Choć Tauron powszechnie uznawany jest za spółkę będącą pod kontrolą Skarbu Państwa, tym razem rząd przegrał batalię z akcjonariuszami. Katowicka firma uniknęła dzięki temu podpisania cyrografu z rządem.


Wśród szeregu zagadnień poruszonych na poniedziałkowym WZA Tauronu, pochylono się także nad zmianami statutowymi. Jedna z propozycji Skarbu Państwa zakładała dopisanie do statutu spółki punkt o brzmieniu "Spółka realizuje zadania związane z zapewnieniem bezpieczeństwa energetycznego Rzeczypospolitej Polskiej”. "Za" zagłosowało 63% obecnych na WZA udziałów, do przepchnięcia tego typu propozycji wymagane jest jednak 75-procentowe poparcie. Wniosek więc przepadł.
W praktyce dla akcjonariuszy Tauronu może to być najważniejsze rozstrzygnięcie bogatego w różnorakie głosowania poniedziałkowego WZA. Gdyby bowiem Tauron rzeczywiście stał się gwarantem bezpieczeństwa energetycznego, mogłoby to dać rządowi - przynajmniej w jego mniemaniu - zielone światło do angażowania spółki w jakiekolwiek, nawet najmniej opłacalne projekty. Wyznacznikiem. zamiast korzyści biznesowej, stałoby się bowiem - zgodnie z zapisami statutu - bezpieczeństwo energetyczne.
Zapis o gwarancie bezpieczeństwa mógłby np. stanowić podkładką dla zaangażowania Tauronu w ratowanie górnictwa czy repolonizację. Bezpieczeństwo energetyczne jest przecież tematem szerokim i łatwo zinterpretować go na swoją korzyść. Choć wcześniej spółka brała już udział w tego typu działaniach (historia Brzeszcz i roszady na fotelu prezesa), ostatnio nie jest ona angażowana do państwowych projektów. Brakło jej w "ekipie" ratującej Polimex, dofinansowaniu PGG czy pierwszym konsorcjum EDF-owym. Z kolei PGE, PGNiG i Energa, które we wszystkich projektach były brane pod uwagę, zapisy o "gwarancie" już posiadają.
Zapis potrzebny, czy nie?
Warto jednak pamiętać, że we wspomnianych projektach udział brała także Enea, którą głosowanie nad zapisem o "gwarancie" dopiero czeka. Sytuacja tej spółki była więc podobna do tej w Tauronie, tym bardziej, że i w Enei - choć rząd ma nieco więcej głosów w swoich rękach - głosowanie wcale nie musi okazać się formalnością. Brak zaangażowania Tauronu w powyższe projekty można zaś wytłumaczyć nie tyle brakiem odpowiedniego zapisu w statucie, co brakiem pieniędzy w kasie spółki. Wprawdzie ostatni kwartał był dla niej udany, jednak o wcześniejszych nie można tego powiedzieć. Teorię tę potwierdzałyby zresztą dotychczasowe ruchy rządu. Najmocniej obciążano PGE, czyli na papierze najbogatszą spółkę energetyczną.
Poza tym Skarb Państwa może angażować Tauron także i bez tego zapisu (co zresztą - jak wspomniano - już robił). Na WZA Tauronu rząd posiada 30,06% głosów, kolejne 10,39% ma kontrolowany przez niego KGHM (prezes kombinatu został zresztą w poniedziałek wybrany RN Tauronu). Mniejsze udziały posiadają także OFE i TFI państwowych spółek finansowych. Teoretycznie do 50% nieco brakuje, jednak w praktyce, aby w standardowym głosowaniu przeciwstawić się Skarbowi Państwa, rozdrobniony akcjonariat Tauronu musiałby się naprawdę zmobilizować. Konsekwencja jest taka, że w Tauronie rzeczywistą władzę ma właśnie rząd. A do tej pory nie dostał on przecież żadnej kary, za "zapomnienie" o akcjonariuszach mniejszościowych i ich interesach.
Jak więc interpretować całą sprawę? Wydaje się, że zapis o gwarancie bezpieczeństwa energetycznego ma nieco "cywilizować partyzantkę", jaką Skarb Państwa prowadził do tej pory w kwestii angażowania spółek notowanych na GPW do celów politycznych. Z tego punktu widzenia brak takiego zapisu w statucie Tauronu może zmniejszać prawdopodobieństwo angażowania spółki w tego typu projekty - nawet jeżeli odzyska ona finansowy wigor. Jeżeli tak rzeczywiście jest, to zapewne można się spodziewać kolejnych prób przepychania cyrografu na nadchodzących WZA Tauronu.

























































