REKLAMA

Rum - ikona Karaibów

2009-04-14 13:11
publikacja
2009-04-14 13:11

Gdy pojawił się ten trunek, jedni dorobili się fortuny, a inni stracili wolność. Biedakom pozwalał zapomnieć o ubóstwie, a żołnierzom podczas wojen dodawał odwagi.

Rum jest zapomnianym trunkiem. Przez lata pomagał tworzyć kapitalizm, a tym samym niewolnictwo. Jego ludzie byli piratami i przemytnikami, ale również artystami i barmanami. Był w pewnym sensie walutą wymienną – beczułka rumu pomagała zdobyć siłę roboczą wykorzystywaną później na plantacjach trzciny cukrowej. Dzięki niemu niektórzy dorobili się fortun i zapomnieli o swojej dotychczasowej nędzy, inni natomiast utracili wolność i z kajdanami na nogach pomagali innym zdobywać majątki. Dzięki kilku łykom żeglarze i żołnierze nabierali odwagi, szczególnie w walce. Odegrał również ogromną rolę w czasie amerykańskiej prohibicji. Mimo że został stworzony w bólu, przeżywa obecnie swą drugą młodość. Dlaczego? Ponieważ oprócz swych aromatów i bukietów ma także niebywałą historię, dziedzictwo, a wreszcie – wyjątkową jakość.



Już pierwszy łyk uświadamia nam, że samo słowo „rum” niewiele znaczy. Jest on bowiem inny na każdej wyspie, w każdym kraju i w każdej destylarni, niemalże tak jak whisky. Jego smak mówi wiele o miejscu, z którego pochodzi; zarówno wyspy Morza Karaibskiego, jak i kraje Ameryki Południowej próbują oferować światu swój odmienny charakter. Szczęśliwie dla nas na początku XXI wieku rum przestał być zapomnianym trunkiem.

A wszystko zaczęło się od rośliny zwanej obecnie trzciną cukrową, która była uprawiana już około 10 tys. lat temu w Nowej Gwinei. Trochę później, bo 6 tys. lat temu, uprawiano ją już w Indonezji, na Filipinach i w Indiach. Swój marsz w kierunku Europy rozpoczęła w VII wieku naszej ery dzięki Arabom. Dotarła wtedy na Cypr, Maltę, Sycylię oraz, kierując się dalej północnym wybrzeżem Afryki, do Hiszpanii i Portugalii. Oczywiście w tamtych czasach cukier nie służył do rozpuszczania go w szklance z herbatą lub w filiżance z kawą, lecz był wyjątkowo drogą przyprawą używaną w kuchni oraz w medycynie, głównie do słodzenia różnego rodzaju mikstur. Stanowił jednocześnie symbol siły i bogactwa, przez co w XV wieku kontrola nad jego produkcją stała się wielce pożądana. Podczas drugiej wyprawy Krzysztofa Kolumba w 1493 roku jego flotylla dotarła na Karaiby i na takich wyspach jak Jamajka, Dominikana czy Kuba stworzyła plantacje trzciny.



W XVII wieku nowe mocarstwa, Anglia i Francja, ruszyły na podbój wysp niezajętych jeszcze przez Hiszpanów, dręcząc jednocześnie ich flotę zatrudnionymi do tego celu korsarzami. Anglia zajęła Jamajkę i Barbados, Francja natomiast Martynikę i Gwadelupę. W swym najwcześniejszym wcieleniu rum był lokalnym napitkiem tworzonym na potrzeby służących i niewolników. Właściciele plantacji pili dla odmiany brandy i maderę.

Rum był lekarstwem na wszystko, tak mocnym, że mógł uśmierzać ból i pozwalał zapomnieć o swym ubóstwie. Ponieważ dobrodziejstwo leżakowania destylatu w drewnie było w owych czasach nieznane, a technika destylacji pozostawiała wiele do życzenia, produkt finalny pozbawiony był przyjaznych aromatów, a w zamian oferował dość nieprzyjemne, ostre wonie. Wydaje się, że to główny powód stworzenia trunku, który dziś nazywamy ponczem, czyli rozcieńczonego rumu z dodatkiem różnorodnych przypraw mających za zadanie maskowanie odoru czystego rumu. Należy mieć świadomość, że uprawy trzciny cukrowej do XVII wieku przeznaczano na produkcję cukru. W połowie tego wieku rozpoczęto destylowanie pozostałości po ekstrakcji cukru, czyli molasy.

I tak jak w przypadku whisky, charakter produktu finalnego zależy od wielu czynników. Chociażby od tego, czy destylacji poddajemy czysty sok wyciśnięty z trzciny, tak jak to ma miejsce w przypadku rumów z Martyniki i Gwadelupy, czy też używamy do tego celu wspomnianej wcześniej molasy. Dalej od tego, jak długo prowadzona jest fermentacja: im dłuższa, tym więcej aromatów w naszym rumie. Od tego, w jaki sposób prowadzona jest destylacja: czy mamy do czynienia z destylacją podwójną w miedzianych alembikach, tak jak to jest z whisky, czy też w procesie destylacji ciągłej, wykorzystującej do tego celu urządzenie skonstruowane przez Roberta Steina w 1827 roku.



