Sąd na wniosek obrony wyłączył jednak jawność rozprawy. Sędzia Iwona Strączyńska uzasadniła, że relacjonowanie może naruszyć ważny interes prywatny senatora. Rozprawa trwała 4 godziny i została odroczona do 23 października.
Proces miał ruszyć we wrześniu, ale obrona wniosła o wyłączenie prokuratora prowadzącego, który udzielił jednemu z dzienników wywiadu na temat sprawy. Przed rozpoczęciem procesu sędzia Strączyńska poinformowała, że praska prokuratura nie uwzględniła wniosku obrony. Sam prokurator Józef Gacek nie krył zadowolenia, powiedział, że "nie było podstaw do wyłączenia go z procesu."
Cała sprawa byłego senatora zaczęła się od jego spotkania z dwiema kobietami. Spotkanie zostało nagrane. Kompromitujący polityka film posłużył potem jako jako narzędzie do szantażu i tym samym uzyskania sporej sumy pieniędzy. W konsekwencji trafił do mediów, a nagranie miało być dowodem, że Krzysztof P. posiadał i zażywał narkotyki. Były senator wszystkiemu zaprzeczał. Do dziś twierdzi, że proszek, który wciągał na filmie to sproszkowane lekarstwa. Grozi mu do trzech lat więzienia.
Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Ksenia Maćczak/nyg
Źródło:IAR























































