„Jeszcze do niedawna lalki Barbie czy zestawy Polly Pocket kojarzyły się polskim rodzicom z może kiczowatymi, ale raczej bezpiecznymi zabawkami dla dzieci. Kilkanaście dni temu, gdy koncern Mattel poinformował, że mogą być groźne dla najmłodszych. Trójka dzieci po połknięciu zbyt słabo przymocowanych magnesików - będących częścią zabawek - trafiła do szpitala. Niebezpiecznych zabawek tylko w Polsce jest 165 tys., na całym świecie Mattel wycofał ich aż 18 mln” – pisze Gazeta Wyborcza.
”Paradoksalnie "Barbie skandal" to dalszy ciąg czarnej serii chińskich fabryk oskarżanych ostatnio o produkcję toksycznych bubli. Wcześniej UOKiK ostrzegał np. przed chińskimi zestawami do makijażu dla najmłodszych (zawierały chrom i ołów). W marcu tysiące amerykańskich psów i kotów zdechły po zjedzeniu chińskiej karmy (z dodatkiem przemysłowej melaminy). Kilka dni temu rząd Nowej Zelandii zapowiedział z kolei śledztwo w sprawie importowanych z Chin ubrań dziecięcych (poziom formaldehydu w odzieży przekraczał normy aż 900 razy!)” – podaje Gazeta Wyborcza.
Zdaniem sprzedawców rośnie awaryjność zabawek. Są one coraz bardziej skomplikowane i jest w nich coraz większa ilość rzeczy, które mogą ulec zepsuciu. Zdaniem handlowców średnio dziennie w sklepie pojawia się ok. 20 niezadowolonych klientów. Jeśli sklep jest duży ta liczba rośnie do 40.
Więcej w Gazecie Wyborczej, w artykule Piotra Miączyńskiego i Leszka Kostrzewskiego, pt. „W sklepach atakują nas buble”.
DB




























