Jak łatwo zauważyć, decydujące kryteria niczym nie różnią się od tych, które wpływają na smak whisky. Idąc dalej tym tropem, można stwierdzić, że rumy produkowane metodą destylacji ciągłej, szczególnie te, których destylacja odbywa się w potrójnych kolumnach, będą zbliżone do whisky mieszanej (blended), a tym samym pozbawione tych najbardziej cennych aromatów, jakie ze względu na specyfikę procesu zostają w jej trakcie „wycięte”, lub nawet jeszcze bardziej zbliżone do whisky zbożowej (grain), a co za tym idzie, ich głównym przeznaczeniem będą koktajle z lodem i innymi dodatkami typu coca-cola, w których smak rumu zostaje całkowicie zatracony. W niektórych krajach nawet ta potrójna kolumna nie była wystarczająca na potrzeby firm produkujących najbardziej delikatny z możliwych rum; zaczęto tam tzw. destylację wielokolumnową. Przykładem niech będą marki Bacardi czy Angostura. Z drugiej strony mamy rum produkowany jak szkockie single malt, metodą podwójnej destylacji, w trakcie której otrzymujemy bardzo aromatyczny, złożony produkt.

Przyjrzyjmy się teraz tym dwóm kierunkom, koncentrując się na krajach, które tworzą jakże odmienne produkty. Wynalezienie aparatury do destylacji ciągłej zostało natychmiast zauważone przez producentów rumu na Kubie, gdzie od razu ją sprowadzono. Umożliwiło to wytwórcom kubańskim stworzenie nowej odmiany lekkiego, delikatnego rumu o bardzo łagodnym charakterze. Podobno pierwszym człowiekiem, który udoskonalił produkcję, był Don Facunado Bacardi. I to dzięki niemu Kuba mogła szczycić się odmiennością swego trunku, jakże różnego od rumu pochodzącego z innych wysp na Karaibach.

Swój największy rozkwit rum zawdzięcza prohibicji w Ameryce. Mimo że od lat 30. zeszłego wieku liczba producentów na Kubie znacznie spadła, nadal można wybierać spośród około 40 miejscowych marek. Podobny w charakterze do kubańskiego jest rum, który produkują Trynidad i Nikaragua. Destylacja ciągła w 100 proc., średniej długości fermentacja i leżakowanie w pierwszej jakości beczkach po burbonie sprawiają, że tutejsze rumy są delikatne, pachnące dębiną i dymem, ale również odnajdziemy w nich nuty pomarańczy i toffi. Po drugiej stronie barykady, gdzie królują aromaty zbliżone do szkockich single malts, odnajdziemy Jamajkę i Barbados.



Barbados – miejsce, gdzie wszystko się zaczęło, gdzie angielscy kupcy uświadomili sobie możliwość zarobienia milionów na cukrze. Był to kiedyś wręcz mistyczny zakątek, bajeczna wyspa, gdzie robiono fortuny bez zbytniego wysiłku. Już w 1639 roku w kronikach można było znaleźć wzmianki o tzw. „wodzie z Barbados”, którą doprawiało się cytryną, cynamonem, goździkami, szafranem (dla koloru) i cukrem. Nawet jeśli obecnie został wyprzedzony przez Jamajkę i Gujanę, nadal eksportuje wspaniały rum, nawiązujący charakterem do wielowiekowej tradycji. Trzy destylarnie wciąż używają alembików, aby ich rum był solidny i miał głębię aromatów. Jego zapach przywodzi na myśl świeżo rozkrojonego ananasa, wanilię i oczywiście dąb. W smaku można doszukać się nawet banana.

Kolejnym przedstawicielem rumu z charakterem jest Jamajka. To kraj z największą liczbą barów przypadających na jednego mieszkańca. Rum jest tu tak fundamentalnym elementem kultury, że nawet w domu u ludzi niepijących znajdzie się butelka. Rum jest dla nich lekarstwem, które wcierane w skronie, zapobiega przeziębieniu. To także panaceum na łysinę oraz napój, którym wznosi się toast przy rozpoczynaniu budowy. Sukces rumu z Jamajki jest niewątpliwie związany z jego mocą. To „prawdziwy” rum. W żaden sposób nie można go określić mianem nijakiego. Wysoki poziom nasycenia przeróżnymi aromatami, czasami ciężkimi i zdecydowanymi, pozwala go porównać z whisky produkowanymi na wyspie Islay. Nie chodzi tu o podobieństwo bukietu, ale tej samej buntowniczej postawy. Tutejsze destylarnie zdają sobie sprawę, że produkują coś innego, specjalnego, wyjątkowego – z charakterem i osobowością.

Na zakończenie kilka zdań na temat Gujany, gdzie jeszcze w latach 70. zeszłego wieku pracowało około 200 destylarni, obecnie zaś funkcjonuje tylko jedna. Za to rum produkowany tu w urządzeniach, które wyglądają na archaiczne zabytki muzealne, ma swoją osobowość. Pozostałe wyspy Morza Karaibskiego, Ameryka Południowa i Ameryka Środkowa też mają do zaoferowania swoje odmiany rumu. Niektóre będą charakterem zbliżone do łagodnych, mało aromatycznych odmian z Kuby, inne wręcz przeciwnie – bogactwem i mocą uwalnianych bukietów konkurować mogą z prawdziwą szkocką whisky. Szczególnie francuskie wyspy stworzyły specyficzną odmianę rumu, tzw. Agricole, ale o tym kiedy indziej.

Źródło:

Do pobrania

rumjpgrumjpgrumjpgrumjpgrumjpg
Tematy
Sprawdź, jak odebrać na start 24 000 punktów o wartości do 400 zł z kartą kredytową CitiBanku (RRSO 12,59%)

Sprawdź, jak odebrać na start 24 000 punktów o wartości do 400 zł z kartą kredytową CitiBanku (RRSO 12,59%)

Komentarze (1)

dodaj komentarz
~Pytam_się
A gdzie w tej systematyce znajduje się słowacki Um Tuzymski?

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki