Budowana od miesięcy spekulacyjna bańka na rynku palladu pękła z wielkim hukiem. Tylko w czwartek notowania tego rzadkiego metalu zanurkowały o przeszło 7%, zaliczając najsilniejszą jednodniową przecenę od 19 lat.


To, co w 2019 roku dzieje się na rynku palladu, to niemal podręcznikowy przykład bańki spekulacyjnej. Tylko od początku roku do szczytu sprzed tygodnia notowania białego metalu wzrosły o blisko 32%, ustanawiając nominalny rekord wszech czasów na poziomie 1576,60 USD za uncję. Pomiędzy sierpniem a marcem kurs palladu wzrósł o 92%.
I to by chyba było na tyle, bo ostatnie trzy dni przyniosły potężną przecenę tego szlachetnego metalu. W czwartek wieczorem uncja pallady kosztowała 1325,60 USD i była o 7,1 % tańsza niż w środę, co w kategoriach nominalnych oznacza przecenę aż o sto dolarów na uncji! W ciągu trzech sesji pallad potaniał o 13%, a więc o 200 dolarów na uncji. Być może to zbliżający się koniec kwartału skłonił fundusze hedgingowe grające na długu do realizacji sporych, lewarowanych zysków.
- Naszym zdaniem korekta cen palladu należała się od dawna. Trudno jednak powiedzieć, czy wczorajsze spadki były pęknięciem bańki. Aby móc to powiedzieć, ceny powinny spaść jeszcze bardziej - tak dzień przed czwartkowym tąpnięciem napisali analitycy Commerzbanku.
Przeczytaj także
- Uważam, że pękła bańka. Pallad wreszcie odczuł siłę grawitacji - skomentował Georgette Boele z holenderskiego banku ABN Amro cytowany przez agencję Bloomberg. Trudno się z tym nie zgodzić, ponieważ nie pojawiła się jakaś konkretna informacja, która uzasadniałaby tak nagłą obniżkę cen palladu.
Zresztą tak samo jak wcześniej trudno było znaleźć wiadomości uzasadniające tak silne wzrosty cen tego niszowego surowca. Rzecz jasna fundamenty stojące za droższym palladem były znane od dawna i nie budziły wątpliwości. Zdumienie analityków budziła jedynie skala aprecjacji białego metalu. Na Bankier.pl po raz ostatni o "palladowym szaleństwie" pisaliśmy w połowie stycznia, gdy ceny dochodziły pod 1400 USD/oz. Wtedy to pallad po raz pierwszy w historii stał się cenniejszy od złota.
Była to prawdopodobnie kulminacja hossy rozpoczętej w styczniu2016 przez tzw. Dieselgate. Trwająca od dwóch lat europejska nagonka na osobówki z silnikiem wysokoprężnym doprowadziła do załamania się popytu na nowe auta napędzane olejem napędowym i wzrostu zapotrzebowania na samochody benzynowe i hybrydowe (czyli w zasadzie też benzynowe).
To właśnie pallad jest niezbędnym komponentem wykorzystywanym w katalizatorach spalin współczesnych aut benzynowych. Bez tego metalu trudno jest skonstruować samochód, który spełniałby europejskie normy emisji spalin. Tymczasem platyna wykorzystywana jest w katalizatorach dieslowskich. Na skutek zmian w preferencjach nabywców nowych aut w Europie pojawił się więc zwiększony popyt na pallad i zmalało zapotrzebowanie na platynę, co doprowadziło do powstania rynkowych niedoborów tego pierwszego metalu. Co więcej, stan ten utrzymał się dłużej, niż przypuszczano, bowiem z powodów technologicznych nie udało się szybko zastąpić palladu innymi materiałami.
Krzysztof Kolany
























































