REKLAMA

Wielkie city vs wiejska arkadia – dlaczego uciekamy z miast?

2015-03-13 12:40
publikacja
2015-03-13 12:40
fot. F. Springer / F. Springer

Wokół wielkich miast rozrastają się pierścienie coraz gęściej zaludnionych miejscowości. Polacy zamiast zgiełku wybierają wiejską ciszę. Marzenie o własnym domu ma jednak swoją cenę – godziny spędzane w korkach, kłopoty z dostępem do służby zdrowia i edukacji. O zjawisku suburbanizacji rozmawiamy z dr hab. Katarzyną Kajdanek, socjologiem badającym migracje Polaków.

Polska wieś się zmienia – zgodnie z badaniami CBOS 18 proc. żyjących na wsi znajduje się w bezpośredniej bliskości miasta, a 11 proc. badanych żyje w „miejskich sypialniach”, zasługujących na miano suburbiów. Przepływ ludności z miast na wieś jest zjawiskiem umykającym oficjalnym statystykom, mówi w rozmowie z Bankier.pl dr hab. Katarzyna Kajdanek, socjolog z Uniwersytetu Wrocławskiego.

dr hab. Katarzyna Kajdanek, Uniwersytet Wrocławski / F. Springer

Michał Kisiel, Bankier.pl: Ucieczka z miast jest w Polsce zauważalna gołym okiem - nowe osiedla w podmiejskich miejscowościach, korki na drogach dojazdowych. Czy wiadomo jakie są rozmiary tego zjawiska? Ilu mieszczuchów wybrało życie na (podmiejskiej) wsi?

​Dr hab. Katarzyna Kajdanek, Uniwersytet Wrocławski: Oszacowanie skali zjawiska jest dość trudne. GUS zbiera dane o osobach, które przeniosły się z miasta na wieś, ale takie statystyki ujmują wyłącznie osoby, które zmieniły meldunek z miejskiego - na wiejski. Wiele osób wyprowadzających się z miasta na wieś nie zmienia meldunku. Powody mogą wynikać zarówno z sytuacji ekonomiczno-społecznej gospodarstw domowych (utrzymywanie drugich mieszkań i/lub firm w mieście) jak i z powodów osobistych: niewiedzy, niechęci do załatwiania spraw urzędowych, lenistwa, itd.

Badania socjologów i geografów (pierwsze - oparte na wywiadach z mieszkańcami osiedli podmiejskich, drugie - na analizach dojazdów do pracy z gmin podmiejskich oraz ​szczegółowych analizach alternatywnych źródeł danych urzędowych) pokazują, że faktyczny przepływ z miast do osiedli podmiejskich jest o wiele większy niż są w stanie uchwycić statystyki.

Z moich badań, których wyniki opisuję w książce "Suburbanizacja po polsku" wynika, że na 10 osób będących głowami gospodarstw domowych od 4 do 6, w zależności od miejsca zamieszkania, ma meldunek w nowym miejscu zamieszkania. Zatem liczbę osób przenoszących się z miasta na wieś należałoby przemnożyć co najmniej razy dwa, a do tego doliczyć innych członków gospodarstw domowych. 

Co skłania ludzi do podjęcia decyzji o wyprowadzce - bodźce ekonomiczne? Kulturowe (tęsknota za własnym kawałkiem ziemi)? A może miasta nie nadają się już do życia? Jakie wnioski wynikają z Pani badań?

Każdy z tych elementów ma znaczenie, jednak istotne jest to, że kompozycja czynników przyciągających ludzi do osiedli podmiejskich nieco się zmienia w zależności od szeregu uwarunkowań. Można tutaj wymienić m.in. to, skąd się przeprowadzają (jakiej wielkości miasto opuszczają - wielkie, np. stolicę regionu lub małe i średnie, do 100 tys. mieszkańców),  biografię ich i ich rodziny (np. czy rodzice mieszkali na wsi czy w mieście), jaki wykonują zawód i w związku z tym jakie są ich dochody, na jakim etapie cyklu życia jest ich gospodarstwo domowe - czy są rodziną jeszcze lub już bez dzieci, czy mają dzieci w wieku szkolnym, prawie dorosłe dzieci, itd. 

