Nawet 3,5 proc. traciły dziś główne chińskie indeksy po tym, jak Biały Dom potwierdził, że rozważa znaczną podwyżkę karnych ceł na produkty sprowadzane zza Muru. Po śródsesyjnej przerwie spora część spadków została odrobiona.
W środę wieczorem polskiego czasu rzeczniczka Białego Domu Sarah Sanders potwierdziła doniesienia, że administracja prezydenta Trumpa rozważa podniesienie ceł na 200 mld dol. importu z Chin z zapowiadanych wcześniej 10 proc. do 25 proc. Zwiastuje to nie tylko kolejne tury wzajemnych sankcji taryfowych, ale wpisuje się w eskalację konfliktu handlowego między dwoma największymi gospodarkami świata.
Wczoraj amerykański Senat zatwierdził ustawę o budżecie obronnym USA, w ramach której wzmocnione zostały kompetencje regulatora sprawującego nadzór nad inwestycjami zagranicznymi w Stanach Zjednoczonych. CFIUS ma możliwość blokowania fuzji i przejęć, jeśli uzna, że zagrażają one bezpieczeństwu narodowemu USA. Nowe prawo reorganizuje również kontrolę eksportu amerykańskich technologii oraz ogranicza działania Pekinu w wielu obszarach - od działalności kulturalnej po ćwiczenia wojskowe - informuje "Wall Street Journal". To właśnie blokada eksportu zaawansowanych produktów oraz ich komponentów - choćby chipów czy oprogramowania - które nie są wytwarzane w wystarczających ilościach czy oczekiwanej jakości przez chińskie firmy, może poważnie zagrozić gospodarce Państwa Środka. Przyjęcie ustawy w tym kształcie obrazuje również narastanie nastrojów antychińskich w USA.
Doniesienia ze Stanów Zjednoczonych zachwiały azjatyckimi giełdami. Najważniejsze chińskie indeksy traciły w trakcie dzisiejszej sesji nawet ponad 3 proc., ale pod koniec handlu odrobiły część strat. Indeks szerokiego rynku giełdy w Szanghaju SHCOMP zakończył dzień o 2 proc. na minusie, a giełdy w Shenzhen 2,5 proc. pod kreską. Zrzeszający największe spółki z Szanghaju i Shenzhen CSI300 zniżkował o 2,2 proc. Spadki indeksów napędzały spółki wytwarzające podstawowe produkty konsumpcyjne oraz firmy z sektora nieruchomości.
Stratą 2,2 proc. zakończył dzień Hang Seng. Hongkońskiemu indeksowi ciążą nie tylko marne nastroje w Chinach kontynentalnych, ale i spadający niczym amerykańskie FANG-i Tencent. Po tym jak w 2017 r. wycena chińskiego giganta technologicznego wzrosła o 114 proc., a w styczniu akcje spółki wyznaczyły nowe maksima, notowania osunęły się o niemal 30 proc., tylko w ostatnich 2 miesiącach idąc 20 proc. w dół. Dziś Tencent spadł o 2,8 proc.
1 proc. pod kreską zakończył sesję japoński Nikkei, a koreański Kospi był 1,6 proc. na minusie.
Najnowsza fala spadków na chińskich parkietach trwa od tygodnia. 24 lipca Shanghai Composite był już o krok od odzyskania utraconego poziomu 3000 pkt., ponieważ inwestorzy pozytywnie reagowali na zapowiedzi Pekinu o rozluźnieniu polityki monetarnej i fiskalnej. Paliwo do wzrostów szybko się skończyło. Eskalacja konfliktu z USA, wciąż niepokojąco szybko słabnący juan, kolejne negatywne sygnały z gospodarki i zapowiedzi dalszych regulacji sektora nieruchomości schłodziły entuzjazm inwestorów. W efekcie Shanghai Composite ponownie dobił dziś do odnotowanego na początku lipca lokalnego dołka, znajdującego się na poziomie ok. 2730 pkt. Od szczytu odnotowanego pod koniec stycznia stracił już ponad 20 proc.
Po dzisiejszych spadkach w Azji zniżkują również indeksy europejskie. O 10:40 DAX spada o 1,5 proc., FTSE MIB o 1,1 proc., Euro Stoxx 50 o 0,9 proc., FTSE 100 i WIG20 o 0,7 proc., a CAC40 o 0,55 proc.
Maciej Kalwasiński





























































