastępy przedstawicieli handlowych. Jednocześnie rozwijają się bliźniacze, konkurencyjne serwisy działające na dokładnie takiej samej zasadzie. Opcji dla małych firm jest więc dość dużo. Biznes wydaje się intratny. I może być intratny, zwłaszcza, na etapie wypromowania się i zaistnienia w świadomości jak najszerszej grupy klientów.
Warto jednak pamiętać o pewnej lekcji płynącej ze współpracy małych lokalnych dostawców z sieciami hipermarketów. Analogia dość odległa? Tylko pozornie.
Markety też potencjalnie dawały okazję do rozwoju produkcji i zaistnienia na szeroką skalę. Dawały efekt wolumenu. Tyle, że przy bardzo niskiej marży i bardzo wysokich kosztach wejścia i potem - zabójczych często kosztach operacyjnych. Im dłużej trwał taki stan, im częściej się to działo, tym gorzej było dla dużej części małych firm, które nie były w stanie poradzić sobie z taką „inwestycją w rozwój”.
/Wymiatacze.pl
Zobacz też:
» Prosty i genialny ruch Netii
» Czy Allegro zdetronizuje Groupona?
» Gigant zakupów grupowych wchodzi na chiński rynek
» Prosty i genialny ruch Netii
» Czy Allegro zdetronizuje Groupona?
» Gigant zakupów grupowych wchodzi na chiński rynek

























