Niezależnie od tych zróżnicowań muszę podkreślić jedno: Motywacje badanych mieszkańców małych i średnich miast Dolnego Śląska do osiedlania się na wsiach nie są antymiejskie. Uciążliwości codziennego życia w miastach do 100 tysięcy mieszkańców, jak wynika z rozmów z przybyszami, są do zniesienia. Nie są też prowiejskie, bo wsi nie postrzega się jako remedium na miejskie bolączki, jak to jest w przypadku mieszkańców wielkiego miasta.

Mieszkanie poza miastem, ma dla mieszkańców - poza innymi wymiarami - charakter głównie użytecznościowy i ekonomiczny. Większość mieszkańców kieruje się chęcią maksymalizacji dostępnej ze względu na posiadane środki finansowe powierzchni domu i działki (ogrodu) i minimalizacji kosztów dojazdu do miasta, które jest głównie rynkiem pracy, ale już niekoniecznie edukacji młodszych dzieci i miejscem zakupów (ale już nie korzystania z rozrywek).

Istotne jest także poczucie bycia u siebie, rozumiane jako większa niż w miejskim mieszkaniu prywatność, intymność i wolność do robienia tego, na co ma się ochotę oraz własność (nie tylko mieszkania, ale przede wszystkim ziemi) nawet kredytowana

Dawni mieszkańcy wielkich miast, którzy wyprowadzają się na przedmieścia są nieco bardziej emocjonalni w opisywaniu decyzji o przeprowadzce, wspominają uciążliwości wielkiego miasta (hałas, korki, zatłoczenie, pośpiech) i przeciwstawiają im pierwszy okres zamieszkiwania pod miastem (cisza, spokój, zieleń, sielanka, arkadia, itp.). Oczywiście, wraz z nasileniem procesu suburbanizacji te zalety nieco zbladły. Niemniej, ludzie przeprowadzający się, z rozmaitych pragmatycznych i symbolicznych powodów, do lokalizacji, z którymi nie mieli żadnych wcześniejszych związków, zaczynają odczuwać z nimi specyficzną więź, opierającą się głównie na fascynacji otoczeniem, a  inni mieszkańcy (tak nowi osadnicy jak i rdzenni mieszkańcy) są poza nawiasem indywidualnego doświadczenia podmiejskiego domu i przestrzeni podmiejskiej. 

Czytaj dalej: Czy przeprowadzka na wieś oznacza lepszą jakość życia czy to tylko romantyczny mit?

Czy przeprowadzka pod miasto pozwala podnieść jakość życia czy to tylko romantyczny mit? Z jakimi problemami stykają się ci, którzy zdecydowali się na taki krok?

​Poprawa jakości życia jest jednym z ważnych argumentów uzasadniających wyprowadzkę na przedmieścia​, przywoływanym często przez komentatorów tego zjawiska jednak bez wyjaśnienia, jak definiowaną jakość życia mają na myśli. Jakość życia jest niezwykle złożonym i trudnym do badania pojęciem, bardzo silnie związanym z określoną koncepcją rozwoju społeczno-gospodarczego​, a także z możliwościami ekonomicznymi gmin podmiejskich. ​

Przywołam tylko jedną, relatywnie prostą klasyfikację obiektywnej, w odróżnieniu od subiektywnej, jakości życia, proponowaną przez prof. Janusza Czapińskiego w badaniach Diagnoza Społeczna. Do obiektywnej jakości życia zalicza się: aktywność ekonomiczną (funkcjonowanie na rynku pracy), sytuację dochodową i sposób gospodarowania dochodami, wyżywienie, zasobność materialną, warunki mieszkaniowe, korzystanie z pomocy społecznej, kształcenie dzieci, uczestnictwo w kulturze i wypoczynku, korzystanie z systemu ochrony zdrowia, ubezpieczenia i zabezpieczenia emerytalne, postawy proekologiczne itp.

Podobnie, jak w komentarzu dla Instytutu Obywatelskiego w tej sprawie chcę zaznaczyć, że w mojej ocenie, podpartej prowadzonymi przeze mnie badaniami nad suburbanizacją na Dolnym Śląsku i wynikami badań koleżanek oraz kolegów zajmujących się tym problemem, w przeprowadzce na suburbia nie chodzi o poprawę jakości życia, rozumianej jako całokształt wymienionych zjawisk. Przeprowadzka oznacza poprawę w jednym aspekcie: warunków mieszkaniowych. Wiele pozostałych aspektów, jak wynika z moich badań, często ulega pogorszeniu, a w najlepszym razie pozostają one niezmienione.

​Wyjątkiem są bogate podmiejskie gminy (np. gmina Kobierzyce lub gminy w Legnicko-Głogowskim Okręgu Miedziowym), które mogą dla swoich mieszkańców zrobić więcej. ​

Na przykład, ze względu na ubóstwo infrastruktury transportu publicznego, pod miastem wzrasta koszt finansowy (benzyna) i społeczny (czas) dojazdów dorosłych i dzieci do pracy i szkoły. Ze względu na brak lub niewystarczający w porównaniu z miastem rozwój infrastruktury kultury i wypoczynku, większość związanych z tym obszarem aktywności nadal realizuje się w mieście, co generuje dalsze koszty. Kształcenie dzieci, z uwagi na przekonanie (często niezgodne z prawdą) o "gorszości" wiejskich podstawówek, odbywa się w mieście.

Skutkuje to nie tylko koniecznością odbywania kolejnych podróży do miasta (liczne zajęcia pozalekcyjne), ale także nieefektywnym wykorzystaniem pozostających w środowisku wiejskim możliwości i „usypianiem” kapitału społecznego. Bo nowi osadnicy ani ich dzieci nie zapuszczają korzeni w podmiejskiej miejscowości. Zdobywają za to kolejne odznaki w konkurencji „wahadłowe dojazdy do spania”.​

 Jaką Pani zdaniem w procesie suburbanizacji odegrała rosnąca dostępność kredytów hipotecznych (zwłaszcza kredytowy boom do 2008) i programy „Rodzina na swoim” i „Mieszkanie dla młodych”?

​Bardzo ważną - dały finansowe narzędzia ludziom, którzy przez wiele lat odraczali swoje aspiracje mieszkaniowe. A wzmiankowane programy zrobiły wiele złego stymulując rozwój suburbanizacji, bo ustalone limity i decyzja, by wspierać tylko nieruchomości z rynku pierwotnego promowały budowanie tanich mieszkań, a takie w centrach miast prawie nie istnieją. ​

Jak może wyglądać przyszłość? Czy "moda" na wyprowadzki przeminie? Czy doprowadzi do segregacji ekonomicznej (zamożniejsi - pod miastami, reszta - w mieście)? A może polskie miasta skończą jak Detroit?

​Trudno mówić o przyszłości, co najmniej z dwóch powodów: po pierwsze, proces suburbanizacji jest relatywnie młody, trochę młodszy niż wolny rynek nieruchomości w Polsce i trudno go porównywać do podobnych procesów w USA czy Europie Zachodniej.

Po drugie, polskie miasta rozwijają się w różnym tempie i zarówno procesu centralizacji (powrotu do miast), jak i decentralizacji (suburbanizacji) zachodzą w nich równocześnie. Ponownie, trudno oszacować skalę "powrotów do miast", a co za tym idzie - intensywność procesu odrodzenia miast, z tych samych powodów, dla których trudno szacować skalę suburbanizacji. Mam jednak taką niepotwierdzoną intuicję, że ci, którzy wracają są wypychani uciążliwościami życia na suburbiach, które okazały się dla nich większe niż w mieście. Nie przyciąga ich jakaś nagła i cudowna metamorfoza miast w miejsca dobre do życia, rozwijające się w sposób zrównoważony, bliski idei smart citie, itd. Cud się nie wydarzył.

Z segregacją ekonomiczną mamy do czynienia już teraz, ale nie w wymiarze miasto-przedmieścia, lecz w mniejszej skali: w miastach są bogate osiedla i getta biedy, tak samo osiedla podmiejskie wyglądają tak, że biedne popegeerowskie wsie bywają otoczone wianuszkami osiedli deweloperskich lub po prostu nowych domów - różne warstwy społeczno-zawodowe, bardzo odległe od siebie w sensie społeczno-ekonomicznym znajdują się blisko siebie w przestrzeni fizycznej. ​

Rozmawiał Michał Kisiel

Źródło:
Tematy
Załóż Konto Przekorzystne na selfie

Załóż Konto Przekorzystne na selfie

Advertisement

Komentarze (40)

dodaj komentarz
~Wroniarz
A ja właśnie kupiłem mieszkanie w Poznaniu na Naramowicach (osiedle Ecoria) i jestem bardzo zadowolony. Osiedle jest ciche, jest spokojnie, mam blisko do pracy, do centrum też nienajgorzej, chociaż mi to nie przeszkadza, bo rzadko tam bywam ;) Mieszkanie w mieście jest ok, bo jesteś blisko wszystkiego ale jednocześnie można A ja właśnie kupiłem mieszkanie w Poznaniu na Naramowicach (osiedle Ecoria) i jestem bardzo zadowolony. Osiedle jest ciche, jest spokojnie, mam blisko do pracy, do centrum też nienajgorzej, chociaż mi to nie przeszkadza, bo rzadko tam bywam ;) Mieszkanie w mieście jest ok, bo jesteś blisko wszystkiego ale jednocześnie można znaleźć miejsce spokojne.
~att
cały komentarz do tej sprawy :)

https://www.youtube.com/watch?v=ptDAGO3gCFs
~MN
Wbrew pozorom łatwiej jest odśnieżać w obszarach podmiejskich i wiejskich. Tam są jeszcze pobocza. Miasta już całkowicie zabetonowano. Z dachów śnieg spychają na chodniki (bo współczesne budownictwo nieodporne na większe opady śniegu), z chodników spychają na miejsca parkingowe, z miejsc parkingowych ponownie na chodniki.Wbrew pozorom łatwiej jest odśnieżać w obszarach podmiejskich i wiejskich. Tam są jeszcze pobocza. Miasta już całkowicie zabetonowano. Z dachów śnieg spychają na chodniki (bo współczesne budownictwo nieodporne na większe opady śniegu), z chodników spychają na miejsca parkingowe, z miejsc parkingowych ponownie na chodniki. Z ulic, i na chodniki, i na miejsca parkingowe. Roztopiony śnieg wolno wsiąka, bo wszystko zabetonowane i zaasfaltowane, więc w nocy ponownie zamarza. Rano sypią tonami sól (z czymś tam) i spychają znów na miejsca parkingowe, no ewentualnie pod ostatnie drzewko, które na wiosnę z przesolenia gleby uschnie, wytną je. W ten sposób uzyska się dodatkową powierzchnię do zabetonowania.
~Matlak
Ja kupiłem dom w podkrakowskim Libertowie. Największy błąd mojego życia. Prywatność zerowa - domek kolo domu, ogródki po 10 m2. Zero chodników i nawet szans na nie, bo za wąskie uliczki. Trzeba przemykać rowami. Ale i tak nie ma tu gdzie chodzić, nawet na spacer się jedzie do miasta... Co najlepsze dwa lata temu niedaleko Ja kupiłem dom w podkrakowskim Libertowie. Największy błąd mojego życia. Prywatność zerowa - domek kolo domu, ogródki po 10 m2. Zero chodników i nawet szans na nie, bo za wąskie uliczki. Trzeba przemykać rowami. Ale i tak nie ma tu gdzie chodzić, nawet na spacer się jedzie do miasta... Co najlepsze dwa lata temu niedaleko postawili bloki. Komunikacja miejska? Hehe... Śmiech przez łzy
~Ludwika
Jak dom może stać na działce większej tylko o10m2 niż on sam? Może chodzi o szeregowiec? Kupując dom nie wiedziałeś, że sąsiednie domy będą tak blisko? Brak prywatności to raczej sprawa relacji sąsiedzkich. Jeśli sąsiedzi urządzają place zabaw dla dzieci, lub codzienne spotkania przy grillu pod oknami innych osób,Jak dom może stać na działce większej tylko o10m2 niż on sam? Może chodzi o szeregowiec? Kupując dom nie wiedziałeś, że sąsiednie domy będą tak blisko? Brak prywatności to raczej sprawa relacji sąsiedzkich. Jeśli sąsiedzi urządzają place zabaw dla dzieci, lub codzienne spotkania przy grillu pod oknami innych osób, to to może być rzeczywiście uciążliwe, ale akustyczne bloki też bywają męczące. W Warszawie są tak gęsto zabudowane niektóre dzielnice, i nie widać, żeby lokatorom brakowało prywatności, wręcz przeciwnie, cichutkie wąskie uliczki, domki odgrodzone żywopłotami, klimatycznie. Przepiękne bywają też angielskie szeregowce z solidnej cegły, na tyłach budynku właśnie niewielki ogród, z żywopłotem bądź wysokim nieażurowym ogrodzeniem. Ale aby okolica była spokojna potrzebna jest kultura jej mieszkańców.
~libertów
dom kolego to nie jest gówniana szeregówka 110 m2 z ogródkiem 100 m2.... Pisz poprawnie, co ty tam kupiłeś?
~ererer odpowiada ~libertów
:D śmiesza mnie tacy internetowi pieniacze co standardowe domy i mieszkania wyzywają od stodół, nor itd a sami mogą o takich tylko pomarzyć bo nie stać ich nawet na kredyt... i gniją gdzieś w jakiejś chałupie u rodziny i piszą te swoje żale w necie
~WIESNIAK
KAZDY NIECH ZYJE TAM GDZIE LUBI. NIE MA SIE CO PONIECAC!
~wiesniak_z_wyboru
dokladnie, kwestia jest to czego kazdy z nas oczekuje i jakie ma priorytety, osobniki prowadzace kosmopolityczny tryb zycia popełnia blad opuszczajac miasto natomiast Ci, ktorzy sa sklonni poswiecic wolny czas na prace przy domu i czerpia z tego satysfakcje, bedzie to dla nich wlasciwy wybor, kwestia zaspokojenia wlasnych indywidualnych dokladnie, kwestia jest to czego kazdy z nas oczekuje i jakie ma priorytety, osobniki prowadzace kosmopolityczny tryb zycia popełnia blad opuszczajac miasto natomiast Ci, ktorzy sa sklonni poswiecic wolny czas na prace przy domu i czerpia z tego satysfakcje, bedzie to dla nich wlasciwy wybor, kwestia zaspokojenia wlasnych indywidualnych potrzeb. Na swoim przykladzie 27 lat w miescie obecnie 8 lat na wsi, jestem szczesliwy z podjetej decyzji (pracuje w miescie, nie mam obciazen). Lokalizacja w ktorej mieszkam daje mi wolnosc wyboru przy A4 pół drogi wrc - lca.
~mieszczuch odpowiada ~wiesniak_z_wyboru
Otóż to. To jest samo sedno sprawy

Powiązane: Mieszkanie dla młodych

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki